Sekret, który jest dla nas ciężarem…

fot.123rf

Potrafi zniszczyć dobrą relację, spokój ducha, a nawet czyjeś szczęście. Ale też nadaje życiu kolor i smak. Pociąga i ekscytuje. Co jednak, gdy ciężar tajemnicy okazuje się nie do zniesienia? Czy więcej pożytku przyniesie jej ujawnienie, czy dotrzymanie? Docieka psycholog Ewa Klepacka-Gryz.
Dokładnie pamiętam moment, w którym po raz pierwszy poznałam ciężar tajemnicy. Miałam pięć lat i koleżanka z podwórka powiedziała mi coś ważnego w sekrecie, na koniec dodała: „Tylko przysięgnij, że nie powiesz swojej mamie ani nikomu”. Wstyd się przyznać, ale nie potrafię dziś powiedzieć, jaką to tajemnicę powierzyła mi przyjaciółka, pewnie nic wielkiego, za to doskonale pamiętam, jak wiele wysiłku kosztowało mnie zachowanie jej w sekrecie przed mamą. Pierwsza tajemnica, którą w dzieciństwie zobowiązujemy się zachować tylko dla siebie, to pierwszy ważny krok separacyjny, rytualne wyjście z domu rodzinnego. Nagle ktoś spoza rodziny, najczęściej rówieśnik, staje się dla nas ważniejszy od mamy i taty. Po tym pierwszym razie przychodzą kolejne sekrety i tajemnice, a z osobami, z którymi je dzielimy, zaczyna nas łączyć szczególna więź. Donna Tartt, autorka powieści „Szczygieł”, twierdzi, że tajemnice są pociągające właśnie dlatego, że to jedna z nielicznych, dziecinnych praktyk, które zachowujemy w dorosłym życiu.

reklama

Uważa się, że tajemnicze kobiety są atrakcyjne dla mężczyzn, a mężczyźni, którzy potrafią milczeć w sprawie byłych związków, mają klasę. Kto nie uwielbia sekretów niespodzianek? Posiadanie tajemnicy sprawia, że czujemy się kimś wyjątkowym. Kiedy ktoś powierzy nam swój sekret, czujemy się wyróżnieni, bo dzielenie się tym, co poufne, jest wyznacznikiem bliskości relacji. Ale tajemnice bywają także ciężarem, nawet dla terapeutów.

Kilka lat temu moją pacjentką była kobieta, która miała romans z mężem swojej siostry bliźniaczki. Pół roku po zakończeniu terapii przypadkowo trafiła do mnie siostra pacjentki. Już na pierwszej sesji opowiedziała, że podejrzewała męża o zdradę, ale siostra wybiła jej to z głowy, a teraz mąż zabronił jej kontaktów z siostrą. Nie byłam w stanie z nią pracować, poleciłam jej innego terapeutę.

Łączy czy dzieli?

Wspólna tajemnica łączy, czasem bardziej niż pozytywne wspomnienia. A nawet zbliża. W dość zaskakujący sposób przekonała się o tym Iwona, która zgłosiła się do mnie z powodu nowej szefowej. – Ta kobieta się na mnie uwzięła – powiedziała. – Nie rozumiem, dlaczego postanowiła zniszczyć właśnie mnie. Zabiła mój zapał do pracy. Przez nią czuję się jak idiotka, która do niczego się nie nadaje. Chyba muszę odejść z firmy. – A może to w ogóle nie chodzi o ciebie? – spytałam ją wtedy.

Kilka tygodni później Iwona powiedziała mi, że szefowa zdradziła jej swoją tajemnicę. Na wyjeździe integracyjnym dzieliły pokój i jakoś tak zebrało im się na zwierzenia. – Po tym wszystkim patrzę na nią inaczej, rozumiem ją i nawet jej współczuję. – Co to dla ciebie znaczy, że tajemnicę powierzyła właśnie tobie? – zapytałam. – Czy czujesz ulgę, czy raczej ciężar? – Jeszcze nie wiem, ale miała pani rację, mówiąc, że to w ogóle nie chodziło o mnie.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »