Kąpiel w dźwiękach gongów

Mirosław Iwański

Jak zanurzyć się w dźwięku i zaznać ukojenia pomiędzy snem a jawą? Z mistrzem gry na gongach Sławomirem Sówką rozmawia Katarzyna Droga.
– To nie jest tak, że rodzimy się szczęśliwi albo nie, mamy świetnego partnera albo nie. Wszystko musimy sobie wypracować. Obserwuję to od wielu lat. Każdy może być szczęśliwy i ja w to wierzę…

reklama

Taką optymistyczną tezę słyszę od Sławomira Sówki, biotechnologa, człowieka, który dziesięć lat spędził w służbie nauki, w laboratoriach uniwersytetów wiedeńskich i amerykańskich. Zamknął ten rozdział – dziś gra na gongach niekonwencjonalną muzykę o niepowtarzalnym nastroju, jest założycielem Fundacji Mars Wenus i Zdrowie.

Siedzimy w kawiarence na Krakowskim Przedmieściu. Historia lubi się powtarzać, bo Sławomir Sówka wspomina, że jego pierwszy kontakt z tematem gongów miał miejsce w podobnej scenerii. Wirtuoza gry na gongach Dona Conreaux poznał w małej kafejce w Nowym Jorku. Było to siedem lat temu.

– Siedzieliśmy w tej kawiarni – mówi – ludzie opowiadali o gongach, a ja ze swoim wykształceniem technicznym pukałem się w głowę. Nie mówiłem nic głośno, a co myślałem… Ale zainteresował mnie człowiek – Don Conreaux. Zaprosiłem go do Wiednia, chciałem to badać.

Don Conreaux jest reżyserem, nauczycielem jogi kundalini, zajmuje się grą na gongach od 40 lat. To on odkrył moc i magię gongu dla cywilizacji Zachodu.

Zastanawiam się: dlaczego taki koncert nazywa się kąpielą? Chodzi o oczyszczenie?

– Bo kąpiele w gongach są jedną z dróg do tego, by się odnaleźć – słyszę w odpowiedzi. – Gongi zabierają cię w unikalną podróż dźwiękową. Oczyszczenie, tak, ale też zanurzenie się w muzyce. Kompletne odłączenie od codziennych spraw. Swoisty paradoks – bo umysł odbiera z zewnątrz intensywne dźwiękowe bodźce, a zarazem pogrąża się w głębokiej ciszy. Na początku słyszysz

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »