Dlaczego tak bardzo chcemy zatrzymać młodość?

fot.123rf

Lata lecą, czas ucieka, życie pędzi – konstatujemy z żalem. I desperacko próbujemy bronić się przed upływem czasu, odejmując sobie lat, wygładzając zmarszczki, poddając się wszechogarniającemu kultowi bycia młodym. A z drugiej strony – dość łatwo wpadamy w sieć stereotypów mówiących, że czegoś z wiekiem nie wypada albo coś koniecznie trzeba robić, mieć, sądzić. Dużo w tym niekonsekwencji, mało – zdrowego rozsądku.
Kto przyznaje się do swojego wieku, no kto? Danuta Szaflarska, która otwarcie mówi o swoich 99 latach, a nawet czyni z nich atut? Władysław Bartoszewski (92) żartujący sobie nieustannie ze swojego wieku? Zauważyłam, że im starsi ludzie, tym mniej mają z tym problemu. Większość z nas jednak niechętnie przyznaje się do tego, ile ma lat, a nawet pytana sprytnie je sobie odejmuje, co wyszło przy okazji badań socjologicznych na całkiem inne tematy.

reklama

Socjolog Tomasz Sobierajski: – Każde badanie zawiera tak zwaną metryczkę, w której ankietowani są proszeni o podanie swoich danych, między innymi wieku. Jakiś czas temu, nie tylko w Polsce, także na świecie, postanowiono powiedzieć: sprawdzam, czyli dowiedzieć się, czy wiek deklarowany przez badanych zgadza się z tym prawdziwym. I co się okazało? Że zdecydowana większość badanych odejmowała sobie lat. Co ciekawe, robiły to nie tylko kobiety, jak stereotypowo się uważa, lecz również mężczyźni. Miało to wpływ na wyniki badań, bo ludzie odejmowali sobie pięć, siedem, a nawet więcej lat. Zdaniem badanych bezpośrednie pytanie o wiek było dla nich niewygodne i zbyt inwigilujące. Teraz już zazwyczaj nie zostawia się pustego miejsca na podanie wieku, tylko umieszcza przedziały lat, do których badani mają się przypisać, na przykład: 20–30, 30–35 itd.

W pełni życia

Dlaczego ukrywamy prawdę o swoim wieku? Co sprawia, że nagle granica młodości stała się elastyczna? Tomasz Sobierajski uważa, że przyczyn jest wiele. Po pierwsze, czasami mamy problem z przekroczeniem granicznego progu 30, 40 czy 50 lat, traktujemy ten fakt jako coś trudnego, wstydliwego. I tak z każdą kolejną dekadą w metryce. A przy tym myślimy z politowaniem o ludziach mających problem z przechodzeniem przez niższy próg. „To śmieszne – myślimy sobie – że ona rozdziera szaty z powodu trzydziestki. Jak skończy pięćdziesiątkę, to dopiero zobaczy, jak to jest”. Jakoś nie przychodzi nam do głowy, żeby pomyśleć: „Mam dopiero 40 lat, za dziesięć będę wspominała ten moment jako fantastyczny”. Raczej utyskujemy na upływ czasu, postanawiamy na przykład, że po czterdziestce będziemy obchodzić tylko imieniny, a nie urodziny. I co? Urodzin rzeczywiście nie obchodzimy (przynajmniej w Polsce), ale dalej czujemy się młodzi. Bo granica, która wyznacza subiektywny koniec młodości, przesuwa się coraz dalej, choć – jak mówi socjolog – wydawało się, że apogeum kultu młodości miało miejsce dziesięć lat temu.

Druga przyczyna przesuwania granicy młodości upatrywana jest w baby boomie lat 50. i 60., kiedy to rodziło się dużo dzieci. I właśnie to pokolenie, zwane pokoleniem powojennym, ochoczo się dzisiaj odmładza.

– Socjologowie na całym świecie opisują to pokolenie jako buntowników, którzy całe życie byli czemuś przeciwni – mówi Tomasz Sobierajski. – Protestowali przeciw kolejnym rządom, reżimom, dyktaturom, wojnom. Buntowali się bardzo mocno przeciwko rodzicom, obyczajom, konwenansom, tradycji. Żadne inne pokolenie nie eksplodowało takim buntem młodości, jak pokolenie dzieci kwiatów. Nigdy potem ten sprzeciw nie był tak silnie zaznaczony pokoleniowo. Bo to, że dzieci buntują się przeciwko rodzicom, jest czymś normalnym. Ale tamten bunt był totalny, przeciwko wszystkiemu, w każdym kraju. W Polsce przeciw komunie, w Hiszpanii przeciw Franco, w Stanach przeciwko wojnie w Wietnamie i Nixonowi. No i kiedy przyszedł moment, że to pokolenie przekroczyło pięćdziesiątkę, zaczęło buntować się przeciwko starości. Zauważmy, że ludzie 50+ rządzą obecnie światem, zajmują najbardziej liczące się stanowiska, ale też decydują o produkcji wszelkich odmładzaczy, począwszy od kremów, poprzez witaminy, a na produktach bio skończywszy.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »