Smutek: o czym nas informuje?

fot.123rf

Zygmunt Freud twierdził, że naszym życiem kierują dwa podstawowe popędy: do przyjemności oraz do unikania cierpienia i bólu. Nic więc dziwnego, że radość i smutek to najwięksi przeciwnicy, którzy toczą w nas nieustającą walkę. Czy rzeczywiście muszą być w stosunku do siebie w kontrze?
We wczesnym dzieciństwie przyjemność i cierpienie odczuwamy całym ciałem. Przyjemność to rozluźnienie, otwarcie, spokój i bezpieczeństwo, cierpienie to napięcie, zamknięcie, mobilizacja. Słowo emocje (emotion) oznacza ruch „od” czegoś (unikanie) czy „do” czegoś (dążenie), ruch, który rodzi się z przyjemności lub z bólu. Wraz z rozwojem świadomości nasz emocjonalny kalejdoskop rozszerza się o kolejne, bardziej wysublimowane doznania, emocje przekształcają się w myśli, a doznania w ciele oddzielają się od głowy. Nasze odczucia zaczynają być kojarzone z konkretnymi wydarzeniami: lęk z jakąś przykrą sytuacją, złość – z faktem naruszenia naszych granic. W ten oto sposób zaczynają się tworzyć nasze osobiste historie, np. „Zawsze spotykam mężczyzn, którzy mnie odrzucają”. Utrwalone w głowie coraz bardziej odcinają nas od doznań w ciele. Chcąc nie przeżywać trudnych emocji, zastanawiamy się, co zrobić, by uniknąć sytuacji sprawiających cierpienie: „Skoro w związkach zawsze prędzej czy później zostaję zraniona, to może lepiej nie wiązać się na stałe?”. Za cenę uniknięcia cierpienia wyrzekamy się również radości i przyjemności. Bywa, że przestajemy czuć cokolwiek.

reklama

Przeżywanie smutku i trudnych emocji

Pudełko chusteczek – nieodłączny atrybut psychoterapeuty – to postrach wielu pacjentów. „Ojej, chusteczki, czy wszyscy pani pacjenci płaczą na sesjach?”, „Ja jestem twarda, na pewno się nie rozpłaczę”. Większość ludzi pojawiających się w gabinecie psychologa wstydzi się swoich łez. Płacz kojarzy nam się ze słabością, rezygnacją, obnażeniem i przede wszystkim – depresją. Nawet pogrążeni w największej rozpaczy staramy się ukryć smutek. Opuszczone ramiona, usztywniona szyja, zamknięta klatka piersiowa, zaplecione nogi, twarz jak maska, uśmiech przez zaciśnięte usta i oczy bez wyrazu – tak często wygląda człowiek, który po raz pierwszy pojawia się w moim gabinecie. A kiedy pytam: „Smutno ci?”, pacjent próbuje przyjąć pozę pewności i zaczyna snuć swoją historię: „Jestem DDA, w dzieciństwie byłam molestowana, nie mam pracy, komornik wszedł mi na konto, ale… jakoś sobie radzę, nie jest ze mną jeszcze tak źle, pewnie inni mają gorzej…” . Czasami, kiedy słucham podobnych opowieści, serce pęka mi z żalu i współczucia, i to nie tylko z powodu przerażającej treści, ale dlatego, że ten cierpiący człowiek tak bardzo jest odcięty od swojego cierpienia i smutku.

Wolimy opowiadać smutne historie niż przeżywać smutek. Jakbyśmy łudzili się, że smutek widziany na twarzy naszego rozmówcy w jakiś magiczny sposób zmniejszy nasze cierpienie. Niekiedy nawet nazywamy nasze uczucia: „Tak, jest mi smutno”, ale to smutek z głowy, smutek, który nie ma żadnego połączenia z odczuciami w naszym ciele. Kiedy czasami zadaję pytanie: „Jak i gdzie w ciele odczuwasz swój smutek? Opisz mi, jakie to doznanie”, w oczach pacjenta widzę zdziwienie. Większość osób, które trafiają do mnie w wyniku traumatycznych wydarzeń, jest już po wizycie u psychiatry, leczonych antydepresantami, znieczulonych na smutek i wszystkie trudne emocje.

Smutek kontra radość

To tytuł amerykańskiego, animowanego filmu wytwórni Pixar. Motyw przewodni to historia 11-letniej Riley, która razem z rodzicami przeprowadza się z Minnesoty do San Francisco. Traci przyjaciół, ukochaną grę w hokeja, stary dom i zmaga się z nową szkołą, nieakceptacją kolegów i na dodatek z trudami dojrzewania. Równoległym wątkiem są przygody jej emocji: Radości, Strachu, Odrazy, Gniewu i Smutku. W centrum dowodzenia (umyśle dziewczynki) prym wiedzie oczywiście Radość (zgodnie z teorią popędów Freuda). Pozostałe „negatywne” uczucia czasami bywają dopuszczane do głosu, np. Strach chroni przed potknięciem się o przeszkodę, a Odraza – przed zjedzeniem pizzy z brokułami. Pani Smutna jest wyraźnie na cenzurowanym: „Nie rusz, nie dotykaj, zostaw, odejdź stąd” – Radość ma z tą upartą personą pełne ręce roboty. Ilekroć Riley poczuje się smutna, Radość natychmiast ją rozwesela: przywołuje radosne wspomnienia, przypomina ukochanego Przyjaciela z Dzieciństwa, zamyka Smutną w Kole Smuteczków i nie pozwala z niego ruszać się ani na krok. Ale jak tu się radować, kiedy w świecie dziewczynki jest tyle przykrych wydarzeń? Gdy rozdźwięk pomiędzy realnością i uczuciami staje się nie do pogodzenia (zupełnie jak w życiu), w uczuciach Riley robi się totalny chaos; Radość i Smutna pogrążone w walce wypadają z centrali dowodzenia, a przy pulpicie sterowniczym zaczynają rządzić Gniew, Strach i Odraza… Nietrudno przewidzieć, co stało się dalej. Zdezorientowana dziewczynka postanawia uciec z domu i wrócić do ukochanej Minnesoty. W autobusie pogrąża się w depresji – przestaje czuć cokolwiek.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »