Czy umysł może odkryć prawdę?

Kobieta_mysli
123rf.com

Do niedawna fundamentem nowożytnej nauki była teza sformułowana w XVII wieku przez Kartezjusza, że przedmiotem badań naukowych jest przyroda, a narzędziem tego badania ludzki umysł, który ma m.in. tę właściwość, że jest zdolny do poznawania prawdy. Mówiąc innymi słowy, Kartezjusz uważał, że odkrywane przez naukę prawa przyrody stosują się do materii (w tym do ciała człowieka), ale nie do umysłu, który te prawa odkrywa. Czy ta teza jest nadal aktualna? – odpowiada dr Wiesława Sotwin, psycholog SWPS.

reklama


Umysł i materia (w tym ludzkie ciało) są – zdaniem Kartezjusza – różnymi, niezależnymi od siebie rzeczami (substancjami). Takie stanowisko, zwane dualizmem ontologicznym, rodzi oczywiście pytanie, jak materialne ciało może wpływać na niematerialny umysł i vice versa. Kartezjusz zdawał sobie sprawę z tego problemu i wskazywał szyszynkę, czyli mały, nieparzysty organ w mózgu, jako miejsce interakcji ciała i umysłu. Później pytanie o to, w jaki sposób umysł wpływa na ciało (czyli mózg) i vice versa zostało nazwane problemem psychofizycznym i stało się jednym z głównych zagadnień filozofii umysłu. Do dzisiaj jednak, czyli przez ponad 300 lat, problem ten nie doczekał się satysfakcjonującego rozwiązania.

Pod koniec XX wieku najpierw w USA, a potem w wielu innych krajach, w tym w Polsce, ukazała się książka pod znamiennym tytułem „Błąd Kartezjusza. Emocje, rozum i ludzki mózg”. Jej autor, wybitny neurolog, Antonio Damasio, pokazuje w niej, jak ciało (a nie tylko mózg) wpływa na funkcjonowanie umysłu, kwestionując tym samym kartezjańskie oddzielenie ciała od umysłu. W ostatnich dwóch/trzech dekadach dołącza do niego coraz więcej badaczy, tworząc szeroki interdyscyplinarny ruch naukowy zwany nurtem ucieleśnienia umysłu (embodiment of mind). Naukowcy ci przedstawiają kolejne argumenty na rzecz tezy, że sposób funkcjonowania umysłu jest zależny od budowy całego organizmu jego posiadacza, a nie tylko od mózgu. Tutaj dla przykładu podam tylko jeden argument.

Obecnie znamy ok. 50 substancji chemicznych (neuroprzekaźników, neuromodulatorów i hormonów), które występują w naszych organizmach i wpływają na pracę układu nerwowego, a zatem i mózgu i umysłu. O innych argumentach można przeczytać na moim blogu.

O ile wpływ ciała na funkcjonowanie umysłu zaczęto odkrywać pod koniec XX wieku, to już kilkadziesiąt lat wcześniej, bo w I połowie XX wieku, fizycy kwantowi odkryli zjawisko, które podważyło przekonanie, że przyroda jest całkowicie niezależna od umysłu badającego ją człowieka. Zjawisko to nazywane jest zależnością stanu kwantowego od pomiaru albo redukcją (kolapsem) funkcji falowej i mówiąc w największym uproszczeniu, polega na tym, że położenie cząstki subatomowej (np. elektronu) zależy od tego, czy podlega ono czy nie podlega pomiarowi. Zjawisko to rodzi zatem pytanie: czy stan rzeczywistości fizycznej może zależeć od tego, czy naukowiec go bada czy nie bada? Ponieważ zjawisko zależności stanu kwantowego od pomiaru do dzisiaj nie doczekało się powszechnie akceptowanego wyjaśnienia, to i pytania o ewentualną zależność stanu fizycznego od umysłu badacza nie doczekały się powszechnie akceptowanej odpowiedzi.

Podsumowując, u progu nowożytnej nauki umysł człowieka został oddzielony od przyrody, co pozwoliło uczynić z niego narzędzie poznawcze niezależne od przedmiotu badania. Paradoksalnie jednak, odkrycia tejże nauki w coraz większym stopniu kwestionują rozdział umysłu i przyrody. Sądzę, że proces ten będzie postępował, co doprowadzi do zasadniczych, wręcz rewolucyjnych zmian w naszych poglądach dotyczących nie tylko wzajemnych relacji materii i umysłu, ale także tego na ile nasz umysł jest zdolny do odkrywania prawdy. Na przykład niektórzy zwolennicy nurtu ucieleśniana umysłu wskazują, że jeśli funkcjonowanie umysłu jest zależne od ciała, to „wyjście” poza ciało w procesie poznania jest niemożliwe, a zatem roszczenia ludzkiego rozumu, by dotrzeć do prawdy transcendentnej są nieuprawnione.

źródło: strefapsyche.swps.pl