Usłyszeć siebie: praca z własnym głosem

123rf.com

Osoby, które nie lubią swojego głosu, najczęściej nie lubią siebie – mówi Aneta Łastik, pieśniarka i pedagog. Jej zdaniem praca nad głosem pozwala odzyskać samoświadomość i odnaleźć kontakt z Wewnętrznym Dzieckiem.
Na co zwraca pani uwagę, słuchając, jak ktoś śpiewa?

Dla mnie ważne jest, by dźwięk wyrażał człowieka, był jego kartą wizytową. Głos sięga dalej niż ręka, nawet dalej niż nasz wzrok. Każdy człowiek ma takie dni, kiedy czuje, że nie powinien do nikogo dzwonić, bo nic nie załatwi albo jeszcze z kimś się pokłóci. A następnego dnia załatwi wszystko. Wiemy, kiedy czujemy się nieswojo i słychać to w naszym głosie. Od artysty, piosenkarza czy aktora oczekuję tego, by swoim słowem zabrał mnie w jakąś podróż. Jak ostatnio Derek Jacobi, którego miałam ogromną przyjemność oglądać na deskach londyńskiego teatru. Aby tak działać na ludzi, trzeba wiedzieć, kim się jest. Dziś wszystko jest tak ujednolicone, że nie wiemy, kto gra czy śpiewa. Jakby to powiedziała Halina Mikołajska: gdy jest na scenie osobowość, to nawet jeżeli nie zna kunsztu aktorskiego, robi wrażenie. Natomiast gdy człowiek pozbawiony silnej, wyraźnej osobowości ZACHOWUJE SIĘ na scenie zamiast grać – to jest koszmar. Mnie się wydaje, że większość dzisiejszych artystów „się zachowuje”, a nie JEST wielkimi osobowościami.

Jak wpadła pani na pomysł metody pracy z głosem?

Najpierw przeżyłam osobiste doświadczenie. Moje ciało buntowało się przeciwko temu, co robili w szkole profesorzy, ćwicząc mnie na sopran koloraturowy, ale nie było wtedy kultury słuchania własnego ciała. Szczęśliwie, nie byłam zbyt solidna w tych ćwiczeniach i dzięki temu nie zniszczyłam sobie głosu doszczętnie, bo – jak się później okazało – sopranem to ja nie byłam i nie będę. Niemniej jednak wyuczona, całkiem nieźle śpiewałam i wszystkim się podobało, tylko nie mnie. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego. Kilka lat potem, kiedy już odnalazłam swój głos, zaczęłam zauważać, że ma on wiele wspólnego z emocjami i wewnętrznymi blokadami. Wspomnę, że moją pierwszą pasją jest praca pedagogiczna. Swoistym objawieniem było, kiedy podczas ćwiczeń z pewną Francuzką, która strasznie forsowała, głos, nagle, pod wpływem impulsu, powiedziałam jej: „Potraktuj swój głos, jakby to było dziecko. Najpierw go poobserwuj, naucz się go, a potem możesz z nim coś zrobić”. I ona jakoś „zaskoczyła” – to, co z niej wyszło, było bardzo pięknym dźwiękiem, pojawiło się też wzruszenie. Zapytałam ją wtedy: „Kto tak cię ciągle goni?”. Odpowiedziała: „Moja mama”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »