My, wy, one

Dziadkowie nie są wnukom niezbędni do życia. Ale mogą dać im to, czego nie dają rodzice: spokój, czas. Pod warunkiem, że i rodzice, i dziadkowie nie potraktują dzieci instrumentalnie, czyli nie wykorzystają ich do swoich rozgrywek.
Hanna, lat 59, emerytowana nauczycielka, sama wychowuje wnuka, trzyletniego Błażejka. Jej córka Justyna uznała, że dla samotnej matki to optymalne rozwiązanie. Babcia ma domek, dużo czasu i przygotowanie pedagogiczne. Justyna – ciekawą pracę, do której szybko po porodzie wróciła. Odwiedza syna w weekendy. Błażejek za mamą specjalnie nie tęskni, raczej za prezentami, którymi hojnie go obdarowuje. Babcia Hania radzi sobie nieźle, choć coraz częściej przebąkuje o oddaniu wnuczka córce. A córka właśnie awansowała i próbuje ułożyć sobie życie z nowym partnerem.

Zofia Milska-Wrzosińska, psychoterapeutka z Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie, zauważa, że model, w którym dziadkowie przejmują funkcję rodzicielską, nie jest wcale nowy. – W latach 70. i 80. studenci oddawali dzieci do swoich rodziców na wsi na czas potrzebny do ukończenia studiów, czyli na kilka lat. To było dość powszechne zjawisko.
Jej zdaniem z relacji pacjentów, którzy byli na dłuższy czas przekazani dziadkom, wynika, że rodzice nie zawsze biorą pod uwagę uczucia dziecka. W jakimś momencie odbierają je jak bagaż z przechowalni.

– Z jednej strony to zrozumiałe, że rodzice wspierają swoje dzieci, zajmując się wnukami, ale z drugiej – warto zadbać, by nie powodowało to u dziecka dodatkowych kosztów psychicznych.