Po co nam konwenanse?

Cenię konwenanse i ludzi którzy je znają, ale lubię też ludzi elastycznych, otwartych na zmiany, z wyczuciem sytuacji… bo jedno drugiego nie wyklucza.
Konwenanse, czyli zbiór obowiązujących w określonej grupie form, obyczajów, reguł towarzyskich, nigdy nie utrudniają życia – wręcz przeciwnie, one je ułatwiają. Są jak żarówka energooszczędna – nie dość, że rozjaśniają sytuację, to jeszcze oszczędzają naszą energię psychiczną i czas. Nie musimy się za każdym razem zastanawiać, jak zachować się w danej sytuacji, co powiedzieć albo jak się ubrać itd., nie musimy bać się, że popełnimy faux pas, że zrobimy z siebie głupka – znamy obowiązujące reguły, kierujemy się nimi i wszystko gra.

reklama

Nie pójdziemy do prababci na urodziny w ulubionych poszarpanych dżinsach – wiemy jaki dress code obowiązuje w konkretnych sytuacjach.

Wyższy stopień wtajemniczenia to umiejętność rozszyfrowania skrótów na zaproszeniach. Wprawdzie dotyczy tylko tej grupy szczęśliwców, których ktoś w tak eleganckiej formie gdziekolwiek zaprasza, ale nigdy nie wiadomo, co nas może w życiu spotkać, więc na zapas warto się skrótów nauczyć. Dzięki temu nie ubierzemy się w garnitur (choćby był to najpiękniejszy, ślubny garnitur zachowany na specjalne okazje) na przyjęcie na którym obowiązuje black tie co po prostu oznacza „Pożyczaj gdzieś smoking, bo bez niego ani rusz!”.

Będąc znawcami savoir vivre nie przywitamy szefa w pierwszym dniu pracy przybiciem piątki i radosnym „Siema ziomal!” (w drugim dniu pracy może się to okazać właściwą formą powitania, bo być może akurat w tej pracy obowiązuje właśnie taki a nie inny konwenans!) co oznacza, że nie zostaniemy w ekspresowym tempie osobą znowu bezrobotną. Konwenans powstrzyma nas przed wygładzaniem krawata obcemu facetowi, choćby nie wiem jak drażniło nas to, że jest przekrzywiony, bo jedną z jego zasad jest :”Nie naruszaj strefy osobistej obcych osób, nie dotykaj, nie stawaj za blisko itd.”. Znajomość zachowań przy stole sprawi, że nie zaczniemy ku przerażeniu pozostałych stołowników jeść schabowego łyżką, a ryby nożem (z wyjątkiem śledzia). Wiedząc, jak się zachować w trakcie koncertu, nie będziemy klaskać między częściami symfonii, wyłączymy w kinie komórkę (i w paru innych sytuacjach), wchodząc gdzieś pierwsi powiemy „Dzień dobry”, a zwykłe: „Dziękuję, proszę i przepraszam” towarzyszą nam w każdej społecznej sytuacji.

Przestrzeganie obowiązujących reguł po prostu ułatwia, upraszcza i umila życie nam i osobom wokół nas. Zgubnych skutków nieprzestrzegania konwenansów doświadczamy, gdy zostajemy staranowani przez ludzi pędzących na zakupy, gdy wychodzimy ze sklepu (a norma obyczajowa mówi wyraźnie – przepuść wychodzących!), gdy po wielu godzinach pracy ledwo stoimy na nogach w tramwaju, a na siedzeniach rozwala się młódź, gdy dostajemy w nos drzwiami, których wchodzący nie przytrzymał, choć byliśmy tuż za nim i w wielu innych, codziennych sytuacjach. A najlepiej o tym, że warto znać i przestrzegać obowiązujące w danym środowisku konwenanse dowiadujemy się, gdy znajdziemy się w obcym kraju, o innej tradycji i kulturze. Zlekceważenie przyjętych tam norm może nas drogo kosztować. Dlatego szanujmy cudze i własne zwyczaje, one nie są zaprzeczeniem nowoczesności, one tylko dają życiu ramy które wszystkim zapewniają poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji.