Bóg nie jest groźnym policjantem

W dzieciństwie głęboko w nas ugruntowano obraz karzącego Boga. Praktyka medytacji służy doświadczeniu fundamentalnej zmiany tego obrazu. Dopiero wtedy Dobra Nowina nabiera sensu. Kontemplowanie boskiej tajemnicy pozwala odkryć Boga bez przemocy – mówi ojciec Laurence Freeman stojący na czele Światowej Wspólnoty Medytacji Chrześcijańskiej.
Światowa Wspólnota Medytacji Chrześcijańskiej (World Community for Christian Meditation), którą ojciec kieruje, przywraca chrześcijaństwu tradycję medytacji, szczególnie zapomnianą w chrześcijaństwie zachodnim. Mamy dziś do czynienia z prawdziwym jej renesansem. Czym jest medytacja chrześcijańska?

reklama

– Przede wszystkim nie jest przywilejem garstki wybranych. U wszystkich chrześcijan istnieje potrzeba doświadczenia kontemplacji. Celem medytacji chrześcijańskiej jest dojście do jedności z Chrystusem.

Chrześcijaństwo niesie w sobie całe bogactwo różnego rodzaju modlitwy, ale słabością tradycji zachodniej jest zagubienie modlitwy medytacyjnej. Chrześcijanie zatracili ten wymiar w swoim życiu. A przecież dzięki medytacji praktyki religijne stają się czymś większym niż obowiązek określający tożsamość. Medytacja pogłębia naszą wrażliwość religijną. Medytując, odbywamy podróż od umysłu do serca. I jak każdą podróż, tak i tę lepiej odbywać z innymi ludźmi, bo otwiera nam to oczy na mistyczną tajemnicę wspólnoty. W dobie rosnącego indywidualizmu jest to olbrzymia wartość.

– Co się dzieje z psychiką osoby medytującej?

– Medytacja ma swój wymiar psychologiczny, prowadzi do uzdrowienia, choć nie należy jej utożsamiać z psychoterapią. Pierwsi chrześcijanie mówili o Jezusie jako o najlepszym nauczycielu. Przecież On ciągle pyta: Czego i kogo szukasz? To podstawowe pytania dotyczące każdego z nas, pozwalające nam zyskać samoświadomość. Jeden z Ojców Pustyni mawiał:

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »