Czy wiemy na czym polega wpółczucie?

123rf.com

Każdy z nas ma nieprzebrane pokłady wrażliwości i wielkie serce. Gdy dotykamy tych wrażliwych miejsc, pozwalamy tym samym, aby przepełniło nas współczucie. A wtedy czujemy się mocni, łagodni i niezniszczalni.

reklama

Współczucie jest czymś najpiękniejszym i najcenniejszym, mówią ci z nas, którzy znają już jego siłę. Jest lekarstwem. Odkrycia neurobiologów i neuropsychologów wskazują na to, że współczujące serce jest najważniejszym składnikiem zdrowia psychicznego; łagodzi stany depresyjne, podnosi poziom energii życiowej, kontaktuje nas z wewnętrznym spokojem i poczuciem własnej wartości. Im częściej współczucie odczuwamy, tym bardziej umacniamy naszą zdolność pokonywania trudności i przekształcania ich w pozytywne działania. Doświadczamy wewnętrznej wolności i radosnego uniesienia, a to sprawia, że możemy się rozluźnić i głęboko odpocząć. Współdziałanie z innymi w przepływie ciepła i współczucia czyni nasze życie szczęśliwym i spełnionym, a także – co ważne – radykalnie je wydłuża.

Współczucie jest najistotniejszym czynnikiem w każdym ludzkim działaniu. Wschodnie przysłowie mówi, że skuteczność leczenia zależy od serdeczności i współczucia lekarza. I odwrotnie: każde działanie pozbawione życzliwości i współczucia może stać się niebezpieczne.

Wydaje się jednak, że nie za bardzo współczuciu ufamy. Nie wiemy, czym w istocie jest. Współczucie to nie litość. Kiedy mówimy o współczuciu, mamy na ogół na myśli pomaganie tym, którzy mieli mniej szczęścia od nas; powinniśmy wspierać tych wszystkich biedaków, którzy nie mają takiego wykształcenia jak my, zdrowia czy talentów. Nie ma tu partnerstwa. Jest wyższość, poczucie bycia lepszym. I nawet jeśli intencje są najlepsze, to raczej poniżanie kogoś niż wzmacnianie. Współczucie nie jest relacją biednego cierpiącego i litościwego pocieszyciela. To partnerski kontakt między równymi sobie. Podstawowe znaczenie słowa „współczucie” to „czuć z…”. Uświadomienie sobie, że to, co czuję ja, czujesz również ty. To, co rani ciebie, rani również mnie. Wszyscy pragniemy tego samego; chcemy doświadczać pełni, bezpieczeństwa i szczęścia, lękamy się cierpienia, bólu oraz śmierci i chcielibyśmy się od nich uwolnić.

Współczucie wywodzi się z serca, z życzliwości, akceptacji i szacunku. To pragnienie ulżenia innym – tak jak sobie – w cierpieniu. To niejako wzięcie w nawias oceniającego, osądzającego i krytycznego umysłu i danie pierwszeństwa sercu. Czujemy się szczęśliwi, gdy jesteśmy traktowani ze współczuciem i miłością. Inni także czują się dobrze, gdy okazujemy im ciepło i współczucie. Tak się dzieje, ponieważ współczujące serce to nasz dom, do którego pragniemy powrócić, prawdziwa wartość życia. Bez kontaktu z tą jakością, z głęboką wrażliwością na uczucia innych odczuwamy istotny brak. Kiedy blokujemy współczucie, czujemy się mali, bezbronni i pełni lęku.

Z natury jesteśmy łagodni i współczujący. I silni. Najczęściej jednak nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nawet budowa naszych ciał kształtująca współczujące i łagodne usposobienie jest pokrewna tym gatunkom ssaków, które prowadzą spokojny, pokojowy tryb życia. Nasze ręce ukształtowane są w sposób sprzyjający bardziej obejmowaniu niż uderzaniu; nie mamy szponów, pazurów i zębów do rozszarpywania. Gdyby nasze dłonie były przeznaczone do zadawania ciosów, nie potrzebowalibyśmy tak pięknych palców!

Współczucie jest trudne, wymaga odwagi, ponieważ wiąże się z gotowością odczuwania bólu, a nie uciekania od niego. Prawdziwa komunikacja płynąca z serca do serca oznacza otwarcie na innych, ale przede wszystkim otwarcie na siebie; pozwalamy sobie czuć to, co czujemy, niczego nie tłumiąc. Możemy to zrobić jedynie w otwartej, wolnej od wartościowania przestrzeni. Nie będąc uwikłani we własną wersję rzeczywistości, możemy ujrzeć, usłyszeć i odczuć, kim są inni.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »