Syndrom DDA: pokonać lęk przed bliskością

fot.123rf

Tak naprawdę DDA tworzą coś w rodzaju fałszywego „ja” (będącego sumą mechanizmów obronnych), które pozwala im egzystować. Z zewnątrz może się wydawać, że świetnie sobie radzą, tymczasem ich życie często przypomina wegetację. Nie są pewne tego, co widzą, czują i myślą. Jak pisze amerykańska psycholożka Janet G. Woititz, specjalizująca się w temacie, DDA nie wiedzą, jakie zachowania są normalne. Muszą sprawdzać. Zgadywać. Nie wierzą swojemu postrzeganiu, nie ufają własnym zmysłom – przecież ich rodzice zaprzeczali temu, co wydawało się oczywiste: negowali uzależnienie, bezradność, frustrację. Bagatelizowali problem. Więc co jest prawdą? Komu wierzyć? I jak tu być spontanicznym?

reklama

Wstyd i przyległości

Jedną z najsilniejszych emocji, jakich doświadczają dzieci alkoholików, jest wstyd. Wszystko jest nim przesiąknięte. Przeżywasz upokorzenie, odrzucenie. Czujesz, że z miejscem, z którego pochodzisz, jest coś nie tak. Więc pewnie i z tobą… Pojawia się poczucie winy. Na wszelki wypadek nie zapraszasz rówieśników do domu. Zaczynasz się ukrywać.

Jest też dużo lęku – może on paraliżować. Czasem zamienia się go na inne uczucie – najczęściej na złość, która jest bardziej witalna, daje poczucie siły, energię do działania. Ale lęk nie odpuszcza, może nawet przyjmować postać różnych fobii. Prowadzić do wycofania. DDA czują strach przed autorytetami. Przed wszelkiego rodzaju konfliktami – zwłaszcza gdyby miały przerodzić się w kłótnię. Boją się zbliżyć do innych, otworzyć, okazać uczucia. Czasem wygląda to tak, jakby bały się własnego cienia…

DDA niechętnie pozwalają sobie na złość – nie dano im do niej prawa. A noszą jej w sobie mnóstwo.
Nic dziwnego, że nierzadko przybiera ona formę wściekłości. I że – chroniąc adresata – kierują ją przeciw sobie. W ten sposób stają się sami dla siebie zagrożeniem. I wreszcie smutek, żal… Poczucie osamotnienia (bo zostało się porzuconym, zaniedbanym) i krzywdy (bo odebrano nam dzieciństwo, beztroską zabawę). Zdaniem Janet G. Woititz dla DDA każda zmiana wiąże się ze stratą, wciąż ją opłakują. Nic dziwnego, że wielu z nich trwa w stanie, który zwykło się nazywać „chroniczną depresją”.

Nie trzeba dodawać, że poczucie wartości u DDA jest wyjątkowo niskie – od najmłodszych lat ci ludzie czuli się słabi, niepotrzebni. Odpychani, lekceważeni. „Możecie być zdumieni, kiedy się przekonacie, jak niskie mniemanie ma o sobie dziecko alkoholika” – pisze Woititz. „Wprost trudno wam będzie zrozumieć, jak taka bystra, czarująca, zdolna, kochana osoba może się uważać za nic”. DDA potrafią być wobec siebie okrutne. Ignorują własne potrzeby, wchodzą w rolę ofiary. Uprawiają – mniej czy bardziej subtelne – formy samosabotażu i autodestrukcji. Zapadają na choroby psychosomatyczne, cierpią na zaburzenia łaknienia. Łatwo popadają w uzależnienia albo znajdują uzależnionych partnerów.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »