Duchowość oswojona: na czym dziś polega rozwój?

fot.123rf

Co wspólnego ma warsztat rozwoju osobistego z kościelnym misterium? Być może więcej, niż nam się wydaje. Rozczarowani instytucjami religijnymi coraz powszechniej rezygnujemy z pośrednictwa w kontakcie ze sferą Ducha, poszukując własnych dróg i odpowiedzi na najważniejsze pytania – również w kontekstach pozornie ze sferą duchową niezwiązanych. Dzisiejsza duchowość zmienia oblicze, a nawet próbuje zejść na… ziemię – uważa coach Grzegorz Mędza.
Zacznijmy od podstaw. Czym jest dziś duchowość?

Człowiek współczesny czuje potrzebę, by nazywać, definiować i mieć dowody. Tymczasem duchowość z założenia jest czymś spoza świata rozumowych definicji. Dlatego zamiast tego proponuję, abyśmy poszukali wątków, które przybliżą nas do opisania tej odwiecznej tajemnicy. Możemy się przy tym odwołać do różnych epok, miejsc, religii, ale też nurtów, nieokreślających się wprost jako religijne.

Długo żyłam w przekonaniu, że duchowość to wiara, a tematy duchowe są zarezerwowane dla religii. Pewnie wynika to z faktu, że wychowywałam się w silnie katolickim otoczeniu. Dopiero na studiach zobaczyłam, że religii jest wiele, a jeszcze później, że duchowość to coś dużo szerszego.

Spróbujmy zatem poszukać wspólnych wątków w najważniejszych szkołach duchowych. Pierwszym, który chciałbym zaproponować, jest przekaz „ty jesteś tym”. Wyznacza on kierunek naszych poszukiwań, wskazując na nas samych. Przekazy staroegipskie mówią, że mikrokosmos jest tożsamy z makrokosmosem. „Królestwo niebieskie jest w nas”, to biblijny cytat, który może być bliski wielu osobom wychowanym w europejskiej tradycji chrześcijańskiej. Mistrz Eckhart ujął to nieco inaczej, według niego poznający jest jednocześnie poznawanym. „Poznaj samego siebie”, to jedna z najbardziej nośnych, wiecznie żywych myśli w historii filozofii.

Myślałam, że zaczniemy od zakreślenia jakiegoś obszaru i zawężania go stopniowo. A tu od razu sedno: jestem, który jestem. Odpowiedzi są w nas, wszechświat, czy jak kto woli królestwo niebieskie, jest w nas. Budda jest w nas, Bóg jest wszędzie, czyli w nas. Tylko co z taką odpowiedzią robić?

W dodatku to wcale nie jest odpowiedź, a jedynie wskazówka, gdzie szukać. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu ludzi może być to idea nie do przyjęcia, bo wydaje się, że łatwiej szukać odpowiedzi na zewnątrz, iść do kogoś, zapytać i dostać gotową receptę na spełnienie. Przywołując myśl: „jestem, który jestem”, albo ujmując rzecz nieco inaczej: „jestem tym, który jest”, porusza pani drugi ważny wątek istotny dla naszych poszukiwań. To wskazówka mówiąca o tym, że tylko rzeczywistość duchowa lub boska jest tą prawdziwą. A świat, którego doświadczamy na co dzień za pomocą zmysłów, to iluzja.

Ten trop uwzględniają nie tylko religie, ale też kultury pierwotne, choćby australijskich Aborygenów.

Według wielu źródeł owa rzeczywistość rządzi się pewnymi odmiennymi prawami, np. nie istnieje w niej czas ani nie ma ograniczeń przestrzennych, można domniemywać, że możemy być jednocześnie wszędzie i być zjednoczeni ze wszystkim. Istnieje podejrzenie, że na głębszym poziomie jesteśmy jednością stworzoną z jednorodnej substancji.