Jak reagować, gdy współpracownicy są poniżani?

fot.123rf

Jak zachować się, gdy ktoś w twoim towarzystwie krytykuje i obraża inne osoby? Zaprotestować i stanąć w obronie? Ignorować, choć nóż otwiera się w kieszeni? A może wkroczyć jako mediator, ryzykując, że oberwiesz rykoszetem? Najlepsze będzie czwarte rozwiązanie. Jakie?
Gdyby głupota była lżejsza od powietrza, latałaby pani jak gołębica” – to zabawne powiedzonko doktora Strossmayera z prehistorycznego już dzisiaj serialu „Szpital na peryferiach” może wydać się mniej zabawne w pracy, gdy padnie z ust przełożonego, skierowane do koleżanki z biurka obok. Taki rodzaj oceniania, nawet zabarwiony humorem, jest jednym z typowych sposobów na pokazanie swojej wyższości nad innymi. Strategia zachowań opartych na umniejszaniu innych zawsze prowadzi do niesprawiedliwości, odbierania pewności siebie i godności. Nie jest przyjemnie uczestniczyć w sytuacji, która powoduje utratę poczucia własnej wartości i kontroli nad życiem. Nawet wówczas, gdy nie jest to twoje życie.

reklama

Sposobów, na jakie można poniżyć drugą osobę, jest wiele. Na przykład poprzez przypisywanie komuś własnych błędów czy niedociągnięć: „Z tobą to się nie da rozsądnie porozmawiać; jesteś chyba do mnie uprzedzona; pewnie zapomnisz, co tu mówimy, więc lepiej zapisz”, wrzucanie kogoś do worka pod tytułem „zawsze/nigdy”: „Zawsze musisz się wtrącić; nigdy nie masz dla mnie czasu; czegokolwiek się tkniesz, to zepsujesz”, subtelne manipulacje w stylu: „Gdyby ci choć trochę zależało, żeby to zrobić dobrze…” albo: „Wydaje się, że osoba z twoim wykształceniem nie powinna mieć z tym problemu”. Równie skuteczne jest popularne ostatnio w korporacjach wzbudzanie niepewności: „Na twoje miejsce znajdzie się dziesięciu chętnych”. Jeszcze innym, niezwykle efektywnym sposobem pozbawienia drugiej osoby pewności siebie jest podstępny atak polegający na przykład na upublicznieniu informacji przekazanych w zaufaniu i wykorzystaniu ich do ataku: „Przecież sama mówiłaś, że marzysz o awansie, to może za twoją sprawą zniknęły dokumenty z biurka Bożeny?”.

To nie jest pełen katalog możliwych „poniżaczy”, za sprawą których druga osoba może czuć się wystawiona na pośmiewisko czy zdradzona. Jest ich nieskończenie wiele. Charakteryzują się jednak zawsze tym, że za ich stosowaniem stoi – świadoma czy nie – intencja poprawy własnego samopoczucia kosztem drugiej osoby. Ludzie szczęśliwi i spełnieni nie stosują takiej retoryki. Nie mają ku temu powodu.

Kto nakręca ten mechanizm?

Psycholog Jay Carter w swojej książce „Wredni ludzie” pokazuje mechanizmy komunikacji opartej na poniżaniu czy umniejszaniu i przypomina, że ludzie stosujący taką strategię nie biorą się z powietrza. Są spadkobiercami pewnej kultury bycia we wzajemnych relacjach, rozprzestrzeniają wokół siebie to, co im zaszczepiono. Ważne, żeby to rozumieć i jednocześnie absolutnie nie zgadzać się na takie toksyczne zachowania, bo jak to trafnie ujmuje Jay Carter: „Nie ma znaczenia, czy ktoś strzela do ciebie świadomie… umrzesz i tak”. Chodzi więc raczej o to, by wiedząc, że takie strzały mogą być śmiertelne – nauczyć się przed nimi chronić.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »