Mechanizmy obronne niskiej samooceny. Samoutrudnianie, projekcja, krytykanctwo

123rf.com

reklama

Osoby o niskiej samoocenie stosują cały arsenał broni, która pozwala odciąć się od swoich rzeczywistych potrzeb i uczuć. Sabotują własne ewentualne sukcesy, przypisują swoje wady innym ludziom, całą energię inwestują w zaspokajanie potrzeb innych. Wszystko po to, by przypadkiem nie skonfrontować się z zaniżonym wyobrażeniem o sobie, z łatkami przypiętymi w dzieciństwie: „ty leniuchu”, „ty gamoniu”, „ty nieudaczniku”.

Agnieszka Paczkowska, Centrum probalans

Jednym z modelowych mechanizmów obronnych stosowanych przez osoby niepewne swojej wartości/kompetencji jest tzw. strategia samoutrudniania. Polega ona na tym, że w pewien sposób utrudniamy sobie wykonanie zadania lub osiągnięcie celu.Tak kształtujemy daną sytuację, że minimalizujemy szansę odniesienia sukcesu. Dla przykładu, student zamiast przygotowywać się do egzaminu, nadrabia wszelkie domowe obowiązki: sprząta, idzie po zakupy, gotuje. Osoba, która ma przed sobą ważną rozmowę kwalifikacyjną, nie skupia się na swoim CV i możliwym przebiegu spotkania, tylko idzie na całonocną balangę. Oczywiście każda z tych osób w razie niepowodzenia dysponuje starannym i wiarygodnym pakietem usprawiedliwień. No bo przecież egzamin z pewnością by zdała, gdyby jeszcze miała jeden dzień na naukę, a rozmowa kwalifikacyjna nie poszła pomyślnie jedynie ze względu na nieprzespaną noc. Przeszkód może być całe spektrum. Łączy je jedno – nigdy nie wiążą się z brakiem zdolności osoby stosującej strategię samoutrudniania. Ta strategia pozwala zrzucić odpowiedzialność za ewentualne niepowodzenie na czynniki zewnętrzne, daje złudne wrażenie, że jeśli tylko zechcę, mogę osiągnąć wszystko.

Balowałam, ale dałam radę

Takie sabotowanie własnych działań pozwala bronić poczucia własnej wartości. Owszem, nakazuje przyznać się do pewnych słabości (np. spóźnialstwa, bałaganiarstwa czy bagatelizowania niektórych spraw), ale tylko takich, którym przypisujemy małą wagę w stosunku do całego obrazu samego siebie. Jednocześnie pozwala zachować pozytywne mniemanie o sobie w obszarach, które mają duże znaczenie w kontekście poczucia własnej wartości jak np. kompetencje zawodowe, zdolności, talenty, inteligencja.

Co więcej, samoutrudnianie może wywindować poczucie własnej wartości w sytuacji, gdy mimo sabotowania różnych działań, uda nam się osiągnąć sukces. Myślimy wtedy: „Zobaczcie, całą noc ostro balowałam, a mimo to wypadłam na rozmowie rewelacyjnie. Zdolna ze mnie babka”. To jest chwila, kiedy błyszczymy, przekonani, że w oczach innych ludzi zaprezentowaliśmy się jako wartościowa osoba.

Strategia samoutrudniania wydaje się kuszącym sposobem radzenia sobie w sytuacjach zadaniowych, kiedy nie jesteśmy pewni, jaki rezultat osiągniemy. Na dłuższą metę nie jest jednak konstruktywna i uderza w nas samych. Zamiast bowiem koncentrować się na zadaniu/celu, całą naszą energię kumulujemy w działaniach dywersyjnych. W efekcie uszczuplamy swoje szanse na osiągnięcie sukcesu. A jeśli nawet uda nam się go osiągnąć, to tak do końca nie wiemy, czemu go zawdzięczamy.

Co złego, to nie ja

Innym mechanizmem, który roztacza zasłonę dymną nad własną niską samooceną, jest projekcja. Chodzi o przypisywanie swoich uczuć, emocji, intencji lub zachowań innym ludziom. To również rzutowanie na innych swoich wad i słabości. Przykładowo, zazdroszczę koleżance z pracy jej sukcesów, ambicji i woli walki o siebie. Moją reakcją na jej kolejne zwycięstwa jest cały wachlarz niedojrzałych i nieakceptowanych zachowań typu oczernianie, podkopywanie jej autorytetu i kompetencji etc. Jednocześnie, aby nie dopuścić do siebie myśli, że zachowuję się w niewłaściwy sposób, przypisuję własne intencje owej koleżance. Czyli w naszym mniemaniu to właśnie ona jej zazdrośnicą, która notorycznie stosuje zagrania nie fair, idzie po trupach do celu, nie zważa na innych. To taka rozpaczliwa obrona własnej, i tak już niskiej, samooceny. Reakcja na strach przed konfrontacją z własnymi słabościami, wadami, niemocą.