Wybór należy do Ciebie

Kubuś Fatalista twierdził, że wszystko jest zapisane w gwiazdach. Psychologowie kręcą głowami, mówią: to brak wiary w siebie… A ty myślisz: wyjechać czy nie? Zwykła decyzja potrafi stać się udręką.
Kultura konsumpcyjna mówi wyraźnie, że mamy prawo wyboru. Oszukuje! Bezwzględnie narzuca nam wzory sukcesu i szczęścia, a nawet to, na co powinniśmy mieć ochotę. Religia odwołuje się do wolnej woli, ale Kościół mówi jasno, czego nie wolno. A my sami? Co i jak wybieramy? Czemu bywa to takie trudne? A co jeśli wybraliśmy źle? Jak nie żyć w cieniu błędnej decyzji sprzed lat? Jak uniknąć pomyłki? Czy zrzucając odpowiedzialność na los?

reklama

– Adaś Miauczyński, bohater filmów Marka Koterskiego, dokonuje wyborów stosując strategię losową – uśmiecha się Mateusz Gola z warszawskiego ośrodka „Ogród Zmian”. – Pamiętam tę scenę: myśląc, czy jego małżeństwo będzie udane, czy nie, rzuca czymś do kosza: jeśli trafi – uda się! Nie trafia, ale mimo to nie zmienia decyzji o ślubie. Kieruje nim lęk, bo wybiera między kobietą (nie tą idealną) a samotnością (której nie chce). Czy Adaś ma szanse być szczęśliwy z żoną? Bez zmiany sposobu myślenia – nie. Bo jeśli decyzję narzuca nam lęk, skupiamy się na negatywnych aspektach tego, co wybraliśmy, i idealizujemy to, co odrzuciliśmy. Adaś myśli, że kocha inną kobietę, Małgorzatę, której doskonałość tak go przestraszyła, że uciekł. I taka właśnie sytuacja stanowi największe zagrożenie – bo jesteśmy skłonni najdłużej roztrząsać właśnie te wybory, których nie podjęliśmy – dodaje Mateusz Gola.

Przypadek 1

Ojciec nie dyrektor

Tomek: „Tata zawsze mówił, że trzeba być dwa stopnie wyżej niż reszta, żeby się z tobą liczyli. I tak robił. Przyjechał z Pomorza na Śląsk. Szybko dostał własne mieszkanie i jako pierwszy w rodzinie kupił telewizor, a potem samochód. Gdy miałem czternaście lat, zaproponowano mu posadę dyrektora. Odmówił, nie chciał podjąć ryzyka. – Kiedy jest już stabilność, to się jej nie porzuca. Jeśli zaryzykujesz, żeby mieć więcej, możesz wszystko stracić – powiedział. Nie uznałem tego za tchórzostwo, ale pomyślałem, że fajnie byłoby mieć ojca dyrektora. Wiedziałem, że podjął świadomą decyzję, ale często do tego wracał. Czy żałował? Nie, nawet podejrzewałem, że miał intuicję, żeby nie brać tej pracy. Rok później doszło w tym zakładzie do katastrofy, zginęli ludzie, winą obarczono dyrektora…

Myślę, że los ojca długo powstrzymywał mnie przed podejmowaniem ryzyka. Pracowałem, miałem mieszkanie, żonę. Wszystko się zmieniło, kiedy w 30. urodziny rozwiodłem się. Kolega z liceum zaproponował mi spółkę. Podjąłem ryzyko. Zajęliśmy się produkcją i handlem. Pierwszy duży projekt przyprawił mnie o siwe włosy – paraliżował mnie lęk, że wszystko stracę. Co noc śniła mi się śmierć i ruiny. Ale rano zaciskałem zęby i szedłem dalej. I nie żałuję, zarobiłem tyle, ile ojciec przez pięć lat. Kumpel powiedział: idźmy dalej. A ja odkryłem, że ryzyko, duże inwestycje – to jest to. Wtedy wyzwala się we mnie adrenalina, chęć rywalizacji, czuję smak życia”.

Jak ocenić wybory syna i ojca?

Mateusz Gola: Nie możemy obiektywnie powiedzieć, że dana decyzja jest dobra czy zła. Ocena zależy od perspektywy. A ta jest inna dla ojca, inna dla syna. Tego drugiego przekonania ojca mogą hamować. Wychowany przez mężczyznę ceniącego małą stabilizację będzie długo ważyć

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »