Gdy dzieci odchodzą

fot.123rf

Żyją wśród nas ludzie, którzy stracili dzieci. Być może umarły zaraz po urodzeniu, w wyniku długotrwałej choroby, w wypadku, być może popełniły samobójstwo. Strata dziecka to najtrudniejsze z ludzkich doświadczeń, mówią rodzice. Ta żałoba nigdy się nie kończy. W jaki sposób objąć świadomością i sercem to, co się wydarzyło? Jak być z bliskimi nam ludźmi, którzy pozostają pogrążeni w żałobie?
„Pozwolić im odejść” – taki tytuł nosi jeden z rozdziałów książki „Dzieci i śmierć” psychiatry Elisabeth Kubler-Ross, która całe życie poświęciła pracy z umierającymi. Pozwolić dziecku odejść – to dla wielu rodziców szokujące stwierdzenie. Dziecko ma żyć.

reklama

Większość dzieci umiera w poczuciu osamotnienia, ponieważ rodzice i lekarze nie chcą lub nie umieją z nimi rozmawiać, pisze doktor Ross. W takich sytuacjach dziecko milknie. Tymczasem dzieci wiedzą, że odchodzą i dają nam dorosłym wyraźne sygnały. Nawet dzieci, które zginęły w nieoczekiwanych, często dramatycznych okolicznościach poruszały wcześniej temat swojej śmierci w rozmowach z rodzinami. Myślę, że dzieci nieświadomie wiedzą, co je czeka, pisze doktor Ross. Pewnie zawsze to wiedziały, ale my dorośli dopiero od niedawna zwracamy uwagę na ich przeczucia. Do tej pory negowaliśmy je, ponieważ budziły w nas przesądny lęk.

Dzieci widzą, czują i wiedzą znacznie więcej, niż nam się wydaje.

Za żadne skarby świata

Małgorzata była przy śmierci swojej chorej na białaczkę dwunastoletniej córki Oli. Z wykształcenia jest psychologiem, dlatego od początku wiedziała, że chce rozmawiać z córką szczerze i otwarcie o jej chorobie, odpowiadać na jej pytania, a gdy będzie zbliżała się śmierć, przygotować ją na to.

– Ola sama zaproponowała, że chce napisać pożegnalne listy do bliskich, rodziców, dziadków, kuzynów – opowiada Małgorzata. Dziękowała im, wspominała chwile razem. Zanim umarła, rozdała wiele swoich rzeczy przyjaciółkom. Dwa dni przed śmiercią wyznała: „Mamo, boję się!” Przytuliłam ją i najłagodniej jak potrafiłam powiedziałam: „Wiem kochanie. Ale wkrótce ten lęk minie. Tam, gdzie idziesz, spotkasz wiele dobrych istot, które będą się tobą opiekować.” Tłumaczyłam córce, że będziemy za nią tęsknić, ale damy sobie radę. Zapewniłam, że wszystko będzie dobrze, że odnajdzie wielki spokój i znowu się spotkamy, kiedy nadejdzie czas.

Rano Ola powiedziała mamie, że wieczorem odejdzie, i tak się stało. Zanim umarła, zaplanowała z rodzicami swój pogrzeb; jak będzie ubrana (w leginsy i białą sukienkę), kogo zaprosić (koniecznie nauczycielkę angielskiego i dawno nie widzianego wujka Adama), wybrała muzykę (ku zaskoczeniu rodziców przeboje Madonny). Małgorzata opowiedziała mi o swojej córce, ponieważ zależy jej, abyśmy uważnie słuchali tego, co mówią nasze dzieci, wczuwali się w ich potrzeby i z największą delikatnością i miłością podążali za nimi. Jest pewna, że dzieci radzą sobie znacznie lepiej, bez względu na to, czy są zdrowe czy chore, jeśli mogą swobodnie i otwarcie rozmawiać z nami o wszystkim, także o własnej śmierci.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »