Jak kształtuje się nasza kobiecość?

fot.123rf

Dziewczynki są wychowywane do pełnienia w przyszłości określonych ról społecznych, do bycia żoną, matką, opiekunką. Czy nie jesteśmy trochę programowane?

reklama

Tak, i to programowanie, które działa jak imprinting, czyli wdrukowanie, zaczyna się już w momencie, kiedy podczas USG rodzice dostają informację, czy na świat przyjdzie dziewczynka, czy chłopiec. Czasem nawet jeszcze wcześniej – kiedy planujemy ciążę lub na jej początku. To programowanie jest z jednej strony naturalne, bo różnice między płciami są niezaprzeczalne. Jednak z drugiej strony przez to już na etapie życia płodowego dziecka tworzymy pewne oczekiwania, planujemy mu życie. W przypadku chłopców od razu programujemy zwycięzców, wojowników, mistrzów, a o dziewczynkach myślimy sobie: „wspaniale, będę miała pomoc”, „nauczę ją gotować”. Nie wolno jednak zapominać o tym, że dziewczynka ma takie samo prawo jak chłopiec do bycia wojowniczką, do osiągania celów, sukcesów. Dlaczego kobiety wciąż mniej zarabiają niż mężczyźni? Bo same uważają za absurdalne, że mogłyby zarabiać tyle samo co oni. A to wszystko właśnie przez programowanie, które sprawia, że pewnych rzeczy nawet nie oczekujemy po sobie.

Z jednej strony programowanie ma swoje plusy, bo większości dziewczynek przydają się umiejętności przekazywane przez kobiety w rodzinie, ale chyba równie często dotyczy ono emocjonalności?

Tak, zgadza się. Inaczej kształtujemy emocjonalność u chłopców i inaczej u dziewczynek. Wciąż np. jest duże przyzwolenie na to, żeby dziewczynki mogły sobie popłakiwać, okazywać słabość, a u chłopców nie ma takiego przyzwolenia. Oni więc z kolei mają problem z okazywaniem emocji.

Niedawno byłam recenzentką pracy magisterskiej na temat związku między inteligencją emocjonalną i syndromem Dorosłych Dzieci Alkoholików (DDA). Z badań autorki wynika, że mężczyźni, którzy wychowywali się w rodzinach alkoholowych, mają wyższy poziom inteligencji emocjonalnej niż ci, którzy wychowywali się w rodzinach, gdzie problem alkoholowy nie występował. Natomiast wśród kobiet nie stwierdzono większych różnic. Skąd taki wynik? Otóż chodzi o to, że z racji tego, że ci mężczyźni dorastali w specyficznych warunkach, wykształcili w sobie lepszą zdolność do radzenia sobie z emocjami i do ich rozumienia. I zauważmy, że w tych rodzinach nie było programowania na macho, tam w ogóle niewiele się pewnie zajmowano tymi chłopcami, oni musieli sami nauczyć się rozumieć emocje własne i innych, aby zaadaptować się do trudnych warunków.

Dlatego ja bym uzupełniła oba programy – u dziewczynek oprócz przyuczania do bycia matką, kobietą, dodałabym też element samorealizacji, wygrywania, osiągania sukcesu poza życiem rodzinnym. A program chłopców do bycia zwycięzcą warto wzbogacić o bycie dobrym człowiekiem, partnerem, w przyszłości kochającym ojcem.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »