Wolność, czyli kontakt z rzeczywistością

Ostatnia cnota Questu to wolność. Ona jest też nagrodą za przejście wszystkich poprzednich etapów. Ale nie mylmy jej z prawem do robienia tego, na co tylko mamy ochotę. Czym jest prawdziwa wolność, czym jest pełny życiowy sukces – mówi Wojciech Eichelberger, współtwórca programu Quest.
– Wolność w Queście jest rozumiana jako zgoda na wszystko. Świadomość, że byliśmy u celu podróży, nim uczyniliśmy pierwszy krok. W moim odczuciu te stwierdzenia są zaprzeczeniem wolności.
– Oczywiście mówimy o wolności wewnętrznej. A przeszkodą na drodze do niej jesteśmy wyłącznie my sami. To nasze nawykowe przekonania najbardziej nas zniewalają – sprawiają, że schematycznie interpretujemy rzeczywistość i reagujemy na nią w zgodzie z tą interpretacją. Prawdziwie wolni jesteśmy wtedy, gdy pozostajemy w kontakcie z rzeczywistością. Przestajemy wówczas być więźniami z góry powziętych sądów. Nie znaczy to wcale, że z pobudek konformistycznych ulegamy presji. Źródłem konformizmu jest obawa przed odróżnianiem się, lęk przed odrzuceniem, potrzeba zasłużenia na aprobatę. Gdy jesteśmy wewnętrznie wolni, to nie mamy takich potrzeb ani obaw – nie interpretujemy sytuacji, lecz widzimy rzeczy takimi, jakimi są. W zależności od okoliczności możemy zachować się tak jak inni albo w sposób dla innych całkowicie niezrozumiały. Nie próbujemy też przewidzieć, jak się zachowamy w jakiejś sytuacji, zanim ona nie nastąpi.

reklama

– Nie robimy planów i nie stawiamy sobie celów?
– Wewnętrzna wolność pozwala nam na porzucenie ich, gdy okoliczności to podpowiadają. Odruchowo szukamy i prędzej czy później znajdujemy harmonię z nurtem życia, ponieważ doświadczamy siebie jako jednego z jego niezliczonych przejawów, a zarazem jako jego całości. Nasz umysł funkcjonuje wtedy jak nieograniczona przestrzeń, która wszystko obejmuje i wszystko się w niej wydarza – zarówno to, co uchodzi za niewłaściwe, jak i to, co uważane jest za właściwe. Brzydkie i piękne. Zarówno szczęście, jak i cierpienie. To, co niskie i marne, jak i to, co uznaje się za wzniosłe.

– Ale godzić się na wszystko, to także godzić się na utratę czegoś dla nas najważniejszego.
– Wszystko, co się dzieje, również uczucia, mieści się w nas, lecz nie krępuje naszego odczuwania i postępowania – uczucia przemijają, gdy zmieniają się okoliczności. A okoliczności zmieniają się nieustannie. Postrzegając stratę bez nawykowej egocentrycznej oceny, nie bierzemy jej do siebie. Wiemy, że to, co nazywamy stratą, w tym samym momencie staje się dla kogoś/czegoś zyskiem. Wszechświat jest hologramem, którego każda część jest zarazem całością, a więc wszystko, co przydarza się części, przydarza się całości – więc jak możemy mieć poczucie osobistej straty?

Jesteśmy wolni od uczuć gniewu, nienawiści, zazdrości czy rozpaczy. Bowiem nie interpretujemy zdarzeń egocentrycznie, czyli zgodnie z przekonaniem, że np. to, co się dzieje, dzieje się po to, aby nam zrobić przykrość, pozbawić nas czegoś lub ukarać. Skoro coś się dzieje, to widocznie ma się dziać. Wolności doświadczamy, gdy nasz umysł przestaje konstruować iluzję podmiotu, któremu się to życie przydarza.

– W Queście wolność jest też rozumiana jako wolność od posiadania. Ale my często myślimy, że po to nam wolność, by mieć to, co chcemy.
– Wolność wyraża się zwłaszcza w nieprzywiązywaniu się do rzeczy i wszelkich innych wyznaczników statusu i reputacji. Osoba wewnętrznie wolna nie ma potrzeby potwierdzania swojej tożsamości i wartości ani w oczach innych, ani we własnych. Wie, że gdy posiada, to nic nie posiada, a gdy nic nie posiada, to i tak wszystko posiada – choć w istocie niczego nie posiada, bowiem nie sposób posiadać tego, czym się jest. Tak więc w doświadczeniu takiej osoby pojęcie posiadania nic nie znaczy. Czyż fala uznałaby, że posiada inną falę albo morze? Wolny wewnętrznie człowiek nic nie posiada, tylko jest i nie posiada się z radości.

– Ale to chyba nie znaczy, że mam przestać dbać o swój byt, nie dążyć do tego, czego pragnę?
– Wolność to nie jest olewactwo typu: „nic mnie nie obchodzi, nie splamię się pracą ani odpowiedzialnością”. Taka postawa jest rodzajem uporczywej antyobsesji, próbą ucieczki, która staje się kolejną – w dodatku ukrytą pod pozorem wolności – postacią samozniewolenia. Człowiek prawdziwie wolny nie żyje zgodnie z jakąś z góry powziętą koncepcją, więc kiedy okoliczności każą wziąć odpowiedzialność za innych, to ją bierze. Jeśli trzeba coś zrealizować, sprawnie to robi. Ale kiedy jest w sytuacji, gdy może nic nie robić, to całym sobą odpoczywa. Być w zgodzie z okolicznościami oznacza całym sobą odpowiadać na sytuację. Kiedy bawimy się, to idziemy w to na całość, kiedy potrzebne nam są pieniądze na jakiś cel, który okoliczności wskazują jako istotny, to je zdobywamy. W ten sposób osoba wolna bierze pełną odpowiedzialność za siebie i za zgodność swego postępowania z tym, co służy uniwersalnemu życiu we wszystkich jego przejawach.

– Ale kiedy nam się nasze reagowanie na sytuacje nie udaje, kiedy ponosimy klęskę…
– Znanym wzorem człowieka wolnego jest Grek Zorba. Kiedy trzeba było pracować, w pełni się w to angażował. Ale gdy stworzona ogromnym nakładem czasu i środków budowla runęła, nie dość, że nie wpadł w rozpacz, lecz potrafił jeszcze zachwycić się pięknem katastrofy i cudownością życia niosącego tak nieoczekiwane zmiany. Dla człowieka prawdziwie wolnego wszystko, co się wydarza, jest cudem. Cudem jest to, że coś powstało, ale również to, że coś się dekomponuje. Podobnie cudowne – choć bolesne – może być nagłe załamanie naszych planów życiowych, w realizacji których przecież nie wszystko od nas zależy. Wolny człowiek jest całkowicie zaangażowany w to, co jest rzeczywiste, ale żyje wedle zasady, którą Sen Tsang (Trzeci Patriarcha zen) w „Strofach wiary w umysł” formułuje tak: „Mędrzec nie dąży do żadnego celu, bo tylko głupiec sam siebie krępuje”. To znaczy, że nie fetyszyzuje oddalonych w czasie i przestrzeni celów. Gdy biegnie to – jak Forest Gump – tylko po to, żeby biec. Wie, że celem i sensem życia jest życie, którym sam jest. Dlatego w każdej chwili jednoczy się z nim, bo w ten sposób najlepiej je chroni i wspiera. Trzymać się ślepo celu to być jak rozbitek na wzburzonym morzu, który uznał, że będzie wiosłował pod wiatr, więc traci resztę sił, choć mógłby przecież postawić żagiel i popłynąć z wiatrem.

– Quest twierdzi, że wolność to także wolność od lęku, na przykład przed sukcesem.
– Mamy różne ograniczające wolność przekonania. Także takie, że na coś nie zasługujemy. Człowiek wolny nie czyni żadnych założeń na temat siebie i życia. Wracając do mędrca, on ma jeden cel – taki sam jak my wszyscy: osiągnąć szczęście. Ale choć wszyscy mędrcy i prorocy tego świata utożsamiają prawdziwą formę szczęścia z tym wymiarem wolności, który tu nieudolnie próbujemy opisać, to jednak większość z nas czerpie z innych, gotowych pomysłów na to, co jest szczęściem i jak je osiągnąć.

– Dobrze, ale co to znaczy, że byliśmy u celu podróży, nim uczyniliśmy pierwszy krok?
– Jeśli dotrzemy do stacji Wolność, zdamy sobie sprawę, że wolność zawsze była i jest naszym przyrodzonym stanem istnienia. Że nie musimy kreować swojej egocentrycznej tożsamości i jej nieustannie podtrzymywać. Wystarczy być. Tak jak słońce, które świeci na wszystko. Podobnie człowiek wolny zdaje sobie sprawę, że nie jest swoimi myślami, tylko doświadcza myśli, że nie jest swoimi przekonaniami, lecz zdaje sobie z nich sprawę. Nie jest swoją biografią i martyrologią, nie jest swoimi planami i marzeniami. Żeby stać się prawdziwie wolnymi, musimy więc powrócić do źródła, którym jest doświadczająca i zarazem tworząca to, co doświadczane, świadomość. Jeszcze inaczej, być wolnym to doświadczyć prawdy tego, że doświadczający i to, co doświadczane, to jedno, a nie dwa, że – jak to ujął Sen Tsang – „ta chwila powstaje z umysłu i zarazem jest umysłem”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »