Pomyślę o tym jutro

Zwlekanie dzieli się na ogół na dwa etapy. Pierwszy to impuls, by przełożyć jakąś sprawę na później. Drugi etap następuje zaraz po pierwszym. Człowiek tłumaczy sobie, że później znaczy lepiej. Paradoksalnie, częste wymyślanie wymówek i fałszywych usprawiedliwień pochłania więcej energii, niż potrzeba do wykonania odkładanego zadania.
Jak długo można zabierać się do pisania artykułu? Najpierw nie mogłam zacząć, bo właśnie wróciłam z wakacji. A przecież nie da się tak od razu zabrać do pracy… Musiałam trochę po urlopie odpocząć. Podczas gdy termin oddania zbliżał się nieubłaganie, ja zajmowałam się rozpakowywaniem rzeczy i doprowadzaniem mieszkania do porządku. Gdy wreszcie udało mi się ogarnąć wszystkie sprawy, okazało się, że nadszedł weekend. Letnie weekendy nie służą siedzeniu w domu – lepiej pojechać na Mazury… W poniedziałek doszłam do wniosku, że wtorek będzie idealny. Wtorek minął niepostrzeżenie, a w środę rano uznałam, że mogłabym napisać artykuł na nowym laptopie. Tylko że on nie ma jeszcze zainstalowanego systemu… Zabrałam się więc do instalacji.

reklama

W końcu zirytowana na samą siebie zmusiłam się, żeby zasiąść do pisania. Nawet jednak to nie przeszkodziło mi jeszcze pięć razy sprawdzić poczty, przejrzeć internetowego wydania gazety i spędzić kwadransa na jedzeniu drugiego śniadania. Gdy przeanalizowałam cały ten proces zabierania się do pracy, dotarło do mnie, że usprawiedliwianie mojego zwlekania opanowałam do perfekcji. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że zwlekanie jest stałym elementem mojego życia.

Zwlekanie czy strategia?

Ludzie zwlekają z różnych powodów. Może to być niska tolerancja na frustrację i uciekanie przed dyskomfortem, brak pewności siebie, warunkowe poczucie własnej wartości lub perfekcjonizm.
Nie zawsze odkładanie spraw na później ma charakter zwlekania. Powolne działanie ma sens wtedy, gdy wkraczamy na nieznany obszar. Gdy np. postanawiamy kupić samochód, warto na
spokojnie przyjrzeć się ofertom na rynku, porównać je z własnymi potrzebami i możliwościami
finansowymi, niż tak po prostu udać się do najbliższego salonu i kupić pierwsze lepsze auto. W takim przypadku to raczej strategiczne opóźnienie. Prawdziwe zwlekanie to sztuka czynienia spraw większymi, niż naprawdę są, do momentu, gdy staną się czymś więcej, niż powinny.

Czyhające zagrożenia

Każdy zwlekający odczuwa skutki swojego działania. Niekiedy wydaje mu się, że konsekwencje dotyczą tylko jego osoby. Takie skutki dużo łatwiej usprawiedliwić przed samym sobą. Właśnie dlatego kwestie dotyczące rozwoju osobistego leżą z reguły odłogiem. Przecież nikt (poza mną) nie cierpi z tego powodu, że obiecałam sobie schudnąć, ale jeszcze nie zaczęłam diety ani ćwiczeń, ani z powodu tego, że od 10 lat nie zaczęłam się uczyć angielskiego („może w przyszłym roku – w tym już nie mam kiedy”). Najdotkliwszy może się okazać moment uświadomienia sobie,

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »