Posprzątaj, by ruszyć z miejsca

Według filozofii chińskiej przestrzeń, w której funkcjonujemy, jest odzwierciedleniem naszego wnętrza, a nawet życia. Jeśli panuje w nim zastój, jeśli wszystko idzie jak po grudzie, zmień coś w mieszkaniu! Wyrzuć stertę starych gazet, zdjęcia eks partnerów – od razu napłynie świeże powietrze.
Sprzątnąć w domu i zacząć wszystko od nowa. No, może nie wszystko – chodzi o to, żeby zdecydować, które z doświadczeń czy wspomnień chcesz zachować, pielęgnować, a które żegnasz. Wielkie porządki mają działanie terapeutyczne, mogą prowadzić do przełomu. Tak twierdzi Karen Kingston, autorka książki „Feng Shui. Jak pozbyć się bałaganu ze swojego życia”. Dla niektórych to wyzwanie – chociażby dlatego, że jesteśmy sentymentalni. Albo wyjątkowo praktyczni –wierzymy, że „wszystko może się przydać”. Pozbywając się bałaganu, okazujesz sobie szacunek. Deklarujesz: „Nie chcę tego, co zniszczone, popsute, brzydkie. Nie będę otaczać się tym, czego nie lubię”. A nawet: „Nie zamierzam już odczuwać starych emocji – złości, żalu. Zasługuję na więcej”. Bałagan utrudnia swobodny przepływ energii w mieszkaniu, a to przekłada się na nasze życie. Możesz w to wierzyć lub nie, ale pewnie zauważyłaś, że po wielkich remanentach czy remontach ludzie są jak nowo narodzeni – pełni energii, życia, pomysłów.

reklama

Wyjść z marazmu

Czy lubisz meble i przedmioty, które trzymasz w domu? Używasz ich? Zdaniem Karen Kingston wszystko, co nielubiane, nieużywane i zaniedbane, powoduje zastoje, ściąga w dół. A rzeczy niedokończone albo domagające się naprawy? Pokazują, ilu spraw nie rozwiązałaś w życiu.

Przestrzeń, w której funkcjonujemy, jest naszym odzwierciedleniem, a my z czasem stajemy się odzwierciedleniem przestrzeni, zwłaszcza jeśli przebywamy w niej długo i często – tłumaczy specjalistka w dziedzinie feng shui, Anna Sztandera. – Ciało czy jakikolwiek inny organizm – a dom też jest takim organizmem – nie lubi bezruchu. Bezruch to stagnacja, czyli na dłuższą metę umieranie. Najważniejsza jest równowaga między yin – tym, co pasywne i spokojne, i yang – tym, co aktywne i ruchliwe. Bałagan uniemożliwia uzyskanie tej równowagi.

Oczywiście, nikt nie podejrzewa cię o to, że masz w domu kurz i pajęczyny. Ale co powiesz o tych butach, które uparcie nie chcą wrócić do mody (a nawet jak były modne, to niespecjalnie ci się podobały)? A to plastikowe kółko, które kiedyś od czegoś odpadło, i dziś nikt już nie pamięta, do czego służy? I jeszcze kubek z wyszczerbioną krawędzią, puszka zaschniętej farby z ostatniego malowania, bluzka w nieaktualnym rozmiarze, kalendarzyki z poprzedniej dekady, czasopisma (jak wyżej)… Są różne rodzaje bałaganu i może on wpływać na nas w różny sposób. Ale zwykle wszystko sprowadza się do tego, że energia nie krąży. Co się wtedy dzieje? Nic. Tkwisz w martwym punkcie, analizując minione zdarzenia. Możesz odczuwać zmęczenie, ociężałość.

Bałagan to najczęściej po prostu nadmiar rzeczy, przeciążenie. Zagracona przestrzeń wpływa niekorzystnie na nasze relacje: może prowadzić do napięć między domownikami, do ograniczenia kontaktów towarzyskich. Na co dzień bałagan oznacza więcej rzeczy, którymi trzeba się zajmować (choćby przy ścieraniu kurzu), wywołuje uczucie zawieszenia albo dezorganizację (czyli dyskomfort).

– Nieład utrudnia koncentrację. Przestrzeń musi być oczyszczona, drożna, w przeciwnym razie powstają blokady – mówi Anna Sztandera. Jeśli wierzyć Karen Kingston – również na poziomie ciała. Zaparcia, zanieczyszczona cera, brak „błysku w oku”… Osoby, w których mieszkaniu panuje nieład, mają też często problemy z nadwagą. Powód? Zarówno bałagan, jak i nadmiar tkanki tłuszczowej służą jako swego rodzaju samoobrona: „Obudowując się warstwami sadła lub gratów, starasz się zabezpieczyć przed życiowymi wstrząsami, szczególnie przed emocjami, z którymi sobie nie radzisz. Łudzisz się w ten sposób, że masz nad wszystkim kontrolę i nic nie może cię zranić. Ale to tylko iluzja” – pisze Kingston. Jej zdaniem znacznie łatwiej jest zająć się odchudzaniem domu niż ciała. Uprzątnięcie śmieci z najbliższego otoczenia sprawia często, że ludzie nie chcą już napychać żołądka pustymi kaloriami.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »