Pół żartem, pół serio o terapii: Terapia pod przymusem? Wykluczone

123rf

Gotowość do zmiany wymyka się powszechnemu pędowi, wystawia na próbę naszą skłonność do podkręcania obrotów. Nikogo nie da się do niej zmusić, a już zwłaszcza przyszłego Klienta terapii Gestalt. Zmiana, jaka zachodzi w procesie terapii, jest delikatną materią i zazwyczaj wiąże się z lękiem. Lękiem przed czymś nowym, trudami, wyrzeczeniami, reakcją otoczenia. Cała sztuka polega na tym, by zmiany nie przyspieszać, bo i tak się nie da.
– Ilu psychologów trzeba, aby zmienić żarówkę?
 Wystarczy jeden, ale żarówka musi chcieć się zmienić.

reklama

Przytoczony powyżej dowcip ilustruje zasadę, zgodnie z którą psychoterapeuta może pomóc Klientowi dokonać zmiany tylko wtedy, jeśli Klient tej zmiany chce – jest zmotywowany, świadomy i gotowy. W innym przypadku terapia nie przyniesie pożądanego efektu. Dlatego nie kończą się sukcesem na przykład terapie zainicjowane przez żonę, która, chcąc poprawić relacje w związku, wysyła męża do psychoterapeuty. Mąż posłusznie przychodzi, a kilku sesjach uświadamia sobie bowiem, że tak naprawdę chęć zbliżenia się do siebie to pragnienie tylko i wyłącznie jego żony. I ani żona, ani terapeuta tego mężczyzny „nie naprawią”.

Istotna dla człowieka zmiana może dokonać się jedynie wówczas, gdy jest on na nią gotowy i jej chce. Pytanie brzmi: „co owa gotowość dla każdego z nas oznacza?”.

Zdarza się również często, że Klient zgłasza gotowość do zmiany, ale zmiana ta ma się dokonać wyłącznie w sferze zewnętrznej. Chce zmienić zachowanie żony (albo w ogóle żonę), pracę, poziom zarobków… Owszem będzie to możliwe, ale zawsze jest zawsze konsekwencją zmian wewnętrznych. Celem psychoterapeuty nie jest powiem znalezienia lepszej żony czy lepszej pracy dla swojego Klienta.

Podstawową sprawą w terapii jest kontrakt, czyli umowa między Klientem a terapeutą. W kontrakcie określamy, czym właściwie będziemy się w naszej wspólnej pracy zajmować. Do jakiego celu chce dojść Klient? Jakie widzi przeciwności, jakie ma konkurencyjne motywy? Wreszcie, czy jego obecność w gabinecie jest w pełni świadoma i dobrowolna? Kontrakt jest niezwykle ważny na początku pracy, dlatego nie zawieram go pochopnie na pierwszym spotkaniu. Czasem dzieje się to na trzeciej sesji, innym razem – na dziesiątej. Nigdy nie staram się przyspieszać niczego. Klient ma wejść w proces terapeutyczny, zdecydowany na zmianę i świadomy tego, czego ta zmiana ma dotyczyć, oraz konsekwencji, jakie przyniesie Klientowi.

Nawet jeżeli kontrakt jest już zawarty i oboje wiemy dokładnie, nad czym pracujemy, okresy wzmożonego lęku przed zmianą są nieuniknione. Drzemie on bowiem w każdym z nas, a wynika z faktu, że każda zmiana oznacza nieznane. Wiąże się też z porzuceniem starych schematów funkcjonowania przy jednoczesnym braku dokładnej wiedzy o tym, jak odnajdziemy się w rzeczywistości „po zmianie”. I nieważne, czy chodzi tu o zmianę koloru włosów czy też kwestie znacznie ważniejsze, czy kluczowe w życiu. Wszystkie zmiany zachodzące w procesie terapii wymagają od nas pokonania lęków, podejmowania ryzyka i adaptacji do nowych sytuacji.

Jakże często zdarza się, że w trakcie terapii wyrasta przed nami wyjątkowo stroma góra, dotykamy szczególnie bolesnego i trudnego obszaru, który automatycznie włącza u Klienta wsteczny bieg. Takie momenty z punktu widzenia terapeuty można szybko zauważyć. Jestem jako psychoterapeutka przygotowana na trudy Klienta, niechęć do terapii, która zwykle pojawia się na pewnym etapie. Relacji terapeuta – Klient stale towarzyszy sinusoida energii i braku chęci do działania. Pojawia się opór i chęć ucieczki w stare schematy, które wprawdzie uwierają, ale są znane. Rolą psychoterapeuty jest zauważać te momenty, otwarcie o nich rozmawiać z Klientem, po to, aby działały one na jego rzecz. W relacji terapeutycznej uczymy się swobodnie rozmawiać o różnych emocjach, pokonywać złość i niechęć – po to, żeby przejść do drugiego bieguna: sympatii i radości. Prawdziwy kontakt między ludźmi możliwy jest bowiem tylko pod warunkiem szczerej i otwartej komunikacji w każdej sytuacji, także tej trudnej.

Może pojawić się silna pokusa, zwłaszcza w przypadku świeżo upieczonych adeptów psychoterapii, by przyspieszać bieg realnych wydarzeń zachodzących w życiu Klienta. Jednak to nie terapeuta powinien decydować, czy i kiedy Klient złoży papiery rozwodowe (nawet jeśli od lat jest ofiarą przemocy ze strony partnera), i nie do terapeuty należy dopingowanie go do zmiany pracodawcy. Stąd już tylko mały krok do podsuwania konkretnych ofert i do przeżywania w miejsce Klienta jego własnego życia. Warto zdecydowanie poskromić swoje ego i odegnać straceńczą myśl, jakoby terapeuta wiedział lepiej, co jest dla Klienta dobre.

Osobiście staram się pamiętać też o tym, że nie dowiem się nigdy pełnej prawdy na temat życia Klienta. Wysłuchuję jedynie jakiejś historii, subiektywnej relacji. Skupiam się w związku z tym na wewnętrznym świecie Klienta, na tym, jak on sam przeżywa swoją rzeczywistość, a nie na jego realności.

źródło: gabinet-psychoterapii.wroclaw.pl