Religia potrzebna od zaraz

Kabała czy Kościół Scjentologiczny? Piekło czy reinkarnacja? Modlitwy czy mantry? Wybór należy do nas. Czyżby? Czy bogactwo systemów religijnych i wyznań, które możemy przyjąć, rzeczywiście nas duchowo ubogaca?
„Możesz jeść na śniadanie muesli z rodzynkami, curry na obiad, a sashimi na kolację; możesz słuchać opery, jazzu, reggae lub juju; możesz zostać chrześcijaninem, ateistą, buddystą albo wyznawcą sufizmu” – pisze Gordon Mathews w „Supermarkecie kultury”. Zdaniem profesora antropologii, w epoce globalizmu zwiększyła się nie tylko podaż płatków śniadaniowych i ilość programów w kablówce, ale także wyznań. Niektórzy korzystają z tej obfitości, sięgając po egzotyczne produkty. Czy ów nadmiar może okazać się szkodliwy?

reklama

Ciągle w drodze

– Chodziłam do szkoły katolickiej, interesowałam się buddyzmem tybetańskim, medytacją transcendentalną… więcej grzechów niepamiętam – śmieje się Joanna Draus. Ma 40 lat, trójkę dzieci i uczy w Barcelonie angielskiego. Siedemnaście lat temu jej partner słuchał w radiu audycji o buddyzmie zen. Kupili książkę „Trzy filary zen” Philipa Kapleau, zaczęli medytować w domu, potem poznali innych praktykujących, zaczęlijeździć na odosobnienia. Od tej pory Joanna jest buddystką.

– Dla mnie życie bez duchowości jest bardzo trudne – mówi. – Więc szukałam, próbowałam i w końcu trafiłam. Zen to był strzał w dziesiątkę. Zarówno treść, jak i forma niesamowicie miodpowiadają. Mam dość logiczny umysł i zen jest właśnie taki: logiczny,prosty i surowy. Nie ma w nim żadnej wiary na słowo – wszystko trzeba samemuprzeżyć i sprawdzić.

Joanna nie jest jedyną osobą, która szuka religii na własną rękę. Wielu Europejczyków łaknących nowej wiary trafia do wspólnot buddyjskich, do Kościoła Scjentologicznego czy Kabbalah Centre, zdarza się też, że już jako dorośli świadomie decydują się na islam czy judaizm.

W tym, że człowiek nie przejmuje bezkrytycznie światopoglądu rodziców, nie widzi nic dziwnego Iwona Ring, psycholog z Pracowni Psychologicznej Ego: – Mamy tendencję do negowania wartości wyznawanych przez poprzednie pokolenie. Chcemy zbudować coś nowego, swojego. Może to dotyczyć także duchowości. Jeśli to, co jest blisko, czyli na przykład religia katolicka, kogoś rozczaruje, bo wyda się mało duchowa, będzie szukać tej głębi w innych, czasem bardzo odległych kulturach – mówi.

Czy koniecznie trzeba ją odnaleźć? – Już samo szukanie wzbogaca, pozwala zastanowić się nad sobą i nad tym, czego nam potrzeba, żeby żyć pełniej, prawdziwiej – uważa Ring.

Historyk literatury Anna Sobolewska również dostrzega dobre strony takich podróży. „Poznawanie nieetnicznych religii to po prostu szukanie duchowej ojczyzny” – pisze w „Mapach duchowych współczesności”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »