Najważniejszy związek

fot. Getty Images/ Gallo Images

Jeśli o niepowodzenia w bliskich relacjach obwiniasz siebie, jeśli mówisz i myślisz, że to widocznie z tobą jest coś nie tak, że czegoś ci brakuje – to w pewnym sensie masz rację. Brakuje ci jednej rzeczy: miłości do siebie. Psychoterapeutka Anna Czarnecka twierdzi, że kiedy ją w sobie rozwijamy, nie tylko nam jest lepiej na świecie, ale też światu z nami.

Łatwo kochać siebie?

Tak naprawdę niewielu to potrafi. Brak miłości do siebie to chyba najczęstszy i najważniejszy problem osób, które trafiają do psychologa.

Jak się on objawia?

Samokrytyką, nieustannym dewaluowaniem siebie, nadmiernymi wymaganiami. Osoba, która siebie nie kocha, nawet jeśli z pozoru wydaje się sobie dobrze radzić w życiu, na głębszym poziomie przeżywa emocjonalny ból: zagubienie, strach, wstyd, a nawet rozpacz. Czuje się jak dziecko: bezradne, samotne, odtrącone, gorsze. Te uczucia mogą być bardzo silne, przytłaczające, dlatego próbuje za wszelką cenę radzić sobie z nimi.

Jak?

Stosując różne mechanizmy obronne. Na krótką metę mogą dawać wytchnienie, bo odłączają od negatywnych uczuć albo pozwalają podjąć jakieś ekscytujące czy uspokajające czynności. Jednak w dłuższej perspektywie powodują problemy i stres, ponieważ skutki ich działania dla niej i dla jej relacji z innymi są negatywne. Czasem próbuje się znieczulać, odcinać od emocji: sięga po alkohol i inne używki, objada się, godzinami przesiaduje w wirtualnym świecie.

Niektórzy wpadają w pracoholizm, wiecznie gonią za sukcesem. Dążą do osiągnięć za wszelką cenę i kontroli. Czasem umniejszają innych, okazują wyższość, rywalizują. Chcą zarządzać światem wokół w nadziei, że to zminimalizuje ich lęk, sprawi, że poczują się coś warci. Jednak żaden podziw i uznanie, żadne nagrody i zaszczyty nie ukoją emocjonalnego bólu. To chwilowa ulga.

(…)

Więcej w lutowym numerze magazynu SENS.

 

Wydanie 02/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.