Jak osiągnąć sukces: skup się na jednej rzeczy

123rf.com

Wielozadaniowość to nasza codzienność. Czas goni, rośnie lista spraw do załatwienia, więc, chcąc nie chcąc, robisz kilka rzeczy równocześnie. Błąd! Zgodnie z nowym trendem rozwojowym większe korzyści przynosi skupienie się tylko na jednej rzeczy – tej najważniejszej. Bo sukces polega na robieniu wszystkiego, co właściwe, a nie na robieniu właściwie wszystkiego.
Nie lubimy rezygnować. Dla niektórych to jak porażka. Przecież potrafisz robić to, tamto i jeszcze coś innego. Zdążasz, choć twój terminarz pęka w szwach. Jesteś z siebie taka dumna… Praca, szkolenie, kurs językowy. Wieczorem siadasz przed telewizorem i otwierasz książkę. Patrząc na przemian w ekran i na zadrukowane strony, sięgasz po kanapki. I jeszcze zerkasz w stronę migoczącego komputera, odpowiadasz półgębkiem na pytania męża. Co w ten sposób osiągasz? Ile spraw doprowadzasz do końca?

reklama

Nie ma się co oszukiwać – nikt z nas nie jest superbohaterem. Dysponujemy ograniczonymi zasobami czasu i energii. Chcemy wiele, więc sporo robimy, żeby to zdobyć. Tylko co znaczy nasze „wiele”? Czy jest to jedna duża rzecz, czy cała masa średnich i tych całkiem niewielkich, które tak naprawdę nie mają wpływu na jakość naszego życia, na nasze spełnienie? Amerykanin Gary Keller, współautor książki „Jedna rzecz”, nie pozostawia złudzeń: kiedy będziesz próbowała złapać wiele srok za ogon, zostaniesz z niczym. Ludzie, którzy w ten sposób działają, z czasem rezygnują z tego, z czego pod żadnym pozorem nie powinno się rezygnować. Z marzeń.

Kiedy Keller przeprowadził bilans życiowych zysków i strat, dostrzegł pewną prawidłowość: jego największe sukcesy były rezultatem skupienia na jednej rzeczy. Wielozadaniowość (czyli inaczej: rozmienianie się na drobne) nie dawała planom siły nośnej. Zajmując się wieloma rzeczami, osiągał znacznie mniej. Dziś jest zagorzałym wyznawcą „jednej rzeczy”. Zamiast mnożyć zadania, odejmuj – zachęca. Jeśli odpowiednio ukierunkujesz swoje działania, rezultaty mogą się okazać spektakularne!

Miejsce na magię

Autorzy „Jednej rzeczy” demaskują różne mity stojące na naszej drodze do sukcesu. Pierwszy to przeświadczenie, że wszystko jest tak samo ważne. Dlatego ruszamy w nowy dzień z listą spraw do załatwienia i – w miarę rozwoju sytuacji – wykreślamy poszczególne punkty (a jeśli nam się nie uda, odczuwamy frustrację). Podejmujemy szereg czynności, ale czy jesteśmy produktywni? Lista zadań jest zwykle długa, recepta na sukces krótka – twierdzi Gary Keller. Ta recepta to określanie priorytetów. Chodzi o to, żeby myśleć z rozmachem, ale działać selektywnie: „Sprawy zawsze da się podzielić na te trochę mniej i trochę bardziej istotne, a spośród tych ostatnich jedna będzie bezwzględnie najważniejsza”.

Na temat wielozadaniowości autorzy „Jednej rzeczy” mają jak najgorsze zdanie. To „okazja, żeby spaprać więcej rzeczy naraz”. Wywieranie na sobie niepotrzebnej presji. Wspieranie tego, co buddyści nazywają „małpim umysłem”.

Czasem zdarza nam się chwalić podzielnością uwagi. Owszem, niektórzy dysponują taką umiejętnością. Tylko że dzieląc uwagę na dwa zajęcia, każdemu dają tylko jej część. Zwykle muszą się między tymi zadaniami przełączać – tylko jedno może być w danym momencie na pierwszym planie. Ludzki mózg działa jak działa. Za wielozadaniowość płaci się wysoką cenę: badacze wyliczyli, że funkcjonując w ten sposób, tracimy 28 proc. typowego dnia pracy. Wydłuża się czas wykonywania zadań, spada efektywność. Wzrasta liczba popełnionych błędów i poziom stresu.

Inne mity? Choćby dyscyplina – przecenianie jej, uważanie za niezbędną do osiągnięcia sukcesu. Owszem, jest potrzebna, ale tylko na początku – po to, by wypracować odpowiednie nawyki. Wybierasz więc czynności, które uważasz za właściwe, i konsekwentnie wprowadzasz je w życie. Aż staną się rutyną. Jeśli są to poranne ćwiczenia, pewnie na początku będziesz się musiała do nich zmusić. Później przymus zamieni się w nawyk, może nawet przyjemność. I jeszcze dwa słowa na temat równowagi życiowej, do której uparcie dążymy. To nie ona przesądza o udanym życiu – twierdzi Keller. Złoty środek to mrzonka! Jeśli o coś zabiegasz, szala będzie przechylać się nieuchronnie w określoną stronę. Angażując się w jedno, nie będziesz miała czasu na coś innego. A przecież chcesz się zaangażować, prawda? Tym bardziej że „w umiarkowaniu nie ma miejsca na magię”. Co nie znaczy, że należy ignorować te mniej istotne obszary życia. Co zatem robić? Przeciwważyć. Życie to sztuka nieustannego balansowania pomiędzy „jedną rzeczą” a całą resztą.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »