Święta po rozpadzie związku

fot.123rf

Babcia krytycznym okiem patrzy na twoją dłoń bez obrączki. Córka przy opłatku pyta, dlaczego nie ma taty, czyli twojego „eks”. Mama wzdycha wymownie, a dzieci twojego obecnego partnera ostentacyjnie nie odzywają się ani do niej, ani do ciebie. Czy w tej sytuacji można cieszyć się świętami? Można!

Na początku jest strasznie. Boisz się, że nie dożyjesz do drugiego dnia świąt. Ale potem… nie jest tak źle. Jeśli zachowasz stoicki spokój przy mamie, asertywnie odpowiesz na pytania babci i zignorujesz miny córki, w pewnym momencie może się okazać, że to najlepsze Boże Narodzenie twojego życia. Oryginalne. Zabawne. I rozwijające. Nie żartuję.

Skomplikowany układ rodzinny

„No i co robimy ze świętami?” – to pytanie pada u nas w rodzinie co roku pod koniec października. Na urodzinach mojej mamy. Do Bożego Narodzenia daleko, ale temat trzeba przegadać, bo sprawa jest skomplikowana. I brat, i ja jesteśmy po rozwodzie. Mamy po dwoje dzieci. Jego dwójka ma jedną mamę i jednego tatę, ale moja dwójka już dwóch ojców. Ja jestem singielką, podobnie jak nasza mama (tata nie żyje), ale brat ma drugą żonę. A ta druga żona swoją mamę, która… Mam opowiadać dalej? To już wyższa matematyka. I geografia, bo trzeba jakoś połączyć Kutno, Warszawę i Nowy Jork. I rozdzielić Wigilię oraz dwa dni świąt, żeby było sprawiedliwie. Zaczynamy kombinować już w październiku, żeby w grudniu jakoś się udało. Ostatecznie udaje się, ale łatwo nie jest.

– Łatwo nie jest, bo w ogóle nie jest łatwo po rozwodzie – komentuje Ewelina, moja koleżanka psycholog, która woli nie ujawniać nazwiska. Sama ma dziecko z jednego związku, ale teraz jest w drugim. Jej obecny partner też ma dziecko i wolałaby, żeby świat się nie dowiedział, że boi się świąt. – Po pierwsze, widzisz dookoła pełne rodziny i jest ci tym bardziej smutno. Możesz mieć poczucie porażki. Po drugie, jeśli masz konserwatywnych krewnych albo takich, którzy uwielbiali twojego byłego męża, zwykle pojawiają się komentarze, wyrazy współczucia albo wręcz politowania, posądzenie, że to z twojej winy się rozwiedliście, no i krytyka, bo jak można dzieciom zafundować taką traumę.

Ta ostatnia może pojawić się, nawet gdy sama nie masz dzieci, za to związałaś się z kimś, kto jest już ojcem. Tak zrobiła Dorota. Żona nr 3 Sebastiana. Dla niej porzucił żonę nr 2 i 10-letniego syna, Mateusza. Było to osiem lat temu, a Sebastian wciąż ma wyrzuty sumienia. Dorota też. Niby wie, że on sam podjął decyzję, że tamto małżeństwo nie było udane, że lepiej dla dziecka, żeby nie słuchało awantur, a jednak… wciąż się zadręcza. Zwłaszcza że teściowa traktuje ją jak powietrze i to raczej zatrute, a była żona Sebastiana (ta druga, bo pierwsza nie daje znaku życia), dzwoni do „eksa” w najmniej odpowiednich momentach (także w nocy), że ma natychmiast przyjechać, bo ona sobie z dorastającym Mateuszem nie poradzi i zaraz się powiesi. Mąż Doroty jedzie, była żona się nie wiesza, na pomysł, by Mateusz pomieszkał z ojcem i Dorotą, prycha oburzona, i tak to się ciągnie. Święta? – Wigilię spędzamy we dwoje – mówi Dorota. – Mateusz przyjeżdża w pierwszy dzień świąt, znajduje prezent pod choinką, dzielimy się opłatkiem drugi raz. Następnego dnia jedziemy do mojej mamy. A jeszcze następnego… jestem tak wykończona, że muszę wziąć wolne w pracy. Dobrze, że Boże Narodzenie jest raz w roku.

– To poczucie winy jest bez sensu – uważa Ewelina (psycholog, przypominam, bo w tym patchworku można się pogubić). – Wina za rozpad związku zawsze leży po obu stronach. A poza tym to nie zawsze jest wina. Czasem dojrzewamy, zmieniają nam się priorytety, zainteresowania, styl życia i jeśli są to zupełnie inne priorytety niż partnera, nadchodzi czas, by się rozstać. Dzieci dorastające w złym, toksycznym związku mają jeszcze gorzej niż te po rozwodzie. Warto zadać sobie pytanie: jaki ja daję im przykład? Czego ich uczę? Że trzeba się zgadzać na uczuciowy chłód, a może wręcz zdradę, lekceważenie mojego światopoglądu i stylu życia?

Przygotuj scenariusze

No dobrze, ale nawet bez tego poczucia winy święta w rodzinie patchworkowej są trudne. Bo gdy mamy piątkę dzieci, a tylko dwoje własnych (to sytuacja Izy, będzie o niej potem) i musimy jakoś dogadać się z byłymi partnerami i być może byłymi partnerkami obecnego partnera, do tego jeszcze dochodzą babcie i dziadkowie, kwestie transportu, prezentów, różnice wyznaniowe… Jak to zrobić? – Z tolerancją i empatią – radzi Ewelina. – I, o ile to możliwe, ustalając jasne zasady i każdy szczegół.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »