Przedszkolaki w ubraniach dla dorosłych część II

Wojciech Eichelberger
123rf.com

Wewnętrzne dziecko to ta część nas, która jest kreatywna i spontaniczna, umie się bawić i kieruje tym, czego chce i czego nie chce. Psycholodzy namawiają nas, by o nie dbać i je rozwijać. Ale wewnętrzne dziecko potrzebuje wewnętrznego dorosłego. Bez niego jest jak rozkapryszony bachor – zmieni nasze życie w wesołe miasteczko i sklep z zabawkami – mówi Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.
Pewna kobieta, która zgłosiła się do terapeuty, przyznała, że chce zostać mamą, bo są takie ładne ubranka dla dzieci i ona marzy, by je kupować i stroić swoją córeczkę albo synka!

Wygląda na to, że to rozkapryszone wewnętrzne dziecko, żeby sobie zrobić kolejną przyjemność, chce posiadać dziecko w charakterze żywej lalki do ubierania w śliczne ciuszki. Ale ono szybko i boleśnie się przekona, że realne dziecko to nie lalka, którą można odłożyć, gdy się znudzi, że dziecko oprócz radości to także ogromny trud i odpowiedzialność i wiele powodów do niepokoju.

Przeczytaj też I część Przedszkolaki w ubraniach dla dorosłych

Kiedy ta prawda wychodzi na jaw, niedojrzali rodzice z reguły próbują pozbyć się kłopotu, a jeśli im się to nie uda, czynią dzieci odpowiedzialnymi za swoje nieszczęśliwe rodzicielstwo i bywają w tym okrutni. W obliczu kryzysu demograficznego można powiedzieć, że lepsze dziecko powołane na świat przez niedojrzałych rodziców niż żadne. Tym bardziej że do kryzysu dzietności przyczyniają się ci, którzy sami chcą pozostać jak najdłużej dziećmi, mieć fun, luz i dużo kasy na lans. Z ich punktu widzenia posiadanie dzieci to ogromny, zbędny kłopot i niepotrzebne fundowanie sobie konkurencji.

Dzisiejsi rodzice, kiedy rodzicielstwo zaczyna ich uwierać, idą na terapię albo grupę rozwojową i skupiają się jeszcze bardziej na sobie, na swoim wewnętrznym dziecku.

Dawno temu napisałem książkę „Jak wychować szczęśliwe dzieci”, która nieoczekiwanie stała się bestsellerem. Naczelna teza tej zwięzłej książeczki brzmiała: Jeśli chcesz wychować szczęśliwe dzieci, to musisz najpierw sama/sam być choć trochę szczęśliwa/y. Ale dzisiaj myślę, że chyba nie zostało to dostatecznie jasno przeze mnie wyartykułowane. Zabrakło być może wyraźnego komentarza na temat: co to znaczy być choć trochę szczęśliwym? Że to wcale nie znaczy, by pozostawać jak najdłużej dzieckiem, lecz zainstalować w sobie mądrego wewnętrznego dorosłego. Jednym słowem, zachowując wszelkie proporcje, mogłem się w jakimś stopniu przyczynić do tego, że tak wielu ludzi szuka teraz szczęścia we wsobnej, narcystycznej relacji ze swoim wewnętrznym aspektem dziecka.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »