Jak sport wpływa na psychikę?

fot.123rf

Odstresowuje, poprawia kondycję, dotlenia, dodaje energii. To tylko niektóre, najbardziej oczywiste efekty działania sportu. Bo może ich być znacznie więcej. Przywraca wiarę w siebie, zwiększa samoakceptację, a czasem nawet wyciąga z życiowego dołka.
Sport jest zdrowy. Wiedzą to wszyscy, których mijam w parku, jadąc rowerem do pracy. Oni też jadą rowerem. Albo biegną. Lub idą z kijkami do nordic walking. Są zawsze. Nawet wcześnie rano i późno wieczorem (z czołówką, która oświetla im drogę). Nawet kiedy pada (w kurtkach przeciwdeszczowych lub bez). Nawet gdy jest to dzień powszedni i godzina, o której przeważnie jeszcze siedzi się w biurze – jesteśmy w końcu społeczeństwem switchersów, czyli osób, którym zmieniły się priorytety, a wraz z nimi często godziny i rodzaj pracy.

reklama

Switchersi i całkiem normalni, niezdefiniowani też, wiedzą (lub przeczuwają), że sport jest zdrowy nie tylko dla ciała. Że chodzi w nim nie tylko o kondycję, piękną figurę, profilaktykę cukrzycy, nadciśnienia czy osteoporozy. Ale też o głowę. Sport jak dobra psychoterapia nie tylko poprawia humor (to w końcu fizjologia – zastrzyk endorfin), lecz zmienia też życie. Na lepsze. Czasem na dużo, dużo lepsze.

– W pracy często rozmawiam z podopiecznymi na temat ich oczekiwań – mówi trenerka Monika Kastelik z bielskiego klubu Ironia (MonikaKastelik.pl). – Na pytanie: „Po co trenujesz?” jeszcze kilka lat temu przeważnie słyszałam w odpowiedzi: „Chcę lepiej wyglądać” albo… „Trenuję, żeby dobrze wyglądać nago”. Nie uważam, żeby było w tym coś próżnego, taka jest ludzka natura i psychika. Chcemy się podobać. Na całe szczęście zaraz za powierzchownością ważne są dla nas zdrowie, samopoczucie, przeciwdziałanie kontuzjom, rozładowywanie stresu – podkreśla Kastelik i dodaje:
– Sport zmienił oblicze, stał się elementem stylu życia, tak samo jak zbilansowana dieta. Trenujemy po to, żeby eliminować negatywne emocje i stać się lepszymi ludźmi. Bardzo się z tego cieszę! I nie szkodzi, że my, trenerzy, mamy teraz pełne ręce roboty, bo tyle osób chce się zmieniać. To cudowne.

Dla mnie cudownie było wysłuchać historii kobiet, które sport zmienił. Z nieśmiałych, często zagubionych w rzeczywistości dziewczynek – w supermenki. Nie zabrał im przy tym nic z kobiecości, bo mimo wszystko w sporcie chodzi też o wygląd, a jeśli nie chodzi, piękna sylwetka pojawia się jako skutek uboczny. I to też jest piękne.

„Więcej mi się chce”

– Zaczęłam ćwiczyć dla świętego spokoju – przyznaje Karolina Krzak. – Kiedyś byłam gruba. Mało się ruszałam. Mama, tata, rodzeństwo i przyjaciółka cały czas powtarzali, że jestem młoda (mam 26 lat), a grozi mi cukrzyca i nadciśnienie. W końcu się poddałam i poszłam z mamą na trening. Ale sama nie wierzyłam, że coś z tego wyjdzie.

Na szczęście i rodzina, i trenerka (Monika Kastelik) uwierzyły w Karolinę. Zaczęła trenować trzy razy w tygodniu, głównie kettlebells (ciężarki, którymi się wymachuje podczas ćwiczeń). Potem doszło bieganie. Zakochała się też w górach. Zwłaszcza że zadyszka, nawet przy bardziej stromym podejściu, zniknęła. – Zrzuciłam ponad 30 kilogramów – cieszy się Karolina. – Ale chodzi nie tylko o figurę i zdrowie. Dzięki treningom uwierzyłam, że chcieć to móc. Zupełnie inaczej teraz patrzę na świat. Jestem radośniejsza, więcej rzeczy mi się chce robić. Uważam, że zawsze warto spróbować, zaryzykować.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »