Filozofia Kaizen – jak skutecznie radzić sobie ze stresem

123rf.com

Stres pozwala przetrwać, ale niekiedy utrudnia realizację życiowych
planów i przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu. Jak go opanować? Metodą małych kroków – przekonuje coach Jarosław Gibas.

reklama

Kaizen oznacza z japońskiego zmianę na lepsze, polepszanie. Przy czym zmiana odnosi się do stylu życia – i w tym rozumieniu polepszanie nie ma końca. Towarzyszyć ma temu nieustanne zaangażowanie myślowe, świadomość zamiast automatycznych działań. Ta filozofia wykorzystywana jest w zarządzaniu, kształtowaniu optymalnych metod pracy czy dochodzenia do celu. Jej podstawowym założeniem jest metoda małych kroków stawianych konsekwentnie. A celem – podnoszenie jakości życia czy pracy.

Co nowego w wiedzę o radzeniu sobie ze stresem wnosi Kaizen?

Nie ma tu tak naprawdę niczego odkrywczego. Kaizen to prosty sposób na zmianę, zakładający, że można jej dokonać małymi, ale konsekwentnie stawianymi krokami. Każda rewolucyjna, nagła zmiana wymaga od nas wysiłku, a więc prowadzi do sytuacji, w której zmęczony organizm w końcu powie „dosyć”. To dlatego borykamy się z efektem jo-jo po silnym, na przykład noworocznym, postanowieniu odchudzania. To dlatego przestajemy chodzić na siłownię po dwóch miesiącach. To wreszcie dlatego często odpuszczamy i wracamy do starych przyzwyczajeń. Kaizen zaś mówi: „Zmieniaj się małymi krokami, tak by nie wymagały one od ciebie większego wysiłku. Jeśli będziesz to czynił konsekwentnie, to zmiana przyjdzie szybciej, niż się spodziewasz, a jej efekt będzie trwały”. To zaś, czy za pomocą tej metody radzimy sobie z nadwagą albo stresem, to już tylko kwestia naszego wyboru.

Gdy żyjemy w permanentnym napięciu, stosujemy jedną z dwóch taktyk odziedziczonych po przodkach – ucieczka albo walka. Działamy instynktownie, pozarozumowo, jakby nas miał zaatakować tygrys. Kaizen jest taktyką rozumową, świadomą decyzją. Jak pan to łączy w walce ze stresem?

W moim przekonaniu nie da się pokonać stresu od razu, za jednym zamachem. Nie da się go po prostu pozbyć, jak za pomocą magicznej różdżki. Nauka radzenia sobie z nim to proces, który zachodzi w naszej głowie. To tam właśnie, za pomocą przełączania kolejnych małych wichajstrów, dokonywania kolejnych kaizenowskich małych kroków, możemy powoli obniżać destrukcyjne działanie stresu na nasz organizm. „Uciekaj albo walcz” to mechanizm wywoływany przez ciało migdałowate, które niejako odcina część połączeń nerwowych odpowiedzialnych za racjonalne myślenie. To dlatego w sytuacji zagrożenia, w stresie, często nie potrafimy myśleć logicznie – podejmujemy chaotyczne, dyktowane lękiem decyzje i… pogrążamy się coraz bardziej. Kaizen po prostu oszukuje ten mechanizm.

Jak zatem ten „oszukańczy” proceder wykorzystać, by sobie pomóc?

Pierwszym krokiem jest zrozumienie sposobu, w jaki działa stres, oraz tego, z czego jest „zbudowany”. Jeśli wiemy, że tygrys zaatakuje nas w określonych warunkach czy okolicznościach, to kiedy nastąpią te właśnie warunki lub okoliczności, będziemy gotowi na atak. A taka gotowość, to nic innego jak świadomość tego, co się ze mną w danej chwili dzieje. Już samo to może stanowić pierwszy krok do tresury kota – jeśli wiem, jak zachowa się tygrys, to wiem, jaka reakcja jest dla mnie najlepsza, albo innymi słowy: wiem, jak zareagować, by zmniejszyć siłę, z jaką atakuje, i szkodę, którą tym atakiem wyrządza.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »