Umysł gotowy do zbrodni

Corbis

Przykładny obywatel, odpowiedzialny ojciec, miły sąsiad w określonych okolicznościach staje się ludobójcą. Na szczęście to historia – myślimy. Ale psychologia przestrzega przed powtórkami z historii.
Kiedy oglądamy filmy na temat Holocaustu i II wojny światowej, nie mamy wątpliwości, kto jest zły, a kto dobry. Źli noszą nazistowskie mundury i zabijają, dobrzy ratują Żydów i działają w partyzantce. Niepokój rodzi się na widok postaci niejednoznacznych, jak choćby Hanna Schmidt – bohaterka książki Bernharda Schlinka „Lektor”, a także filmu Stephena Daldry’ego. Chłopak, który pokochał ją w czasie wojny, po latach poznaje mroczną stronę życia swojej dawnej kochanki – strażniczki nazistowskiego obozu dla kobiet. Ta historia przeraża: ludzie, których kochamy, mogą okazać się zbrodniarzami? Może i my? W czasach pogardy bylibyśmy oprawcami czy ofiarami? Co o tym decyduje? Harald Welzer, psycholog społeczny, autor książki „Sprawcy”, przestrzega, że lepiej mieć ograniczone zaufanie do własnych przekonań moralnych.

reklama

Potwór czy everyman?

To, co poraża w Hannie Schmidt, to jej spokój, kiedy relacjonuje przed sądem obozowe wydarzenia oraz jej niewzruszona pewność słuszności decyzji, bo nie miała wyboru, bo wykonywała tylko swoje obowiązki…

Hanna Arendt, niemiecka filozofka i publicystka uczestniczyła z kolei jako obserwatorka w toczącym się w Jerozolimie procesie jednego z największych zbrodniarzy XX wieku – Adolfa Eichmana. Ale zamiast „potwora” zobaczyła w Eichmanie „gryzipiórka”, urzędnika sumiennie wykonującego swoje zadania. Stwierdziła z grozą, że największe zbrodnie podczas wojny popełniali nie zwyrodnialcy, ale właśnie normalni, zwykli ludzie. Arendt zwiodła postawa Eichmana, który właśnie tak chciał zostać odebrany – jako wierny żołnierz swojej ojczyzny. W toku procesu, a także dalszych badań jego biografów udowodniono mu że nie „tylko” wypełniał rozkazy, ale wykazywał się sporym zaangażowaniem i pomysłowością w swojej „pracy”. Niemniej on sam cały czas uważał się za porządnego człowieka. Nie sprzeniewierzył się wewnętrznemu kodeksowi

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »