Dlaczego kariera nie jest pasmem samych sukcesów?

fot.123rf

Tradycyjne wyobrażenie kariery jest takie: szczebel po szczeblu pniesz się w górę, aż osiągasz wyżyny w swoim zawodzie. Tymczasem prawdziwa droga życiowa rzadko przebiega w ten sposób. Częściej pojawia się na niej i skok w bok, i czasowa równina, a nawet zejście w dół. Bo to nie droga na szczyt. To raczej wędrówka po górach.
Świadectwo pracy przyszło pocztą: jedna stroniczka A4. Dekadę życia Katarzyny (w dalszej części tekstu zdradzimy, dlaczego nie możemy ujawnić jej nazwiska) streszcza punkt numer dwa. Czytamy w nim: „Analityk biznesowy, konsultant 1, konsultant 2, konsultant 3, starszy konsultant 1, starszy konsultant 2, starszy konsultant 3, menedżer 1, menedżer 2, menedżer 3”. – Jak litania – mówi Katarzyna. W każdym słowie tej wyliczanki kryje się rok jej życia, starań, frustracji i sukcesów. Wspomina kolejne stopnie: coraz większa odpowiedzialność, lepsza pensja i nawet wygodniejszy fotel biurowy. – Dalej w tej litanii powinny być trzy stopnie starszego menedżera i wreszcie stanowisko dyrektorskie. A po kilku latach może nawet weszłabym do zarządu? Ukoronowaniem byłaby posada prezesa, ale prezes jest tylko jeden, a takich jak ja są szeregi – dodaje Katarzyna.

reklama

W górę pięła się także prawniczka Barbara Garlacz (w dalszej części tekstu zdradzimy, dlaczego jej nazwisko możemy podać bez problemu). Studiowała w Krakowie, ale jak mówi, po studiach zrobiło się tam dla niej ciasno. – Warszawa była dla mnie miejscem trochę jak Nowy Jork. Miasto otwarte, jeśli chcesz gdzieś dojść, pracujesz nad tym ciężko i umiesz dobrze rozegrać karty – możesz to zrobić. Aplikowałam z ulicy do korporacji, o której marzyłam jeszcze na studiach. We wtorek miałam rozmowę kwalifikacyjną, w piątek dostałam telefon, że mnie przyjmują. To był dobry moment na rynku, 2006 rok: kancelarie biły się o prawników, dawały dobre stawki. Pomyślałam: „To jest to!”. Pamiętam, jak szłam Marszałkowską dumna, wydawało mi się, że świat stoi otworem.

Wkrótce jednak okazało się, że Barbara nie może zajmować się tym, co ją interesuje. Przeszła do innej korporacji, potem do jeszcze następnej. Pracowała ciężko, awansowała, ale czuła, że to nie jej ścieżka. – Szłam jak burza, do pewnego stopnia było pole do rozwoju. Ale uświadomiłam sobie, że w kancelariach pewne stanowiska są już obsadzone. Dojście do pozycji partnera wiąże się między innymi z bardzo długim czasem oczekiwania. Nie mówię, że to niemożliwe, ale trzeba pracować wiele lat. A cierpliwość nie jest moją cnotą.

Gdyby Barbara i Katarzyna traktowały swoje drogi zawodowe jako drabinę, pięłyby się dalej. One jednak zrobiły coś, co zaskoczyło wszystkich.

Skok w bok

Krzywa Gaussa – używa się jej często, aby zobrazować schemat kariery. Pniesz się w górę, potem w pewnym momencie osiągasz swój pik i dalej czeka cię już tylko schyłek.

Taki schemat sprawdzał się w czasach, gdy pracę zaczynało się i kończyło w jednej firmie. Czas rozkwitu przeżywało się między czterdziestką a pięćdziesiątką, a koło sześćdziesiątki wegetowało się już przed emeryturą. Jednak dziś w wielu przypadkach, gdyby narysować wykres obrazujący prawdziwą drogę zawodową, jej krzywa kluczyłaby w sposób kompletnie nieregularny. To wznosiłaby się, to opadała, na długie okresy pozostawałaby płaska, z sinusoidalnymi wychyleniami. Czasem skokowo unosiłaby się w górę (awans, nagroda) lub zjeżdżała pionowo w dół (zwolnienie lub rezygnacja z pracy). Czasem wręcz urywałaby się, by podjąć bieg w innym miejscu. Roczny wyjazd dookoła świata, urodzenie dziecka, przerwa w pracy na podjęcie nowych studiów, przeprowadzka na wieś, zamiana posady nauczycielki na prowadzenie sklepu ze zdrową żywnością – to akcje, które przestawiają drogę zawodową na inny tor.

Dlatego lepiej niż dzwon Gaussa karierę opisuje metafora wędrówki po górach. Owszem, pniemy się wzwyż, ale potem maszerujemy dłuższy czas przełęczą. Nieuniknione są też zejścia – i czasem wręcz zbiegamy, toczymy się w dół. Ale może to daje nam rozbieg do podejścia pod kolejne wzniesienie? Czasem wreszcie trafiamy na równinę, która wydaje się ciągnąć latami – aż pojawi się na niej zakręt i widok na zupełnie inne pasmo górskie. I – tak, tak – zdarza się, że budujemy dom na tym zakręcie. Katarzyna trzymała w ręku świadectwo pracy, bo złożyła wypowiedzenie i zdecydowała się zejść ze szlaku. Jej skokiem w bok okazała się wymarzona od lat podróż do Ameryki Łacińskiej. Pojechała na dziewięć miesięcy.

Beata Rycembel, coach z dziewięcioletnim doświadczeniem (wcześniej 12 lat pracy w działach HR dużych korporacji), komentuje: – Przed podjęciem takiej decyzji ważne jest uświadomienie sobie, czy to coś, co chcę naprawdę robić, czy może ucieczka przed czymś, co mi doskwiera. Bo jeśli ucieczka, jest duże ryzyko, że ciągniemy problem za sobą.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »