Lęk przed porodem: jak się psychicznie przygotować?

fot.123rf

Narodziny dziecka to ogromne wyzwanie fizyczne i emocjonalne. I choć miliony kobiet przed tobą rodziły dzieci, to nie miliony się boją, tylko ty. Najlepszym znieczuleniem nie jest wcale gaz rozweselający – tylko nasza głowa. Jak przygotować się na ten wielki dzień – radzi Małgorzata Ohme.
Najpierw były fajerwerki, uśmiechy, łzy szczęścia i toasty kawą zbożową. Ale po chwili pojawiła się myśl: „skoro jestem w ciąży, będę musiała urodzić!”. Ogarnął cię strach, bo – jak donoszą wszelkie źródła – poród boli (a przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie cieszył się z bólu!). Tylko teraz już nie można zmienić zdania. I co dalej?

reklama

Wywiad w terenie

„Pierwsze?”, „Tak. Strasznie boję się porodu” – można usłyszeć na korytarzach poczekalni poradni K. – „Ja też. Nie wiem jak to będzie”. Napięcie rośnie, a przyszłe mamy nerwowo zaczynają przeglądać po raz kolejny najnowsze wyniki badań. Zegar złowieszczo tyka na ścianie, kolejka powoli się przesuwa. „Ja to bez znieczulenia rodzić nie będę” – żartuje jedna z kobiet. Atmosfera lekko się rozluźnia, zegar nadal tyka miarowo.

„Szybko zapomnisz” – pociesza mama, ale ciotka jeszcze szybciej dodaje do tego swoją wersję: „Taki ból, ja w życiu tego nie zapomnę. Trzy dni rodziłam. Ale to były inne czasy” – pieczeń utyka ci w gardle, ale rodzinny obiad zdaje się toczyć dalej bez względu na twoje samopoczucie. Dyskusje trwają, przeplatane wspomnieniami grozy, radości i podkoloryzowanych historyjek. A ty i pieczeń jesteście ciągle na tym samym etapie znajomości.

Naprawdę nie masz już ochoty na nic. Jedyne, o czym gorączkowo myślisz, to „i co teraz?”. Pierwsze wizje porodu zaczynasz opierać na podstawie historyjek grozy, zasłyszanych od koleżanek, które „rodziły dwie dobry” i scen z ulubionych komedii romantycznych.

Lęk przed nieznanym

„Tyle się nasłuchałam, że kompletnie sobie tego nie wyobrażam” – mówi do słuchawki moja znajoma. Nie tak dawno napisała SMS-a: „Dwie kreski”, a ja gratulowałam. Teraz zdaje się sparaliżowana wizją porodu. „To normalne, że czujesz lęk” – odpowiadam. – „Przecież nigdy wcześniej nie rodziłaś dziecka”. Co ciekawe, przyszłe mamy zazwyczaj największy lęk odczuwają na początku ciąży, im bliżej godziny zero, tym bardziej oswojone są z upiorem porodu. Dlaczego?

Po pierwsze, najbardziej boimy się nieznanego. Przez kolejne 40 tygodni będziemy nie tylko oczekiwać, ale też przygotowywać się do nowej roli i do porodu. A pierwotne wyobrażenia zostaną zastąpione przez fakty.

Po drugie, natura zadbała o większe wyluzowanie pod koniec ciąży, na finiszu – choć poród jest zdecydowanie namacalną wizją niedalekiej przyszłości, ciało niweluje część stresowych doznań.

Wiedza

Najlepszym narzędziem w rękach tresera porodowego tygrysa jest wiedza. Im więcej wiemy, tym łatwiej przekształcić marę w dobrze wychowanego domowego kotka. Bo wbrew pozorom, najlepszym znieczuleniem wcale nie jest ani epidural, ani gaz rozweselający – tylko nasza głowa.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »