Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Ile lukrowanych myśli zmieści się pod choinką?

Ilu z nas czekało na święta, by poważnie porozmawiać, by wyjaśnić, by przeprosić lub poprosić? Ilu z nas budowało złoty most wybaczenia – sobie i innym - na przęsłach z opłatka?

Ilu z nas wyobrażało sobie sielskie widoczki nagle uśmiechniętej i słuchającej się nawzajem rodziny z choinką w tle? Ilu wreszcie marzyło, że tym razem rodzinnej serdeczności nie zagłuszy jazgot telewizora, a pani domu zasiądzie do kolacji niespiesznie i z radością, zamiast biegać jak co roku z obłędem w oczach między kuchnią a salonem?

Święta nie mają lekko. Zamiast pierzynki delikatnego jak sen śniegu, przykrywa je niezmierzony bezlik naszych oczekiwań i iluzji. Lukrujemy nie tylko pierniki, ale i nasze myśli, licząc na to, że wystarczy, by kalendarz wskazał datę 24 grudnia, a wszystko co złe samo się odmieni. Zawierzamy swoje plany bajkowej mocy nastroju i czekamy na pierwszą gwiazdkę, by oświeciła serca i umysły. I co? Ano nic. W wielu przypadkach to gotowy przepis na rozczarowanie a nie na świętowanie cudu. Każde rozczarowanie może być jednak także lekcją. Czasem bowiem tylko w taki sposób możemy pojąć, że nasza gotowość do zmiany i nawet największe jej pragnienie nie musi mieć najmniejszego wpływu na świat, w którym żyjemy. Dopóki więc stawiamy na to, że zyskamy tzw. szczęście, gdy inni się zmienią, dopóty skazujemy się na uzależnienie od ułańskiej fantazji tych innych i odbieramy sobie moc wpływania na własne życie. Co więcej – dopóki zamieramy w bezruchu i nie podejmujemy żadnych działań licząc na cudowne właściwości świątecznego nastroju, dopóty skazujemy się na brak jakichkolwiek efektów lub przypadkowe rezultaty wynikające z nieskoordynowanych manewrów życia.

Co zatem robić? Uznać, że największy wpływ mamy tylko na siebie samych. Zabrać się za pracę (samorozwój, coaching, terapia, nocne Polaków rozmowy…) nad kształtem swego świata bez czekania na szczególne okazje i magiczne cezury. Oraz… uczyć się akceptować bliskich takimi, jakimi są – z całym dobrodziejstwem inwentarza. Przypomnijmy, że nie oznacza to aprobaty dla wszystkich ich ewentualnych szaleństw, ale z reguły pozwala widzieć relację we właściwej perspektywie: bez iluzorycznych, frustrujących oczekiwań wobec drugiej strony i zrzucania na nią winy za kształt kontaktów; ale też bez dźwigania ciężaru nadodpowiedzialności za jej działania.

I jeszcze jedno – to wbrew pozorom jest tekst o nadziei. O nadziei na zmianę, którą zawsze warto zaczynać od siebie. Nie czekając na święta.

O autorce: Beata Kaczyńska – psycholog, master coach i trener biznesu w WINGS Szkoła Coachingu www.szkolacoachingu.pl Nauczyciel i superwizor innych trenerów i coachów: www.zostancoachem.pl


Warsztaty Wojciecha Eichelbergera w wersji online

Nie wstydź się wizyty u urologa! Działaj!

Patrząc na wydłużające się kolejki do lekarzy – szczególnie specjalistów – oraz czytając raporty o wydatkach ponoszonych na leki, można dojść do wniosku, że Polacy ...
zamknij [x]

POLECANE KSIĄŻKI