Relacje w rodzinie: kto rządzi w twoim domu?

relacje w rodzinie
123rf.com

Trzaskanie drzwiami, szantaż emocjonalny, foch – są różne sposoby, by narzucić własne zdanie reszcie domowników. Niektóre zagrania bywają jednak tak subtelne, że trudno je rozpoznać. Ale można im przeciwdziałać!
„No w tej rodzinie to rządzi trzylatek!” – pomyślałam, obserwując, jak pewna kobieta w kolejce do kasy prosi malucha: „Stasiu, zgódź się, żebym ci kupiła żelki zamiast chipsów, żelki są zdrowsze, naprawdę”. Staś uparcie tupał nóżką i kręcił z dezaprobatą głową, co ludzi w kolejce przestało już bawić i napięcie stawało się coraz bardziej wyczuwalne – także dla mamy Stasia. Wreszcie położyła na ladzie równowartość paczki chipsów, podała ją małemu i wyszła ze sklepu, ciągnąc go za rękę i nie oglądając się na nikogo. Wstyd, że nie umie sobie dać rady z dzieckiem, pomieszany z poczuciem winy z powodu unieszczęśliwiania synka, paraliżował ją tak bardzo, że nie była w stanie zrobić tego, co uważała za słuszne.

reklama

Jak rodzą się schematy

Gdzie tkwi źródło takiego postępowania młodej mamy? Otóż – jak wiele schematów, w które wpadamy – w dzieciństwie. Osoby, które niegdyś były pozbawione prawa głosu i pamiętają to jako bolesne doświadczenie, bardzo często, gdy same zostają rodzicami, popadają w drugą skrajność: dają swoim dzieciom zbyt dużo przestrzeni do decydowania. Ale choć sami tak bardzo liczą się z dziećmi, to te nie liczą się z nimi wcale. Zależność jest prosta: postawa zbyt uległa często u innych wywołuje postawę dominującą. Tak więc te wszystkie uparte i niewdzięczne dzieci to często wystraszeni mali kierowcy, którym rodzice powierzyli prowadzenie rozpędzonego samochodu, a sami ulegle wycofali się na tylne siedzenie.

Z kolei ci dorośli, którzy wymazali z pamięci bolesne dla nich doświadczenia związane z uleganiem władzy rodziców, bardzo często stosują te same mechanizmy w stosunku do swoich dzieci. Powielają wtedy – zazwyczaj nieświadomie – znaną z wojska zasadę fali przemocy: młodzi mają przecierpieć swoje, a w przyszłości „odegrają się” na kolejnym pokoleniu.

Strategie jawne i ukryte

Oba opisane powyżej schematy nie biorą pod uwagę tej prostej prawdy, że rodzina to jeden organizm, czyli system naczyń połączonych, a każdy jego element jest ważny i potrzebuje bezpiecznie funkcjonować – dla dobra całości. Brak tej świadomości powoduje, że poszczególni członkowie rodziny, zamiast do współpracy, dążą do dominacji i rywalizują ze sobą. Czasami może to być surowy ojciec, czasami skupiony na sobie trzylatek. Wiek i ranga są nieistotne, chodzi o to, by wyłonić zwycięzcę, który może narzucać swoje pomysły na temat tego, co i w jaki sposób ma się dziać. Przy czym rywalizować o władzę można otwartą wrogością, czyli za pomocą jawnych żądań popartych wizją kary, jaka nastąpi w razie niewykonania rozkazu („Jeśli nie wrócisz do dziesiątej, zapomnij o kieszonkowym”, „Zmyj naczynia, bo inaczej nie mam zamiaru robić obiadu”, „Jeśli nie kupisz mi chipsów, będę tupał i płakał”). Można też rywalizować, używając manipulacji – czyli o karze za nieposłuszeństwo mówić w sposób zawoalowany bądź wzbudzać w rozmówcy nieprzyjemne emocje („Jeżeli nie wrócisz do dziesiątej, to będę się martwiła, a wiesz, że mam słabe serce”, „Skoro nie chcesz mi kupić chipsów, to znaczy, że mnie nie kochasz”).

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »