Matka – krytyk kobiecej natury

123rf.com

Proponuję, żeby – wbrew powszechnemu utożsamieniu kobiety z dążącą do ideału matką – przyjrzeć się bliżej matce, która nie jest opiekuńcza. Prawie nie wypada mówić o tym głośno, ale nie każda kobieta jest z natury przygotowana do macierzyństwa, a wiele z tych, które utożsamiają się z chęcią posiadania potomstwa boryka się ze sprzecznymi uczuciami.
Sporo się w tej kwestii zmieniło, lecz nadal kobietom zdarza się nie w pełni uświadamiać sobie rozległość ich poza macierzyńskich potrzeb i aspiracji. Pokolenie temu świadomość wokół tych kwestii była znacznie mniejsza. Moja znajoma, Dorota, przyszła na świat, kiedy jej matka Małgorzata była na trzecim roku studiów, uznając że przedwczesne macierzyństwo uniemożliwiło jej dalszy rozwój zawodowy. Później przez lata powtarzała, że w liceum i na studiach profesorowie uważali ją za szczególnie zdolną i że to ona właściwie napisała mężowi pracę magisterską. W pokoleniu Małgorzaty nierzadko było jeszcze samo przez się zrozumiałe, że rolą kobiety jest zostać matką. Dlatego nie zastanawiała się nawet, czy na pewno tego właśnie chce. Starała się jednak możliwie opóźnić zajście w ciążę. Tymczasem na świecie pojawiła się córka, okazując się dzieckiem dość chorowitym i wymagającym dużo uwagi. Matka nie rozpieszczała jej, uważając że musi nauczyć się sama radzić sobie w życiu. Młodej kobiecie mocno zapadło w pamięć, że matka nie stanęła w jej obronie, widząc jak córce dokuczały dzieci z podwórka. Starsza z kobiet i to uzasadniała po latach koniecznością kształtowania odporności córki. Szczególnie bolesny był dla Doroty kontrast pomiędzy tym, jak matka traktowała ją, a jak odnosiła się do młodszego o siedem lat synka. Małgorzata nie kryła, że jako pierwsze dziecko oczekiwany był chłopiec, dlatego przyjście na świat Michała było dla matki ogromnym szczęściem. W córki matka niezwykle troszczyła się o chłopca. Dorota zresztą kojarzy jego przyjście na świat z ogromną radością, bo bardzo pragnęła rodzeństwa. Była dla Michałka niezwykle troskliwą i czułą siostrą, czując się jednocześnie ofiarą braku dbałości ze strony matki, otaczającej zdwojoną opieką młodsze dziecko.

reklama

Dorota wspomina też, że w domu usługiwało się mężczyznom, czemu towarzyszyły pozornie żartobliwe i filuterne wypowiedzi matki, że zawsze wolała mężczyzn. Wprawdzie na osobności mówiła córce, że mężczyźni są po prostu zupełnie nieporadni, jeśli chodzi o sprawy domowe i nie umieją nawet zaparzyć herbaty, ale w obecności brata czy ojca Dorota słyszała po prostu zwięzłe polecenie matki: „Zrób herbatę”, albo: „Odgrzej obiad”. W oczach matki jej mąż i syn byli zawsze zmęczeni i mieli dużo pracy, a o potrzebach Doroty i jej zmęczeniu w ogóle nie było mowy. „Przecież ty tak świetnie sobie ze wszystkim radzisz” – mawiała matka.