Intuicja: do czego jest nam potrzebna?

fot.123rf

Nie, wcale nie seksapil, ale intuicja. Coś, czego nie da się zmierzyć. Coś, czym chciałybyśmy się poszczycić. A jednocześnie boimy się temu zaufać… Bo co, jeśli jednak okaże się omylna? Co, jeśli popchnie nas w całkiem nieoczekiwanym kierunku?
Jedni (jak hinduski nauczyciel Osho) uważają, że intuicja nie myli się nigdy. W końcu to głos duszy… Inni (jak niemiecki terapeuta Kurt Tepperwein) podchodzą do niej nieco bardziej technicznie – uważają, że można (i należy) ją ćwiczyć. Na pewno warto jej używać. A raczej – jak podpowiada autorka „Biegnącej z wilkami”, Amerykanka Clarissa Pinkola Estés – nieustannie karmić ją, podsycać. Jak? Słuchając jej. Bo jaki pożytek z głosu, którego nikt nie słucha? A kiedy wyczulimy ucho na podszepty intuicji, zacznie żywiej reagować na nasze pytania, badać otoczenie…

reklama

Na skraju lasu

„Intuicja to skarb kobiecej psychiki” – mówi Pinkola Estés, psychoanalityczka jungowska i cantadora (kolekcjonerka i badaczka legend latynoskich). „Jest jak wahadełko w rękach różdżkarza, jak kryształ, przez który patrzymy tajemniczym wewnętrznym wzrokiem. Jak stara mądra kobieta, która zawsze jest obok, gotowa doradzić, co należy zrobić, czy pójść w prawo, czy w lewo”. Słuchanie intuicji to wyzwanie, przynajmniej na początku. Powód? Intuicja niechętnie uznaje racje intelektu (i vice versa). Zdarza się, że wchodzą w konflikt. Powstają napięcia, dylematy. Trzeba wybierać. Więc – żeby nie przeżywać rozterek – gotowe jesteśmy wyciszyć jeden z głosów. Tak się składa, że najczęściej jest to głos intuicji. Może dlatego, że ostatnie pokolenia rozwinęły kult rozumu, myślenia.

A intuicja pochodzi z krainy czucia – to coś mało racjonalnego, trudnego do uzasadnienia. Ile z nas ma odwagę powiedzieć „wybieram to, bo tak czuję”? I już, koniec dyskusji. Żadnych tłumaczeń, zdroworozsądkowej argumentacji, którą można by podważyć równie racjonalnymi kontrargumentami. Po prostu „tak mi podpowiada intuicja”. Jak cię nazwą? Neurotyczką? Histeryczką? Może wiedźmą? A przede wszystkim: jak się z tym poczujesz?

Patriarchat zanegował kobiecą intuicję – właśnie dlatego, że kobiety wiedziały. Nie z głowy – z brzucha. Albo z serca. Osho tłumaczy to w bardzo prosty sposób: kobieta to serce, mężczyzna głowa. Nasza cywilizacja w dużej mierze odrzuciła serce. Dopóki nie zostanie ponownie przyjęte, kobieta nie będzie w pełni akceptowana. Ze swoją emocjonalnością. Z intuicją.

W jednym z rozdziałów „Biegnącej z wilkami” Pinkola Estés, odwołując się do starej rosyjskiej baśni o mądrej Wasylisie, pokazuje kolejne etapy sięgania po intuicję, oswajania jej, dopuszczania do głosu. Uznawania. Tak naprawdę chodzi o uznanie własnej mocy, odrzucanej przez całe generacje, kwestionowanej. Budzącej lęk albo i niechęć. Trochę jak krew miesięczna… Zwykło się mówić, że mężczyźni boją się siły kobiet. Ale przecież wiele kobiet boi się własnej siły – nie szanują jej, odwracają się od niej. Zastanawiają się, w jakim stopniu mogą jej zaufać. Pierwszy symboliczny etap w opisanej przez psychoanalityczkę inicjacji jest szczególnie trudny. Umiera matka Wasylisy. Co to oznacza? Że trzeba pozwolić odejść „zbyt dobrej matce”. Że ta część psychiki, która nas broniła, chroniła, roztaczała opiekę, musi się usunąć. Wychodzimy spod klosza czy ze strefy komfortu. To podstawowy warunek, by mierzyć się z wyzwaniami, wzrastać. „Coś na nas czeka na skraju lasu, a naszym przeznaczeniem jest wyjść temu naprzeciw” – zachęca obrazowo Amerykanka.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »