Ciepły świat

Ciągły rozwój i aktywny udział w kulturze to sposób na nadwyżkę energii – mówi psycholożka Ewa Woydyłło
Współczesna kobieta chce się rozwijać?

reklama

Ba, oczywiście. Gdziekolwiek prowadzę spotkania, nieważne, czy autorskie, czy terapeutyczne,
90 procent obecnych na sali stanowią kobiety. Nawet na Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Podobno dlatego, że mężczyźni szybciej umierają. Jednak nie sądzę – to bierze się z czegoś innego.

A mianowicie?

Mam w tej kwestii swoją teorię: kobiety ze względu na nierówny podział ról obarcza się w domu i rodzinie liczniejszymi obowiązkami niż mężczyzn. Natomiast w życiu społecznym znajdują się na drugim miejscu. Dlatego też przez wieki wyrobiłyśmy w sobie szczególną cechę: potrafimy wykorzystywać rezerwy własnej energii do powiększania swojego potencjału, do poprawiania siebie. Gatunkowo niewiele różnimy się od mężczyzn, mamy te same potrzeby, ale dodatkowo tkwi w nas przekonanie, że potrzeba nam czegoś więcej. Proszę zajrzeć do księgarni – kobiety, na sale koncertowe – kobiety, do kościołów – wszędzie kobiety w zdecydowanej większości.

To co w tym czasie robią mężczyźni?

„Sprawdzają się” – najchętniej w dwóch obszarach: pracy i seksie. I na obu tych polach nie wystarczy im po prostu istnieć, oni muszą odnosić sukcesy. A to wiąże się z rywalizacją, ciągłą presją przeganiania innych. To z kolei powoduje nieustanny stres i życie pod napięciem. Podboje erotyczne nie wymagają samodoskonalenia intelektualnego, zwłaszcza że z wiekiem dotyczą coraz młodszych kobiet, które pod względem wykształcenia nie stanowią dla „ustawionego” faceta żadnego wyzwania. Mężczyźni sami wybrali sobie dziedziny tak bardzo wyczerpujące emocjonalnie i – nie zdając sobie chyba sprawy z ceny, jaką za to płacą – kurczowo się ich trzymają. Kobietom pozostały sfery mniej publicznie doceniane, ale za to bardziej emocjonalnie gratyfikujące, bo niekonkurencyjne, takie jak zajmowanie się dziećmi, rodzicami, domem, zwierzętami, a w życiu społecznym działania charytatywne, wszelkie formy pomagania potrzebującym i słabszym. Wszak tym tradycyjnie zajmują się kobiety. Mężczyźni obracają się w zimnym świecie, my w ciepłym. Dzięki temu panie odnawiają zasoby energii, a panowie je coraz bardziej zużywają. W konsekwencji stają się mniej odporni, częściej ratują się alkoholem, wskutek czego skracają sobie życie.

Podobno po kataklizmach najszybciej dochodzą do siebie samotne matki.

Wcale mnie to nie dziwi. Jak się wyleje mleko, to kobieta sprząta, a mężczyzna krzyczy. One są zmuszone przez porządek świata, żeby były zaradniejsze. A gdy człowiek jest sprawniejszy, mniej kosztuje go wykonanie zadania. Ja jestem dość sprawna. Byłam jedynaczką, właściwie sama musiałam zajmować się swoimi dziećmi, kiedy były małe, i nie bardzo miałam kogo prosić o pomoc. I dziś, jeśli mam odgarnąć rano śnieg sprzed domu, nie jest to dla mnie wielki wysiłek. Przyjeżdża rodzina z Anglii? W dwie–trzy godziny się organizuję. Sprawność ratuje kobiety przed stresem.

A pracoholizm, alkoholizm kobiet?

Ja bardzo lubię i podziwiam kobiety. Uważam się za feministkę. Dlatego ubolewam nad tym, że tak wiele kobiet gubi właściwą drogę. Brak im przewodnictwa, dobrych współczesnych wzorów.

Media mnożą kobiece wzorce: Doda, Szczuka, Środa czy Jolanta Kwaśniewska…

Ale co przeciętna dziewczyna wie o prawdziwym życiu Kwaśniewskiej czy Szczuki? Albo jak ze stresem radzi sobie Magdalena Środa, oprócz tego, że potrafi otwarcie wyrażać oburzenie czy gniew? Żeby idol stał się wzorem, drogowskazem, trzeba go znać i naprawdę rozumieć. Tymczasem my oglądamy płaski billboard: Doda ma ładne paznokcie, a Kwaśniewska elegancki kostium. Wzór trzeba mieć obok siebie. Współczesne dziewczyny mają wokół kolegów, którzy przeklinają, więc one robią to samo. Wiele kobiet, które już wiedzą, że niekoniecznie trzeba spełniać zachcianki męża czy znosić jego zdrady, zamiast się realizować, zaczyna pić, palić i też zdradzać. A przecież nie muszą płacić takiej ceny. Mogą być wyzwolone bez tego.

Według badań kobiety piją coraz częściej.

Wśród pacjentów w placówkach terapii uzależnień rośnie odsetek kobiet. Zwykle są to osoby, których historia picia jest znacznie krótsza niż u uzależnionych mężczyzn. Organizm kobiety jest mniej wytrzymały na używki. Szkoda tylko, że dziewczyny tego nie wiedzą i robią niepotrzebnie „męskie” rzeczy, za które płacą wysoką cenę. A są przecież zdolne, potrafią pracować i odnosić sukcesy tak samo jak mężczyźni. Tyle że one korzystają z tego w sposób nieostrożny: siedzą po 16 godzin w pracy, potem idą do baru i piją. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ja nie chcę zamykać pubów przed kobietami. Moim zdaniem, wszystko to bierze się ze złej edukacji. Mogłabym napisać pani od ręki konspekt tego, czego należałoby uczyć dzieci w szkołach.

I co by się w nim znalazło?

Po pierwsze – praktyczne radzenie sobie ze stresem, po drugie – wyrażanie uczuć, po trzecie – budowanie trwałych, powtarzam trwałych, relacji z ludźmi. Poza tym dziewczynki obowiązkowo uczyłabym tego, jak rozumieć i dbać o swoje ciało. Pod względem jego skomplikowanej konstrukcji
hormonalno-fizjologicznej facet to stary Remington, a kobieta komputer najnowszej generacji. Na przykład, co miesiąc jesteśmy narażone na huśtawki nastrojów, o jakich oni nie mają zielonego pojęcia.

Ewa Woydyłło psycholożka i terapeutka uzależnień, pracuje w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, autorka książek o tematyce psychologicznej, m.in. „Rak duszy. O alkoholizmie”, „Podnieś głowę”, „Sekrety kobiet”

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »