Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Święta: radosne czy „przemęczone“?

fot.123rf
21 grudnia 2016 in Psychologia by redakcja
Chociaż za oknem nie ma śniegu a sporo osób nie wierzy już w istnienie Świętego Mikołaja (nad czym szczerze ubolewam, bo trochę magii przydaje się w każdym wieku) to jedno pozostaje niezmienne - WCIĄŻ ZALEŻY NAM NA ŚWIĘTACH. Co więcej, zależy nam bardzo. Łatwo to dostrzec, gdy czekamy jako dwudziesty klient w kolejce do kasy, trzymając pod pachą jeszcze trzy wymarzone przez kuzynostwo prezenty i co rusz lekko posuwamy wypełniony po brzegi wszystkimi dobrodziejstwami i ekstra/super/turbo/hiper promocjami wózek.

Z wyczekiwaniem patrzymy ile jeszcze osób przed nami. Kasjerzy przybierają na ten czas niestrudzony wyraz twarzy i swoimi umiejętnościami starają się prześcignąć albo chociaż nagiąć teorie czasoprzestrzeni. Wysiłek, trud i wielkie zaangażowanie. Podziwiam ich i doskonale rozumiem. A skąd? Wystarczy obrócić się za siebie i popatrzeć na wyraz twarzy, a może nawet i usłyszeć komentarze, dwudziestego któregoś klienta. Na początku pojawiają się głębokie wdechy, później przechodzą one w krótkie lecz wyraziste oznaki zniecierpliwienia. Pojawiają się pomruki, szepty, sapania, melodyjnie urwane zdania w stylu: „nie wierze…” , „co mnie podkusiło”, „serio…” , „ile jeszcze…”. Zdania te nie muszą być logiczne ale w kontekście oczekiwania przy kasie nabierają niezwykle wyraźniej jednoznaczności. Każdy je doskonale rozumie. Problem interpretacji ulatuje. I tak oto stoimy. Czekamy. Gdzieś w głośnikach leci amerykańska kolęda. Pomimo gwaru zakupów dociera do naszych uszu. Jest piękna. Kolorowe lampki migają przepięknymi barwami a wszystkie produkty przy kasie zdają się być przystrojone na okoliczności Świąt. I tak oto mamy batony w czerwonych czapkach, czekolady z odświętnym, świątecznym wieńcem, choinki na dropsach i lizaki w kształcie bałwanków. Kreatywność świąteczna wszystkich agencji reklamowych sięga zenitu. To zrozumiałe, bo zgodnie ze statystykami to właśnie w Święta konsumenci są w stanie wydać najwięcej. Pojawia się myślenie :-„jeszcze to i jeszcze tamto i to też na pewno mu się spodoba”. Świąteczne szaleństwo opanowuje po cichu. Zaczyna się bardzo niewinnie, bo w końcu nam przecież tylko zależy na światach. Gromadzimy prezenty, gromadzimy pomysły. Mamy pełen wózek.

W końcu stół musi być przystrojony w sposób wyjątkowy, a choinka musi swoimi ozdobami pasować do całości. Jedzenie też musi być nienaganne. Bardzo się staramy. Tym bardziej jeśli w tym roku przychodzi do nas rodzina albo znajomi. Tych ostatnich koniecznie trzeba zaskoczyć niesamowitym wrażeniem. I szukamy tak oto „niesamowitych rzeczy” przez pół dnia. Czekamy później w jeszcze dłuższej kolejce. Z dużym wysiłkiem transportujemy wszystkie pakunki do samochodu. Korek przy wyjeździe i… jesteśmy w domu. Padamy.

Padamy ze zmęczenia. Staramy się, aby wszystko było idealne, dopracowane, wręcz perfekcyjne. To ma swoje i dobre i złe strony. Idealizm kusi swoim pięknem. Lubimy podziwiać idealne rzeczy, ale znacznie lepiej czujemy się pośród bardziej swojskich rzeczy. Poza tym perfekcja jest obarczona dużym wysiłkiem. Czasem nawet niewspółmiernie dużym. Nie jeden raz widziałam jak wspaniałe osoby siadały do wspólnych, idealnie zaplanowanych Świąt i…. cisza albo krzyk. Zmęczenie przeszło w umęczenie i z radości odczuwania Świąt z bliskimi zostało bardzo niewiele. Jak pojawia się duże obciążenie to wyjątkowo łatwo o kłótnie albo marazm. Umyka to co najistotniejsze… Ludzie. Bliscy. Ci, dla których codziennie staramy się być najlepszymi ludźmi na świecie. Pragniemy dla nich wszystkiego co najlepsze, najpiękniejsze: od wystroju domu, po najpyszniejsze i najliczniejsze świąteczne dania i wyszukane prezenty. Intencje płyną z czystego serca, bo przecież zależy nam na Świętach.

Każdy ma w sobie wspomnienie swoich najpiękniejszych Świąt. Ja pamiętam swoje bardzo wyraźnie. Była puchowa zima. Śnieg był wszędzie. Ostry mróz szczypał w uszy i nos. Gdy weszłam do mieszkania cioci, u której była wigilia ciepło dosłownie zalewało te zmarznięte części ciała a zapach dań i woń choinki wydawały się mówić : „Witaj w domu”. Stół nie był wymyślnie przystrojony, nie było na nim dwunastu potraw i zamiast makowca było ciasto czekoladowe (wszyscy je dosłownie uwielbialiśmy). Ale wokół stołu siedziały wszystkie ważne dla mnie osoby. Były uśmiechnięte, żartowały. Pamiętam gwar rozmów. W rogu pokoju pod choinką nie było wielkiej góry prezentów, do niektórych dołączane były owoce-cytrusy. Słowo daję, do tej pory pomarańcze i mandarynki kojarzą mi się przede wszystkim z prezentami świątecznymi. To co jednak sprawiło, że te święta pamiętam tak dokładnie to nie przedmioty czy ozdoby dookoła nas a ludzie, ich śmiechy i prawdziwa radość.

Czasem warto zwolnić, nie „zamęczać się Świętami”, a po prostu poświętować z najbliższymi, nie komentować i nie pośpieszać niestrudzonej kasjerki, a z uśmiechem docenić jej starania i powiedzieć „Wesołych Świąt”.

Kamila Olga Stępień-Rejszel, laureatka konkursu „Relacje z sensem”

 


Warsztaty Wojciecha Eichelbergera w wersji online

Nie wstydź się wizyty u urologa! Działaj!

Patrząc na wydłużające się kolejki do lekarzy – szczególnie specjalistów – oraz czytając raporty o wydatkach ponoszonych na leki, można dojść do wniosku, że Polacy ...
zamknij [x]

POLECANE KSIĄŻKI