Kto przekracza twoje granice?

przekraczanie granic
123rf.com

Prośby, groźby, szantaż emocjonalny – to niezawodne sposoby, by zmusić innych do działania. Czy czasami masz wrażenie, że twoja suwerenność jest zagrożona? Oto typologia osób, które lubią wchodzić innym na głowę, i wskazówki, jak na to nie pozwolić.

reklama

Szef, co nie znosi sprzeciwu

Pani Krysiu, kto jak kto, ale pani to mnie nigdy nie zawiodła. No niech pani sama zobaczy, co ja się mam z tymi młodymi matkami – trzecia mi już zwolnienie lekarskie przyniosła. Chciałabym, żeby pani wzięła jutro ranny dyżur za Renatkę, dobrze? No chyba mi pani nie odmówi?

Jedyną reakcją, jaka w tej sytuacji pozwoliłaby pozostać Krystynie w zgodzie ze sobą, byłoby: „Nie, nie i jeszcze raz nie”. Miała dość tego, że dyrektorka ciągle stawia ją pod ścianą, a jej problemy nikogo nie obchodzą, bo musi być zawsze na zawołanie, żeby gasić cudze pożary. Ale powiedzieć „nie” i zawieść szefową? To na pewno nie skończyłoby się dobrze. Więc mówi: „Dobrze, pani dyrektor” i zastanawia się, czy wizytę u specjalisty, na którą czekała dwa miesiące, będzie mogła przełożyć bez problemu, czy znów spadnie na koniec kolejki oczekujących. Ale co by nie mówić, w końcu nawet szefowa nie jest w stanie zastąpić trzech osób naraz. Ktoś musi. Więc trudno, niech będzie. Początkowo odczuwana złość na samą siebie, że nie potrafi odmówić, przeradza się w strach przed utratą pracy i przechodzi w poczucie rezygnacji, że nic innego nie da się tu zrobić.

Czy Krystyna w tej sytuacji bierze pod uwagę, co jest najlepsze dla jej dobra?

Partner, który wie lepiej

Strach towarzyszy też Karinie, kiedy słucha podniesionego, zimnego głosu męża: Ty chyba sobie nie wyobrażasz, że ja wezmę urlop, żeby chodzić do szkoły w sprawie wagarów twojej córeczki. Tyle razy mówiłem, że trzeba ją trzymać krótko, ale ty wiesz swoje. To teraz pij piwo, którego nawarzyłaś. Powiedz jej, że jak jeszcze raz opuści lekcje albo się ruszy z domu mimo zakazu, to wyląduje u zakonnic jeszcze w tym roku szkolnym.

Karina kuli się wewnętrznie, słysząc taką serię jak z karabinu maszynowego. Wie, że ich córka potrzebuje więcej zrozumienia i wsparcia ze strony rodziców, bo szkoła, do której chodziła, stosowała metody presji, które „łamały” co wrażliwsze jednostki, a córka była typem wrażliwca. Myślała, że jak pójdą razem z mężem w jej sprawie – łatwiej będzie wyegzekwować zmianę podejścia na mniej „wojskowe” i że da się poszukać wspólnie jakiegoś rozwiązania. Ale okazuje się, że – jak zwykle w trudnych sytuacjach – sama jest sobie winna, więc nie ma co liczyć na pomoc, i jeszcze dodatkowo powinna dopilnować wykonania poleceń, co do których zupełnie nie ma przekonania, że mają sens. Ale wie z doświadczenia, że sprzeciw tylko pogorszy sprawę, bo jej mąż, kiedy wpadnie w szał, zdolny jest nawet do rękoczynów, więc lepiej go nie rozsierdzać.

Nadzieja na pomoc córce, zamrożona strachem, ustępuje chwilami wyrzutom sumienia, zamieniając się w poczucie beznadziei. Karina chciałaby ją chronić, ale może rzeczywiście przesadza z tą swoją ugodowością, w końcu ojciec nie chce źle dla swego dziecka, nauczyciele też chcą dobrze. Zdrowe wątpliwości ucisza racjonalnymi aksjomatami – przekonaniami, które są wpojone tak głęboko, że nawet nie przychodzi do głowy, żeby je weryfikować co jakiś czas.

Pojawia się pytanie, czy Karina staje po stronie tego, kto rzeczywiście potrzebuje jej pomocy.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »