Konfrontacja w relacji – co kryje się pod naszymi pytaniami?

fot.123rf

Moja przyjaciółka ostatnio zapytała, dlaczego do niej nie dzwonię? Pytanie zawisło nad niedokończonym posiłkiem, czar lekkości i niewymuszonego żartu zniknął bez śladu, a ja odłożyłam sztućce….
Większość z nas dość precyzyjnie potrafi określić, kiedy pytanie jest wyrazem zaciekawienia, kiedy zaś pretensją. W odpowiedzi na tą ostatnią zazwyczaj instynktownie przechodzimy do obrony, używając bardziej lub mniej przekonujących argumentów – „jestem strasznie zajęty”, „mam mnóstwo pracy”, „dzieci mi chorowały”, „miałem urwanie głowy”, „szef nie daje mi wytchnienia”, „przechodzę kryzys w związku”… Czy to prawdziwy opis, czy tylko wykręt, pozwala zazwyczaj dojeść spokojnie posiłek.

reklama

Ja nie wykazałam się dyplomacją i z szacunku do siebie i przyjaciółki przyznałam, że dzwonię, gdy czuję potrzebę kontaktu z nią. Konfrontacja? Głupota? Naiwność? A może konsekwencja przekonania, że kontakt regulują obie strony relacji, że ludzie mają różne potrzeby intensyfikacji relacji, że mogą się w tym różnić. Tym razem różnica okazała się nie do zniesienia i przyjaciółka wyszła w poczuciu bycia dla mnie zwykłą znajomą. Szkoda, bo gdyby została, mogłaby się dowiedzieć, jaka jest dla mnie ważna. Nawet jeśli dzwonię rzadziej, niż ona potrzebuje.

Pytania są bezpieczne. Nie odsłaniamy się, zadając je, za to wywieramy presję na osobie pytanej. Zawsze możemy powiedzieć: „Przecież tylko Cię pytam”. Tymczasem pod każdym pytaniem ukryte jest coś bardzo ważnego – niezaspokojona potrzeba, frustracja, poczucie zranienia. Tyle że powiedzenie wprost – „Przykro mi, że nie dzwonisz, poczułem się nieważny, gdy odwołałaś spotkanie.”– jest znacznie bardziej ryzykowne, odsłania nasze czułe miejsca, wskazuje, że ktoś jest dla nas ważny. Pokazuje coś, co we współczesnej kulturze bywa przedmiotem drwin – naszą zależność od drugiego człowieka, jego obecności, czułości, zaangażowania.

Dlaczego boimy się konfrontacji?

Podstawowy Model Relacyjny determinuje charakter więzi międzyludzkich w każdym kontekście historycznym i społeczeństwie. Przez wiele setek lat ludzkość odczuwała strach przed chorobami, wojną i głodem, sprzyjający potrzebie budowania silnych zbiorowości. Model relacyjny zogniskowany był wokół pojęcia „My”, co zwiększało poczucie bezpieczeństwa. Po drugiej wojnie światowej model ten uległ zmianie – ciężar przeniesiony został ze zbiorowości na jednostkę, z My na Ja. Na znaczeniu zyskała subiektywność i kreatywność jednostki. Na pierwszy plan wysunęła się potrzeba samorealizacji, autonomii, wyswobadzania się z więzów zależności i dominacji. W tym okresie zmian społecznych swoje korzenie ma także psychoterapia Gestalt i jej słynne motto, jakże oddające duch tamtych czasów: „Ja to Ja, a Ty to Ty, jeśli się spotkamy, to cudownie, jeśli nie, to trudno”. W odniesieniu do rewolucji lat 60-tych użyto po raz pierwszy pojęcia „narcystycznego społeczeństwa”.

Nasze pokolenie jest produktem tego społeczeństwa i przyszło nam płacić za to wysoką cenę. Pierwotne wyswobadzanie się z „My” i kreatywne, odważne wyrażanie siebie stopniowo doprowadziło do rozluźnienia więzi międzyludzkich na poziomie społecznym i rodzinnym. Jesteśmy „emocjonalnymi sierotami”, które mają trudności w budowaniu istotnych, trwałych relacji i ciągle oscylują między poczuciem zależności a autonomią. Z kolei kruchość więzi prowadzi nieuchronnie do doświadczenia kruchości Ja i do trudności relacyjnych. Brak nam silnego oparcia w sobie, co wynika z braku stabilnych relacji z rodzicami, którzy zajęci samorealizacją i robieniem błyskotliwych karier, poświęcali nam zbyt mało czasu.

Jaki ma to wpływ na naszą gotowość do podjęcia konfrontacji? Jeśli moje Ja jest kruche, to każdorazowo doświadczenie bycia różnym od Ciebie, może wywoływać we mnie poczucie trwogi. Może budzić obawy co do mojej własnej adekwatności, kompetencji, słuszności moich racji. Może kwestionować moje poczucie tego, kim jestem dla siebie i dla innych.