Czy można organizować pracę własnego umysłu?

fot.123rf

Trzy pytania do Czesława Bieleckiego.
Ostrzega pan przed swoją książką, że trzeba przy niej myśleć, ale doczytałam się, że pierwsze wydanie nieźle się sprzedało. Więc chyba jest dużo osób, które nie boją się i nie lenią, i chcą myśleć? 

reklama

Myślę, że „Głowa” daje impuls do skutecznego myślenia dla skutecznego działania. Nie mam wątpliwości, że w tej mniejszości, która sięga dziś po książki, większość stanowią ci, którzy chcą się rozwijać. Czytelnicy instrukcji użytkowania głowy z pewnością nie należą do społeczności kanapowej. Pierwsze wydanie „Głowy” miało dodruki. Obecne poszerzyłem o czwartą część – „Nasz świat”. Myślę, że „Głowa” może się przydać zarówno pokoleniu X, wychowanemu na lekturze książek, pokoleniu Y, niemogącemu oderwać się od TV, jak i pokoleniu Z, żyjącemu w sieci.

Z pewnością myślenie, czyli uparte używanie głowy dla działania, wymaga odwagi: odpowiedzi na trudne pytania, konfrontowania się ze sobą i z innymi. Czy większość się tego boi? Pewnie tak, ale uświadomienie sobie własnych obaw, zrozumienie mechanizmów obrony przed ważnymi pytaniami wyznacza drogę do skutecznych działań. Staram się zachęcić czytelnika, aby skakał na głęboką wodę. W płytkiej trudniej się pływa, można tylko brodzić albo się taplać.

Czy pana książka może zmienić życie czytelnika, jeśli uczciwie zrobi on wszystkie ćwiczenia?

Z pewnością. Ćwiczenia na końcu każdego z 40 rozdziałów pomagają odnieść sposoby myślenia do codziennych działań i wyzwań. To swoiste „chwyty” na rzeczywistość. Gdybym nie wierzył, że lektura mojej książki może zmienić życie czytelnika, to – mówiąc najkrócej – nie napisałbym jej. Ale też nie łudźmy się: myśl a czyn to dwie różne rzeczy. Piszę w którymś momencie, że poza prawdziwą literaturą wiara w to, że słowo jest czynem, to złudzenie.

Jaki ma pan feedback po pierwszym wydaniu? Może ta książka już zmieniła czyjeś życie?

Czytelnicy, którzy dzielili się ze mną uwagami po lekturze pierwszego wydania, bardzo często stwierdzali wprost: „Myślimy tak samo, tylko tego tak nie sformułowaliśmy”. Cóż, forma jest też treścią, zatem moja książka okazała się przydatna. Wzbogacona o rysunki Janusza Kapusty, ma działać na wyobraźnię. Temu służą moje metafory i skróty myślowe. Piszę np.: „Unikaj ludzi-szaf, których zawsze tam zastajesz, gdzie ich sam dopchnąłeś”. Ta prześmiewcza zbitka myślowa pozbawia nas złudzeń. Wybierając inercyjnych czy bezmyślnych partnerów, narażamy każde przedsięwzięcie na szwank. Myślę, że czytelnicy SENSu zgodzą się z tą prostoduszną uwagą.

Ostatnio rozmawiałem z wybitnym finansistą, właścicielem wielu przedsiębiorstw. Gdy zapytałem go, jak radzi sobie z tak zdywersyfikowanym biznesem, odparł: – To proste, każdy z moich menedżerów uważa, że jego biznes jest specyficzny i nieporównywalny do niczego innego. A ja uważam,
że wszystkie interesy opierają się na tych samych zasadach.

Otóż właśnie o tym jest „Głowa”. Starałem się w jej nowym wydaniu przywiązać czytelnika do rzeczywistości na tyle, aby korzystał z poruszania się od abstraktu do konkretu i z powrotem. I rodzice, i dorosłe dzieci mają dużo satysfakcji, gdy w proponowanym przeze mnie kanonie lektur odnajdują pozycje, które już znają. Ale też chwalą sobie wskazywanie tytułów i nazwisk jeszcze im nieznanych. Nie kryję marzenia, by wokół sposobu i stylu myślenia zawartego w „Głowie” udało się odtworzyć zapomniany etos inteligencji.

Plan działania

Czesław Bielecki. „Głowa. Instrukcja użytkowania”, Wydawnictwo Zwierciadło 2016 – Większość niepowodzeń wynika z faktu, że próbujemy być kimś, kim nie możemy – słusznie zauważa Czesław Bielecki. – Żeby być właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, trzeba wiedzieć, kim się jest i jakie perspektywy własnego rozwoju się widzi.Jeśli jeszcze tego nie wiesz, sięgnij po tę książkę. Jeśli wiesz, ale nie wiesz, co masz zrobić z tą wiedzą – też sięgnij po tę książkę. Jest trochę jak instrukcja obsługi mózgu, a co za tym idzie – życia. Ćwiczenia, które proponuje autor, mają między innymi usprawnić funkcjonowanie głowy, skierować myśli na właściwy tor i ułatwić działanie we właściwym kierunku. Nie zawsze jest to miła i łatwa lektura (o pracy domowej nie wspominając), ale czasem musi być niemiło i trudno, żeby potem było… miło i łatwo. I żeby skuteczniej, jak to się ładnie teraz mówi, menedżerować sobą.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »