Zagrożenia Questu: Egoizm oddziela

Nasze cele i działania powinny służyć nie tylko nam, ale i światu. Wtedy odniesiemy życiowy sukces i odnajdziemy głęboką satysfakcję. Aby nam się to udało, musimy tylko… wyjść poza egoizm. To on jest cieniem kolejnej cnoty Questu – świadomości. Jak go w sobie pokonać? – mówi Wojciech Eichelberger, współtwórca programu rozwoju wewnętrznego Quest.
– Jak walczyć z egoizmem, kiedy uczy się nas myśleć tylko o sobie? Wmawia, że życie to rywalizacja, a myślenie z troską o innych to domena społeczników i… nieudaczników.

reklama

– Jesteśmy w przełomowym punkcie Questu. Dotykamy sprawy zasadniczej: jak przebić się przez nasz egocentryzm? Kiedy mówiliśmy o świadomości, mówiliśmy pierwszy raz o przekraczaniu dualistycznego widzenia siebie i świata. Dopóki tego nie zrobimy, nasz interes będzie w sprzeczności z interesem innych, w konflikcie z interesem przyrody, a nawet nabywców naszych usług czy produktów. Taki sposób widzenia uniemożliwia osiągnięcie prawdziwego sukcesu. A egoizm, który poprzedza zdobycie wglądu w zasadę jedności, jest ciągle udziałem większości i niechętnie rezygnuje z zarządzania naszym umysłem i życiem.

– Bo każdy z nas chce być wyjątkowy i wierzy, że właśnie to przyniesie mu sukces.

– W obowiązującej definicji sukcesu wyjątkowość uznaje się za coś, co go warunkuje. Wydaje się, że im bardziej rozdęte jest nasze ego, im mocniejsze przekonanie, że jesteśmy wybrańcem – tym pewniej osiągniemy to, co zamierzyliśmy. Jednak nieuchronną konsekwencją i końcem tej drogi jest pycha, która doprowadza nasze życie do katastrofy. Quest proponuje coś niepopularnego: twierdzenie, że podstawą sukcesu, którego nie będziemy musieli się wstydzić, jest świadomość jedności wszystkiego, co istnieje. Ona w naturalny sposób każe nam brać pod uwagę dobro innych i świata.

– Wstydzić się egocentrycznego sukcesu? Do tego potrzebne jest sumienie, a dziś mówi się: bądź cwany, nie uczciwy…

– To zasadnicze elementy egocentrycznej wizji świata opartej na przekonaniu, że nasz sukces musi dokonać się kosztem innych. Na szczęście wzrasta liczba świadomych ludzi, którzy ostrzegają, że w naszych relacjach – zarówno biznesowych, jak i prywatnych, a nawet tych z przyrodą – jest niezbędna znana od lat strategia „win – win” (wygrana – wygrana). Obie egocentrycznie rywalizujące strony znajdują dzięki niej rozwiązanie, które uwzględnia ich żywotne interesy. Mamy więc narzędzie, które umożliwia świadome, niedualistyczne wyznaczanie celów i dróg ich osiągania.

– Ale potrzebne nam też sumienie…

– Sumienie ma każdy. Choć jeśli się postaramy, możemy je w sobie zagłuszyć. Ale nawet wtedy wcześniej czy później odezwie się: w snach, w przebłyskach intuicji, a w wypadku zatwardzialców – w godzinie śmierci. To, co nazywamy sumieniem, nie należy do świadomości indywidualnej. Jest przejawem świadomości pozaosobistej, jednoczącej. Można więc powiedzieć, że odruchy sumienia są bezcennymi przebłyskami prawdziwej świadomości. Dlatego zawsze gdy naruszamy uniwersalne zasady sumienia, płacimy za to zdrowiem, a w konsekwencji cierpi na tym nasze życie.

– Jak oddzielić dobre dbanie o siebie od szkodliwego egoizmu?

– Na poziomie egoizmu rządzą nami trzy motywacje. Pierwsza to przetrwać jako organizm. Gdy zachowanie jest motywowane przekonaniem, że nasza egzystencja jest całkowicie uwarunkowana istnieniem ciała, to wszystko i wszyscy stają się zagrożeniem. Naszym wrogiem staje się też nieustanny proces przemiany, umierania i odradzania, który jest sposobem przejawiania się życia. A więc – paradoksalnie – nasz wróg to życie jako takie. W konsekwencji wszyscy, których potrzeby powinniśmy uwzględniać i z którymi powinniśmy wchodzić w naturalny proces wymiany, stają się zagrożeniem. Żyjemy w iluzji; „albo ja, albo inni”, „albo ja, albo świat”. To przekonanie tak zaślepia, że nie zauważamy, że to innym zawdzięczamy istnienie i że bez przyrody i subtelnej mechaniki wszechświata nie bylibyśmy w stanie przeżyć. Wtedy jesteśmy najbardziej bezkompromisowi, bezwzględni i nieetyczni w realizacji naszych celów.

– Nie chciałabym spotykać takich ludzi, ale mam wrażenie, że spotykam.

– Wielu z nas utyka w tym „tunelu świadomości”. Na szczęście kolejna motywacja egocentryczna już nie wszystkich traktuje jak wrogów. Pozwala dostrzec coś ważnego w niektórych ludziach, lecz też nakazuje używać ich w celu maksymalizowania własnej przyjemności. Inni są po to, żeby nam było ślicznie, bezpiecznie, mięciutko. Uważamy się za kogoś, komu należy się komfortowe życie. Taka motywacja to potężny motor sukcesu materialnego. Otaczamy się pięknymi przedmiotami, mamy pięknych partnerów i dzieci, pięknie jemy i mamy piękne, wiecznie młode i zdrowe ciała.

– Co w tym złego?

– Taki iluzoryczny świat może przetrwać jedynie jako wyidealizowana, wydzielona z rzeczywistości enklawa. Jeśli cokolwiek go zaburza, musimy się całkowicie od tego odciąć. Tak więc odwracamy się od wszystkiego, co trudne, co jest cierpieniem, co nieestetyczne. Manipulujemy światem i ludźmi, ignorując ich prawdziwe, niewygodne dla nas potrzeby. Oczywiście przejawia się to też w naszych relacjach osobistych. Wystarczy, że zrobi się w nich choć trochę trudno czy nieprzyjemnie, zabieramy nasze zabawki i przenosimy się do innej, przyjemniejszej piaskownicy.

– Hm, coraz bardziej podoba mi się ta motywacja. Jestem zmęczona sprzątaniem piaskownicy…

– Uważaj, bo ogromną ilość życiowej energii gotowi jesteśmy zaangażować w podtrzymywanie iluzji takiego pseudonieba. No i sumienie prędzej czy później się też odezwie. Trzecia z kolei motywacja, która nas egocentryzuje, to wszechogarniająca potrzeba autokreacji, budowania własnego znaczenia, popularności i wizerunku w celu osiągnięcia mocy, władzy i wpływu. Wtedy nieświadomie kreujemy taką wizję samych siebie, naszej historii i życiowej misji, która uzasadnia realizację tej potrzeby.

– Jak można kreować iluzje władzy i mocy?

– Wystarczy stworzyć środowisko klakierów – miernych, biernych, ale wiernych – którzy zawsze chętnie potwierdzą, że jesteśmy kimś wielkim, wspaniałym, opatrznościowym. Taka sytuacja skłaniać nas będzie do tyranii, do robienia wszystkiego, co uznamy za właściwe, byle tylko podtrzymać iluzję naszej wyjątkowości, a tym samym prawo do sprawowania rządu dusz. To smutny los wielu politycznych dyktatorów. Zwykle już za życia odbierają oni bolesną lekcję pokory: zostają obaleni lub giną z rąk pokrzywdzonych. A jeśli – dzięki terrorowi – dożywają naturalnej śmierci, to już w chwilę po niej okazuje się, kim naprawdę byli.

Łatwo zauważyć, że żadna z trzech egocentrycznych motywacji nie może być źródłem prawdziwego sukcesu. Nie można go osiągnąć, koncentrując się na budowaniu iluzorycznego „ja”, które usiłuje zabezpieczyć się przed obnażeniem jego iluzoryczności. Nie można też osiągnąć sukcesu w izolacji, w oblężonej twierdzy, wszystkich traktując jak wrogów. Podobnie jak nie da się dotrzeć tam, gdzie naprawdę byśmy chcieli, podążając ślepo za potrzebą przyjemności.

– Ale dzięki tym motywacjom można osiągnąć sukces finansowy. A wielu uzna to za wystarczający cel.

– Prawdziwego sukcesu nie osiągniemy, obsesyjnie dążąc do bezpieczeństwa, komfortu, władzy, lecz tylko dzięki takiemu działaniu, które pozostaje w zgodzie z naszymi najgłębszymi potrzebami i sumieniem. Prawdziwy sukces zapewniają poczynania w niewielkim stopniu inspirowane przez egocentryczne przekonania i potrzeby – one służą innemu celowi, który można by zdefiniować w kategoriach dobra wspólnego, i są realizowane poprzez strategię „win – win”. Choć w rezultacie często zarabiamy tyle pieniędzy, że stać nas na zaspokojenie egocentrycznych potrzeb. Lecz nie mają one charakteru obsesji – nie jesteśmy już bowiem przywiązani ani do bezpieczeństwa, ani do komfortu i przyjemności, ani do władzy i wpływu. Jeśli w imię realizacji nieegocentrycznych celów przyjdzie nam z nich zrezygnować, zrobimy to bez trudu.

Quest podkreśla, że najwyższy czas raz jeszcze wsłuchać się w to, co mówili i mówią najmądrzejsi ludzie: egocentryzm jest błędem, w dychotomiczne widzenie świata wpisany jest konflikt i przemoc, a powszechność i uporczywość opcji egocentrycznej sprawiła, że nasza cywilizacja znalazła się w głębokim kryzysie. Krótko mówiąc, od tego, czy obudzimy w sobie jednoczącą świadomość, zależy nie tylko nasz sukces, ale i ten cywilizacyjny.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »