Co nam przeszkadza w stworzeniu prawdziwej relacji?

123rf.com

„Ja robię swoje, a ty swoje. Nie jestem na tym świecie po to, by spełniać twoje oczekiwania, a ty nie jesteś na tym świecie, by spełniać moje. Ty to ty, a ja to ja. I jeśli przypadkiem natrafimy na siebie to wspaniale, jeśli nie, to nic nie można na to poradzić” .
To słowa Fritza Perlsa, twórcy Gestaltu, które uważane są przez praktyków tegoż nurtu za swoistą modlitwę. Odwołuje się do nich, w swoim najważniejszym dziele „Ja- TY”, Martin Buber, austriacki filozof, współtwórca filozofii dialogu, która zakłada, że prawdziwe spotkanie możliwe jest tylko w dialogu, w relacji JA – TY.

Aby mogło dojść do takiego spotkania potrzebne są: samoświadomość, wiara w potencjał człowieka, realizacja przykazania miłości, uznanie prawa do wolności drugiego człowieka, świadomość bycia z drugim człowiekiem (dialog nie monolog). Problem w tym, że współczesny człowiek raczej pozostaje w monologu, w spotkaniu „ja – ono”. Unika kontaktu na różne sposoby, by chronić siebie i nie spotkać się ze sobą i z drugim człowiekiem. Zapewne ze strachu czy wstydu przed odsłonięciem swojej prawdziwej istoty. Za takimi uczuciami często stoją trudne doświadczenia z dzieciństwa, kiedy byliśmy karani za prawdziwość, spontaniczność, radość, dziecięcą ekscytację i podniecenie. Nie wolno było płakać, „bo nie wypada” lub słyszeliśmy „prawdziwi mężczyźni nie płaczą”; nie wolno było być głośno „bo trzeba być cicho”; trzeba było zjeść do końca, nawet wtedy gdy nie czuliśmy głodu; mieliśmy się też „wypłakać do końca” w łóżeczku, bo rodzice wyznawali taką teorię wychowania. Takie doświadczenia mają wpływ na nasze odcięcie od siebie. A kiedy nie jesteśmy w kontakcie ze sobą, nie może dojść do spotkania z drugim człowiekiem.

reklama

Jak unikamy kontaktu?

• Jednym z mechanizmów jest projekcja (z łaciny: „wyrzucać przed siebie”). Polega na tym, że z powodu trudności z zaakceptowaniem swoich ograniczeń (cechy osobowości, wygląd, trudne uczucia, pragnienia, oceny) rzutujemy je na innych. Inaczej mówiąc, jest to przerzucanie odpowiedzialności na otoczenie za to, co dzieje się w nas samych. Oczywiście robimy to nieświadomie, powtarzając mechanizm obronny z przeszłości. Kiedyś miał pomóc przetrwać trudne momenty, ale teraz odcina nas od siebie i nie pozwala nawiązać relacji wprost.

• Kolejnym zjawiskiem uniemożliwiającym kontakt jest defleksja. To tak zwane zagadywanie, powierzchowne nawiązywanie kontaktu. Wyobraźmy sobie, że sednem sprawy jest obraz, a wszystko inne jest jego ramą. Osoba defleksyjna będzie opowiadała o „ludziach” (ludzie w Polsce tak mają, że nie lubią zimy”); o „wszystkim, zawsze, wszędzie, nigdy…”; będzie poruszała się po ramie obrazu. Będą to ogólniki nieinteresujące dla słuchacza, który zacznie się w końcu zastanawiać, o czym ten ktoś w ogóle mówi.

• Wreszcie introjekcja, czyli, najprościej mówiąc: połknięcie cudzej opinii, sądów, idei, przekonań, wiary, a następnie wchłonięcie jej i uznanie za własną. Właściwie wychowywanie dziecka jest takim procesem internalizacji dla m.in. poczucia bezpieczeństwa. Kłopot wtedy, kiedy całkowicie rezygnujemy z siebie i nie umiemy odpowiedzieć na pytanie: czego chcę? czego potrzebuję? co lubię, a czego nie?

Dla przykładu zacytuję dowcip świetnie ilustrujący mechanizm introjekcji:

  • Kochanie, dlaczego ucinasz kawałek pieczeni i wyrzucasz ją?
  • Bo tak się robi!
  • Dlaczego tak się robi?
  • Oj, przecież wszyscy tak robią. Tak się robi!
  • Ale dlaczego?
  • Zapytaj moją mamę, to ci powie.
  • Mamo dlaczego tak się robi.
  • Nie wiem, moja mama tak robiła.

• Kiedy uciekamy w świat myśli, tłumimy uczucia i zachowania, a nasza energia skierowana jest do wewnątrz, a nie do świata, mówimy o retrofleksji. Takie zamknięcie i doświadczenie jak gdyby nieobecności w kontakcie to tak naprawdę samotność dla obu stron spotkania. Mechanizm ten jest czasem bardzo pomocny. Gdy podczas wizyty u dentysty uciekamy w świat myśli, fantazji, planowania, ucinamy sobie drzemkę albo nucimy w myślach ulubioną piosenkę, to przekierowanie zainteresowania do wnętrza ratuje nas przed bólem, dźwiękiem wierteł i ogólnym dyskomfortem.

• „Ja robię swoje, a ty swoje… Ty to ty, a ja to ja”. Z takim zdaniem na pewno nie zidentyfikuje się osoba, która używa (nieświadomie) mechanizmu konfluencji. Jako niemowlę jesteśmy niemal jednością z naszą matką, ale z upływem czasu ta więź się rozluźnia. W okresie dorastania separujemy się, tworzymy własne JA, własne granice i potrzeby. Zakłócenia w procesie wychowania prowadzą do tego, że w dorosłym życiu osoba konfluentna ma nadal potrzebę zlania. Mówi wtedy: „My z mężem lubimy lody”, „Zawsze robimy to razem”, a także dąży do sytuacji, w których ideą jest jest zbiorowość a nie jednostka.

Martin Buber krytykuje zarówno kolektywizm, jak i skrajny indywidualizm, należy bowiem być i dla siebie, i dla drugiego człowieka. W nawiązywaniu relacji drogowskazem może być przykazanie miłości, bo „jeżeli człowiek potrafi kochać w sposób produktywny, kocha także siebie samego; jeżeli potrafi kochać tylko innych… nie potrafi kochać wcale”.

www.wolowska.pl