Quest – etap 6: „Empatia, czyli rodzaj miłości”

Kolejna cnota Questu daje nam zdolność odczuwania, że wszystkie istoty, wszystkie formy życia – wraz z nami samymi – są żywą jednością. Chroni nas przed wielkim błędem celowego lub odruchowego sprawiania cierpienia sobie i innym. Czym jeszcze jest empatia, mówi Wojciech Eichelberger, współtwórca programu rozwoju wewnętrznego Quest.
– Najbardziej niezwykłą definicję miłości znalazłam właśnie w programie Quest. Postawę kochających ludzi porównuje się tam do dwóch rąk, które pomagają sobie w naturalny, odruchowy sposób.
– Zamiast o miłości, która za bardzo kojarzy się nam z egotycznymi meandrami miłości romantycznej, mówmy raczej o empatii. O zdolności do odczuwania tego, że wszystko, co ma jakąś formę i się jawi – wraz z nami samymi – jest żywą całością. Że w nieskończonej ilości form przejawia się jeden byt i że najlepiej pojmowane dobro tych form jest tożsame z dobrem tego bytu. A to oznacza, że zdolność do współodczuwania jest wrodzoną zdolnością wszystkich ludzi, istot i form (dlatego jako dzieci prawie wszyscy współodczuwamy zarówno z tymi, którzy cierpią, jak i z tymi, którzy się cieszą). Z tego punktu widzenia empatię można porównać do tego, co dzieje się pomiędzy rękami należącymi do tego samego ciała: bez uprzedniego zamiaru współpracują ze sobą, pomagają sobie, a gdy trzeba, spieszą na ratunek. Kiedy jedną rękę coś zaboli, druga w tej samej chwili o tym wie i czuje ból pierwszej. Gdy jedna ręka otrzyma coś cennego, np. rzadki owoc, druga czuje, że też go dostała, i nie przeżywa rozpaczy, gniewu czy zawiści. Gdy jedna ręka coś utraci, druga też ma poczucie straty.

reklama

– Między nimi nie ma cienia egoizmu.
– Bo współodczuwanie to jego przeciwieństwo. Ale choć jest naturalnym stanem, niełatwo nam jednak do niego powrócić. Dlatego w Queście przekraczanie egoizmu jest dwustopniowe. Pierwszy etap to świadomość, cnota poprzedzająca empatię, będąca bardziej cnotą umysłu niż serca. Jest światłym sposobem myślenia o sobie, o świecie i o życiu, pozbawionym jednoznacznego moralnego azymutu. Choć dzięki świadomości możemy zrozumieć, jak funkcjonuje świat, i wybrać strategię biznesową czy życiową, to jednak dopiero współodczuwanie pozwala nam w pełni przekroczyć nasz nawykowy egoizm na poziomie serca, uczuć i wartości. A wówczas staje się
ono dla nas jedynie prawdziwym, oczywistym sposobem istnienia.

– W tradycji chrześcijańskiej to Bóg jest miłością…
– Oczywiście, że jest. Bóg jest przestrzenią, matrycą współodczuwania. Tylko należałoby dodać, że w takim razie wszystko, całe stworzenie, jest miłością – wszystkie boskie dzieła współodczuwają. Ale jakże trudno zobaczyć i odczuć, że wszyscy ludzie, każde stworzenie, na które patrzymy, jest naszą drugą ręką. Wtedy gdy coś złego dzieje się jakiemuś człowiekowi, zwierzęciu, rzece, drzewu, górze czy morzu, czujemy, jakby przydarzało się to naszej drugiej ręce. Sukcesy innych są naszymi sukcesami. Błędy i porażki innych są naszymi błędami i porażkami. Nie zazdrościmy, nie potępiamy, nie wywyższamy się ani nie poniżamy, lecz współodczuwamy. Empatia chroni nas przed wielkim błędem celowego lub odruchowego sprawiania cierpienia sobie i innym. Współodczuwanie pozwala życiu rozkwitać w jego wszelkich przejawach. W biznesie chroni przed pogonią za zyskiem za wszelką cenę, w polityce przed krótkowzrocznym dążeniem do reelekcji, w sztuce przed poszukiwaniem popularności kosztem jakości itd.

– Jak budować relacje z innymi, uwzględniając empatię?
– Gdy na przykład zaczynamy jakąś produkcję czy oferujemy usługi, staramy się dostarczyć taki produkt, który sami chcielibyśmy kupić. Bo przecież samych siebie oszukiwać nie chcemy. Wszyscy wiemy, że dobrze jest tak żyć. Wszyscy wiemy, że największej satysfakcji, poczucia wewnętrznej spójności, spełnienia, wolności i szczęścia doświadczamy w chwilach, gdy zapominamy o sobie, aby komuś pomóc. Gdy narażamy siebie i własne interesy w obronie spraw i wartości, które przyczyniają się do ogólnego dobra. Gdy nie odpowiadamy przemocą na przemoc albo gdy uda się nam powstrzymać destrukcyjne uczucia i działania. Skoro tak jest, to szukajmy drogi do tego, aby takich chwil było w naszym życiu jak najwięcej.

– Ale wtedy, gdy bardziej myślimy o innych niż o sobie, słyszymy też: „nie wtrącaj się, to nie twoja sprawa, po co ci to…”.
– Jeśli współodczuwanie stanie się naszą nie drugą, lecz „pierwszą naturą”, to nic nas nie powstrzyma. Musimy jednak liczyć się z tym, że ludzie nie będą zachwyceni, gdy chcąc nie chcąc, zaczniemy przypominać im o współodczuwaniu i prowokować niewygodne odruchy ich sumień. Ale gdybyśmy chcieli porzucić z tego powodu cnotę empatii, to znaczyłoby, że nadal rządzi nami egoistyczna motywacja poszukiwania bezpieczeństwa i/lub przyjemności.

– Quest mówi, że mamy też kochać siebie i to w całości, nie odrzucając żadnej części siebie.
– Wykluczanie siebie z wszechogarniającej przestrzeni współodczuwania czyni nas do niego niezdolnymi. To też jest ważne w wymiarze czysto praktycznym. Nie sposób odnieść życiowego sukcesu, jeśli jesteśmy uwikłani w walkę ze sobą, która wiąże i zużywa ogromne ilości życiowej energii, zdolnej do czynienia dobra. Motorem naszych wewnętrznych konfliktów jest często nawykowy konformizm. To potężna siła, która każe nam dostosowywać się do poglądów i oczekiwań otoczenia. Ale musimy uważać, żeby skarbu własnego szczęścia i mądrości nie przehandlować za złudne poczucie bezpieczeństwa i przynależności.

– Cieniem współodczuwania jest pogarda…
– Wręcz zaprzeczeniem. Pogarda bywa często ukrytym motorem działań, które z zewnątrz wyglądają na szlachetne. Ale dopóki nie przekroczymy swego egocentryzmu, to uchwyciwszy się jakiejś najbardziej szlachetnej idei, np. ochrony zwierząt, możemy w jej imieniu zacząć podkładać bomby pod rzeźnie albo strzelać do nieświadomych sprawców zwierzęcej golgoty. Podobnie jak obrońcy życia poczętego, którzy widzą jedynie życie poczęte i tylko z nim potrafią współodczuwać, a nie mają współczucia dla życia matek. Prawdziwa empatia działa na zasadzie wszystko albo nic. Jeśli dotyczy tylko wybranej grupy istot, a pozostałe wyklucza i uważa za godne pogardy, to jest tylko pozorem współodczuwania i przebraniem dla egoistycznej chciwości i nienawiści.

– Olga Tokarczuk napisała powieść o kobiecie, która w obronie zwierząt morduje myśliwych. I nie spotyka ją za to żadna kara.
– Skutki naszych zaślepionych działań często ujawniają się w czasie przekraczającym wymiar ludzkiego życia. Patrząc z perspektywy współodczuwania, gdy zabijamy innych – zabijamy siebie. A jeśli tak, to jakiś rodzaj karmicznej lekcji, konieczność przeżycia trudnych doświadczeń, na pewno czekałby bohaterkę tej książki. Świat na tym nic nie skorzysta, jeśli myśliwi przestaną zabijać jedynie ze strachu, że zabije ich równie jak oni obłąkana pasją zabijania mścicielka zwierząt. Podobnie jak świat nie korzysta na tym, gdy ludzie modlą się do Boga ze strachu przed piekłem. Strach jest uczuciem, które wynika z egoizmu i zarazem ten egoizm potęguje – z łatwością przeistaczając się w nienawiść i przemoc.
– Ale strach i przemoc są powszechne, a odczuwanie siebie jako jednej, a innych i świata jako drugiej ręki – to raczej rzadkość.
– Są jednak zwiastuny, że współodczuwanie staje się bardziej powszechne. Coraz więcej ludzi wie, że jeśli się troszczą o kogoś, o zwierzęta, o puszczę, o planetę, to tym samym troszczą się o siebie. Coraz więcej ludzi wie, że błędem jest przedkładać egoistycznie pojmowany własny interes nad dobro całości. Nieegocentryczne działanie ma w sobie ogromną energię. Jest bowiem zgodne z zasadą życia. I dlatego, chociaż wydaje się skłaniać nas do podejmowania irracjonalnych działań, tak naprawdę pod wpływem współodczuwania postępujemy głęboko racjonalnie. Dotychczasowe pojmowanie racjonalności i skuteczności doprowadziło nasze życie, nasz świat na krawędź katastrofy. Czas to zmienić i uznać za racjonalne to wszystko, co zmienia świat na lepsze. Najbardziej dotyczy to zasady współodczuwania i wszystkiego, co z niej wynika.

Quest to program rozwoju wewnętrznego, który zakłada, że realizacja każdego celu czy marzenia wymaga wykształcenia w sobie ośmiu duchowych cnót (patrz rys.). Mówi także, że na przeszkodzie staje nam osiem zagrożeń – cieni tych cnót (m.in. pycha, uzależnienie, egoizm).

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »