Dla kogo coaching prowokatywny?

fot.123rf

W czasie sesji coach często podważa kompetencje klienta, powątpiewa, czy mu się uda, mnoży przeszkody. Wszystko po to, by obudzić ducha przekory. O nowatorskim typie coachingu opowiada Piotr Barański.
Czym różni się coaching prowokatywny od innych metod pracy coachingowej?

reklama

Metoda ta opiera się na trzech filarach: życzliwości, humorze i stawianiu wyzwań. Coach musi mieć pozytywne nastawienie do klienta, wierzyć w to, że ma on wszystkie potrzebne zasoby i siłę, żeby znaleźć rozwiązanie czy też zdecydować się na zmianę. Do tego podczas sesji pojawia się bardzo duża dawka humoru i śmiechu, które są niezbędne dla zrównoważenia wyzwań stawianych przez coacha. Bo założenie jest takie, że ludzie rozwijają się tylko wtedy, kiedy stają przed jakimś wyzwaniem. Tak jest przecież od początku naszego życia – pierwsze kroki, upadki, podnoszenie się i coraz skuteczniejsze podążanie dalej. Coach prowokuje klienta do wyjścia poza ramy swojego dotychczasowego zachowania, schematów działania, myślenia i odczuwania. Sesja to praca na emocjach, bo dopiero wzbudzone emocje mogą zmotywować do zmiany. A żeby to wszystko odbywało się w atmosferze zaufania, potrzeba humoru i życzliwości.

Czyli klient może się zezłościć na coacha albo na samego siebie…

Przede wszystkim na samego siebie. Kiedy sesja odbywa się w atmosferze życzliwości i humoru, klient czuje, że wszystko dzieje się dla jego dobra. Natomiast złość na samego siebie jest bardzo pomocna w procesie zmiany. Bo jeżeli od życzliwej mu osoby z przekornym uśmiechem słyszy na przykład: „Coś mi się wydaje, że ci się nie uda…”, budzi się w nim naturalny protest: „Co!? Ja nie dam rady!?”. I odnajduje w sobie siłę, by czegoś dokonać. A żeby to się udało, potrzebne jest uczucie rozbawienia, które dystansuje klienta do siebie samego, do problemów i sytuacji życiowej, w której się znajduje. Nagle przychodzi rozluźnienie i pojawiają się nowe emocje. Dzięki temu klient może spojrzeć na daną sprawę z innej perspektywy i znaleźć nowe rozwiązania.

Rozumiem, że siła przekazu to jego dwoistość – prowokowanie i pozytywne nastawienie…

Tak, kluczowy jest niewerbalny komunikat. W czasie sesji coach często podważa kompetencje klienta, powątpiewa, czy mu się uda, mnoży absurdalne trudności. Ale niewerbalny sygnał jest taki:
„Jestem z tobą w tym na 100 proc. „wierzę w ciebie”. Życzliwy humor osłabia powagę przekazu i ułatwia jego przyjęcie.

To jak wyjęcie z nas Krytyka Wewnętrznego, który przy bliższym przyjrzeniu okazuje się jednak przyjacielem…

To sposób, by wykorzystać jego energię dla naszego dobra, namówić go do przejścia na „jasną stronę mocy”. Rozbrajamy go śmiechem, a on pomaga nam się w pozytywny sposób zbuntować – znaleźć w sobie siłę i powiedzieć: „dam radę!”.

Czy tak samo działa to na kobiety i na mężczyzn?

Mechanizm przekory jest ogólnoludzki. Z reguły nie lubimy, gdy ktoś nam mówi, co mamy robić, albo że nam się nie uda. Coach wie, że klient jest silniejszy, niż mu się wydaje. Prowokowanie do wyjścia poza schemat daje możliwość wewnętrznego zbuntowania się i pójścia w dobrą zmianę lub w stronę akceptacji – tak czy inaczej rezultatem jest większa spójność w życiu i adekwatne do sytuacji zachowania. Kiedy coach w trakcie sesji nadmuchuje wnioski do granic absurdu i wyolbrzymia przekonania klienta – ten spuszcza powietrze z balona emocji i ma szansę inaczej podejść do sprawy.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »