Sposób na sukces. Wytrwałość w działaniu

123rf.com

Patrzymy na ludzi, którym – naszym zdaniem – jest lepiej. Podziwiamy ich, a czasem im zazdrościmy. „Tym to się udaje” – myślimy. Nie zauważamy, że oni podejmują wyzwania, ryzykują. Jak wyjść z własnego kokonu i zrobić krok do przodu – wyjaśnia coach Karolina Cwalina.
Czytam o ludziach sukcesu. Żyją, jak chcą. Spełniają swoje marzenia. Myślę: „Ci to mają dobrze, szczęściarze”. Typowe?

reklama

Tak, to dość typowe myślenie dla osób, które tylko chcą coś zmienić, ale tego nie robią. Żyją marzeniami i zastanawiają się, czemu sami nie mają tak dobrze, przecież są równie zdolni. Tyle że oni patrzą tylko na efekt końcowy. Nie zauważają wysiłku, pracy i wewnętrznej motywacji innych. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, przez co musieli przejść tzw. ludzie sukcesu. Ile musieli dać z siebie, ile własnego czasu i energii poświęcić. Każdy sukces wymaga ciężkiej pracy, nic samo z siebie nie przychodzi. Oczywiście, możemy liczyć na szczęście, ale to już co innego. A bez pracy nie ma kołaczy, jak mówi mądrość narodu.

Znam wiele utalentowanych osób, które nie umieją ruszyć z miejsca. Nawet jeśli mają ambicje, marzenia. Z czego to wynika?

Może nie potrafią wyjść poza strefę komfortu? Wszystkie dobre rzeczy zaczynają się poza nią. Często żyjemy w kokonie. Patrzymy na ludzi, którym – naszym zdaniem – jest lepiej. Podziwiamy ich, czasem też im zazdrościmy. Nie zauważamy, że ci, którzy coś osiągają, podejmują wyzwania, ryzykują. Nie mówią: „To nie dla mnie, nie potrafiłbym, nie mogę sobie na to pozwolić”.

Wielu z nas nie docenia czyjejś ciężkiej pracy. Komentujemy: „Ona ma znajomości, wsparcie rodziców, lepszy start”, „Z taką urodą to nic dziwnego”.

To doskonałe wytłumaczenie dla naszego braku aktywności. Wiara, że inni osiągają sukces dzięki szczęściu, pozwala nam czuć się bezpiecznie, usprawiedliwia brak działania. W końcu sukces i szczęście to coś „zewnętrznego”. Nie zależy od nas.

A może są też temu trochę winne bajki? W nich zawsze szczęście jest prezentem od losu – książę się zakochuje, Kopciuszek spotyka wróżkę i z dnia na dzień ich świat się odmienia.

A rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Popatrz na tych, którzy coś osiągnęli. Jeśli przeanalizujesz ich drogę życiową, zobaczysz trudne doświadczenia, determinację, ciężką pracę.

Milton Erickson, znany psycholog, obserwował ludzi, którzy osiągnęli doskonałość w różnych dziedzinach, m.in. skupił się na muzykach. Według niego decydująca różnica pomiędzy ich poziomem gry była ściśle powiązana z tym, ile godzin poświęcili na samodzielne ćwiczenia. Nie ma żadnych naukowych dowodów, że można uzyskać świetne wyniki bez ciężkiej pracy – i dotyczy to każdej sfery życia.

Rozmawiałyśmy jakiś czas temu o tym, jak ważne jest, żeby ustalić cel, znaleźć drogę, którą chcemy podążać. Gdy to się stanie – jesteśmy podekscytowani i przekonani, że na pewno musi się udać. A przecież nie zawsze tak jest od razu.

Oczywiście, że nie. I to jest coś, co zawsze powtarzam. Moja firma „Sexy zaczyna się w głowie” powstała dzięki narzędziu coachingowemu, nazywanemu strategią Disneya. Walt Disney mówił, że jeśli umiesz marzyć, to potrafisz też coś osiągnąć. Ale nie możesz wierzyć, że samo się zrobi. Cel bez planu to tylko marzenie. On sam podczas planowania swoich działań przechodził przez trzy etapy: marzyciela, realisty i krytyka. Na początku uruchamiał wyobraźnię, tworzył wspaniałe wizje tego, co chce osiągnąć. Potem przechodził do etapu realisty. Zastanawiał się, ile z tego, co sobie wymarzył, jest możliwe do zrealizowania. Czego potrzebuje, by to osiągnąć. Czy dysponuje wystarczającymi zasobami, czasem, ludźmi. Kiedy miał już pełen i konkretny obraz celu, przechodził do ostatniego etapu – krytyka. W tym momencie starał się znaleźć potencjalne przeszkody, szukał słabych punktów swojego planu, miejsc, gdzie jest ryzyko niepowodzenia. Na końcu, oczywiście, jest działanie.

Śmieję się, że u mnie pierwszym etapem jako wykonawcy było zarejestrowanie działalności i pójście do ZUS-u. Niestety, nie wszystko jest takie piękne, jak się wydaje przy zakładaniu swojego biznesu. Dopiero potem rozpoczyna się walka. Dlatego łatwo mówić, że mi się udało, a tak naprawdę codziennie napotykam przeszkody. Ode mnie zależy oczywiście, jak je pokonuję, ale mam plan, cel. Czuję to i się nie poddaję, bo jestem cały czas nakręcona tym działaniem.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »