Nie warto być rodzicem idealnym

fot. Leszek Ogrodnik/ mat. pas. AKADEMII

– Z wychowaniem dzieci jest jak z maturą. Chcesz sobie dobrze poradzić – musisz się przygotować. Uważam, że wielu nieszczęść można byłoby uniknąć, gdyby ludzie planujący dziecko, zadali sobie pytanie: co to znaczy dla nas być rodzicami? Jak chcemy towarzyszyć naszemu dziecku w dorastaniu? – z psycholog Anną Wilczyńską rozmawiamy o tym, jak nie zginąć w gąszczu teorii na temat wychowania dzieci i dlaczego czasem warto posłuchać swojej intuicji.

reklama

Agnieszka Czapla: – Idealny rodzic – jaki jest i czy warto nim być?

Anna Wilczyńska - psycholog, Dyrektor Programu AKADEMIA PRZYSZŁOŚCI, Wiceprezes Stowarzyszenia WIOSNA. Oczekuje swojego pierwszego dziecka, Gabrysi.

Psycholog Anna Wilczyńska: – Idealny rodzic to człowiek z podręcznika, nieprawdziwy. Dajmy sobie spokój z przymusem bycia idealną matką czy ojcem. Kiedyś usłyszałam taką historię od jednego z polskich muzyków: pokłóciłem się z żoną na oczach dzieci. Kiedy emocje opadły, przeprosiłem ją tak, żeby one to widziały. Nie powinny być świadkami kłótni, ale jeśli już są, to niech będą też świadkami zgody. Pamiętajmy, że nikt z nas nie jest doskonały i z pewnością będziemy popełniać błędy jako rodzice. Taka świadomość jest bardzo uwalniająca i pozwala na większą radość z rodzicielstwa. Często wpadamy w poczucie winy, bo na przykład krzyknęliśmy na swoje dziecko, gdy wkładało palce do kontaktu. Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy ludźmi i czasem puszczą nam nerwy. Nie ma co wyrzucać sobie: jestem beznadziejną matką albo fatalnym ojcem.

– A co wtedy, gdy już popełnimy ten błąd? Czy dziecko może się przez to też czegoś nauczyć?

– Tak. Na każdym błędzie – swoim czy rodzica – dziecko może się uczyć. Tu obowiązuje najprostsza reguła: zrobiłam coś, z czego nie jestem dumna – idę przeprosić. Wyjaśniam, dlaczego tak się zachowałam, jakie emocje mną kierowały. Takie przeprosiny są niezwykłe. Po pierwsze, prowadzą do pojednania. Po drugie, pokazują dziecku, że każdy może popełnić błąd i przyznanie się do niego nie jest porażką. Po trzecie – maluch wie, że nam na nim zależy i traktujemy go z szacunkiem.

– Zgodzisz się chyba, że istnieje mnóstwo teorii, podręczników i złotych porad na temat wychowania dzieci. Jak nie zgubić się w ich gąszczu i mądrze z nich korzystać?

– Wyróżnia się trzy podstawowe podejścia wychowawcze: podejście restrykcyjne, przyzwalające i demokratyczne. Pierwsze z nich można określić takimi słowami jak „przewaga siły” czy „granice bez wolności”. W tym modelu rodzic jest „panem sytuacji” – kontroluje świat dziecka, podejmuje wszelkie decyzje, nakazuje i zakazuje oraz karze za zachowania, które w jego poczuciu są nieodpowiednie.

– Czyli wychowanie w myśl powiedzenia „dzieci i ryby głosu nie mają”…

– Dokładnie. Drugie podejście – przyzwalające – streszcza się w słowach „rób, co chcesz”. Przyzwalający rodzice nie są konsekwentni, ich metody opierają się na proszeniu, bezskutecznym powtarzaniu komunikatów i targowaniu się z dzieckiem, by coś zrobiło lub czegoś nie robiło. Nie wyznaczają granic, w związku z tym ich pociecha nie czuje się bezpiecznie. Co więcej, uczy się zachowań manipulacyjnych, które pozwalają jej osiągnąć cel.

– Mamy więc dwa skrajne podejścia wychowawcze. Z tego co mówisz, żadne z nich nie jest dobre.

– Oczywiście – oba podejścia są złe i nie prowadzą do żadnego celu wychowawczego. Restrykcyjny rodzic tworzy atmosferę strachu, braku ciepła i zaufania. Dziecko często wyrasta w poczuciu niższości i uległości wobec autorytetu. Nie rozwija się w nim umiejętność krytycznego myślenia – bo jego wolność wyboru jest ograniczona do minimum, to rodzic zawsze decyduje, co jest dobre, a co złe. Skutkiem może być także agresja, gdy do głosu dojdzie przez lata tłumiony bunt. A przyzwalający rodzic wychowa egocentryka manipulującego otoczeniem. W dodatku mama i tata będą mieć poczucie porażki, bo swoją miłością zdemoralizowali dziecko, a sami stali się bezsilnymi, pozbawionymi autorytetu rodzicami.

– Czy te podejścia wciąż są jeszcze popularne wśród rodziców?

– Na szczęście obydwa te modele coraz rzadziej się spotyka. Tak zwany „zimny chów” jest wypierany przez nowe nurty, takie jak rodzicielstwo bliskości czy rodzicielstwo bezwarunkowe. A źle rozumiane „bezstresowe wychowanie”, zostaje zastąpione podejściem demokratycznym, które daje dziecku wolność w ramach określonych granic, a problemy rozwiązuje się poprzez współpracę, dzięki której obie strony wygrywają.

Anna Wilczyńska ma 1 800 dzieci, które potrzebują wsparcia na starcie swojego życia. Zobacz, jak możesz im pomóc.