Jak sobie radzić ze smutkiem

Różnie go nazywamy: melancholią, nostalgią, chandrą. To stan, kiedy boli nas dusza. Choć zdarza się każdemu, to nie wszyscy potrafimy go dobrze przeżyć. A to ważne! Odepchnięty, wyparty smutek skumuluje się i może przerodzić się w depresję.
To naturalne, że unikamy smutku, ale też całkiem naturalne jest to, że od czasu do czasu nas ogarnia. Psycholodzy nie na darmo przekonują, że każda emocja jest w porządku. Jest komunikatem o tym, w jakiej kondycji psychicznej się znajdujemy, co przeżywamy i jakie jest to dla nas ważne. Smutek często wiąże się ze stratą, z żalem za czymś, rozczarowaniem kimś lub sobą, poczuciem życiowej pustki czy niemożnością realizacji pragnień, marzeń. Nierzadko jego źródłem jest poczucie niespełnienia, które wynika z oczekiwań stawianych wobec świata i innych ludzi.

reklama

Szukając szczęścia na zewnątrz, a nie w nas samych, nie unikniemy rozczarowań. A co się z tym wiąże – uczucia smutku. Konfrontując się ze smutkiem, poznamy jego przyczynę, a ta, zrozumiana i opłakana, uwolni nas od jego odczuwania.

Smutek niejedno ma imię. Co innego gorszy dzień, chwilowa chandra, gorsze samopoczucie, które każdemu z nas się zdarza, a co innego smutek bliski rozpaczy. Gdy mamy tzw. doła, trudno o hurraoptymizm, o pozytywne myślenie – przeciwnie, najchętniej zaszyłybyśmy się w jaskini albo przynajmniej na kanapie pod ciepłym kocem, udając, że nie ma nas albo nie ma świata. Niektórzy lubią „dołować” się jeszcze bardziej, by ta przykra emocja wybrzmiała do końca. Ale smutek często towarzyszy nam, gdy z jakiegoś ważnego powodu jesteśmy nieszczęśliwe – trudno nie być, gdy odejdzie ktoś bliski albo stracimy źródło dochodu, gdy cierpi nasz przyjaciel lub jesteśmy świadkami czyjegoś nieszczęścia. Smutek trzeba przyjąć, zaakceptować, przeżyć. I choć jego przyczyna może tkwić na zewnątrz (wydarzenie, zachowanie innych ludzi), rozwiązania poszukajmy w sobie. Bo to my tym zdarzeniom nadajemy znaczenie.

Wzorem św. Tomasza

Tomasz z Akwinu, średniowieczny filozof i teolog, który uważał rozum za zarządcę duszy, podawał pięć sposobów na smutek:

1. sprawić sobie przyjemność (byle godziwą),
2. wypłakać się,
3. porozmawiać z przyjacielem,
4. kontemplować prawdę (choć to może być trudne),
5. kąpiel i sen.

Te średniowieczne sposoby znakomicie sprawdzą się i dziś, albowiem trudno nie zgodzić się z filozofem, że „przyjemność w stosunku do smutku ma się tak, jak spokój czy odpoczynek do zmęczenia”, albo też że „każda przykrość, którą człowiek zamyka w sobie, bardziej go boli, gdyż wzmaga uwagę na jego przedmiot”. Także dzielenie smutku z kimś bliskim sprawia, że ten ciężar jest mniejszy, łatwiej go nieść. Ponadto, jak trafnie zauważa średniowieczny myśliciel, „ten, komu przyjaciele współczują, ma świadomość, że jest kochany przez nich, a taka świadomość jest przyjemna. Skoro więc każda przyjemność łagodzi smutek, to jasne, że także współczucie przyjaciół łagodzi go”.

Ogromnie ważna jest „kontemplacja prawdy” – konfrontacja z przyczyną smutku – bywa niekomfortowa, spychana w niebyt, ale jeśli nie poznamy i nie zaakceptujemy powodu – smutek zostanie jedynie zamieciony pod dywan i kiedyś powróci ze zdwojoną siłą.

Dlatego nie walcz ze smutkiem, ale go przyjmij i zaakceptuj. Pomoże ci następująca sekwencja: „Akceptuję smutek, akceptuję siebie smutną, bo kocham siebie, także wtedy, gdy jest mi źle. Przyjmuję, nie oceniam. Nie odrzucam siebie smutnej”. Powiedz te kilka zdań do siebie z prawdziwą troską i współczuciem. Jeśli wyzwoli to w tobie jeszcze większy smutek, żal – to po prostu pobądź z tym. Płacz, nie wahaj się – łzy naprawdę przynoszą ulgę.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »