Muzycznie nastrojeni

Dzięki Hawkwind czuję nadludzką moc. Filmowy temat „Gonna Fly Now” sprawia, że rosną mi skrzydła. Louis Armstrong daje wiarę, że świat jest cudowny. Zmysłowy głos Roisin Murphy odnajduje mnie w ramionach dziewczyny. Fela Kuti odkrywa rytm w każdym ruchu, a Brian Eno inny wymiar w każdym obrazie.
Działanie na nastrój człowieka zawsze było podstawowym celem muzyki. Na pewno tej, którą tworzył człowiek. Nie będziemy tu dzielić dźwięków na sztuczne i naturalne, głosy i odgłosy. John Cage powiedział, że nie ma ciszy – wszystko jest muzyką. A każdy dźwięk ma wielką moc.

reklama

Ewolucja dźwięku

Tak było zawsze. Już ludzie pierwotni śpiewali i grali na instrumentach perkusyjnych, imitując dźwięki zwierząt i przyrody. W ten sposób świętowali, wznosili modły, dodawali sobie odwagi i ostrzegali przeciwników. W kolejnych epokach kanon estetyczny, wynikający ze zmian stosunku człowieka do życia, religii, przyrody, kultury, narzucał kompozytorom ramy, w których mogła poruszać się ich sztuka. Tylko nieliczni potrafili się z tych ram wyłamać – to ich pamiętamy do dziś.

Dzięki możliwości rejestrowania i odtwarzania muzyki, stała się ona coraz bardziej dostępna i popularna. Kiedyś można było jej słuchać tylko na żywo, teraz można schować ją do kieszeni. To z jednej strony odbiera jej walor niepowtarzalności i poczucia wspólnoty, z drugiej – dodaje prywatności – daje złudzenie posiadania jej na własność. Czasem jednak to ona przejmuje kontrolę – szczególnie, gdy jest głośna i musimy słuchać jej wbrew swojej woli.

Recepcja wielowymiarowa