Wojciech Eichelberger: Bogini spragniona przemocy

Wojciech Eichelberger
123rf.com

Ukazuje się coraz więcej książek o seksie pisanych przez kobiety i kierowanych do kobiet. Jedne oceniane są wysoko, jak „Modlitwy waginy” skandalistki Charlotte Roche. Inne nazywane pornosami dla mamusiek, jak „Pięćdziesiąt twarzy Greya” E.L. James. Ale kobiety czytają jedne i drugie, i to masowo. Czy to dowód wyzwolenia seksualnego – zastanawia się Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.
„Pięćdziesiąt twarzy Greya” E.L. James to powieść sadomasochistyczna o młodej kobiecie, która zgadza się spełniać wszystkie seksualne życzenia mężczyzny. Jak to możliwe, że współczesne kobiety zaczytują się w takiej historii?

No właśnie. Znamienny jest sposób, w jaki tę książkę się reklamuje. Księgarnia internetowa promuje „Pięćdziesiąt twarzy Greya” filmikami, w których mężowie wraz z dziećmi usiłują wręczyć kobiecie prezent niespodziankę z okazji urodzin. Wszystkie próby kończą się jednak fiaskiem: najpierw nie mogą jubilatek znaleźć, a w końcu przyłapują je ukrywające się a to w wannie, a to w łóżku i masturbujące się w trakcie lektury reklamowanej książki. Filmiki są zrobione lekko i dowcipnie – ale mimo to mogą budzić sprzeczne uczucia.

Z tego co zaobserwowałem, mężczyzn szczerze rozbawiają. Ale czy kobiety też się przy nich dobrze bawią? W każdym razie reklama sugeruje, że przygody pana Greya i młodej stażystki są dla pań tak nieodparcie podniecające, że dzieci i mąż idą w kąt. Książka bije rekordy sprzedaży – ponad 20 milionów – mimo iż ponoć wszyscy, którzy się z nią zetknęli, zgadzają się, że to nieudolny literacki gniot, naszpikowany sadomasochistycznym seksem. Więc świat się zadziwił i zakłopotał – a szczególnie świat feministyczny. Na nowo stawia nas to wobec pytań o kształt relacji między płciami, o prawdziwe seksualne preferencje kobiet i o kierunek, w jakim postępuje ich seksualna emancypacja.

No bo jak to możliwe, że 20 milionów kobiet podnieca naiwna opowieść, godząca jednak także w godność płci pięknej?

Co więcej, te, które poznały kilkadziesiąt twarzy pana Greya, twierdzą, że książka stała się dla nich wprawdzie zaskakującym i zawstydzającym, lecz zarazem nieświadomie oczekiwanym impulsem do prawdziwego seksualnego wyzwolenia. Na jakiej więc zasadzie kobiety wyzwala czytanie o przebogatym i wszechmocnym panie Greyu, który bez trudu skłania młodą, piękną, poprawnie wychowaną i dobrze wykształconą kobietę do podpisania upokarzającego kontraktu czyniącego z niej pozbawioną prawa do jakiegokolwiek protestu seksualną niewolnicę i hojnie wynagradzaną utrzymankę? To naprawdę istotne pytanie. Nie można wykluczyć, że fenomen Greya odkrywa ważne wymiary kobiecej seksualności, niesłusznie dotąd uznawane przez zideologizowany feminizm za patologiczne pokłosie patriarchatu.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »