Syndrom DDA: pokonać lęk przed bliskością

fot.123rf

Wrócić i uwolnić

DDA wciąż tkwią jedną nogą w dzieciństwie. Dotyczy to zresztą osób, które nie doświadczyły problemu alkoholowego w rodzinie, ale których potrzeba miłości i bezpieczeństwa nigdy nie została zaspokojona (dlatego grupową terapię DDA łączy się zwykle z terapią DDD – dorosłych dzieci z rodzin dysfunkcyjnych). Tacy ludzie wciąż muszą się mieć na baczności. Zabiegać i walczyć. Owładnięci obsesją kontrolowania otoczenia, nie potrafią zaufać innym. Życiu. Sobie.

reklama

Terapeuci twierdzą, że trzeba wrócić tam, gdzie utknęliśmy. Przeżyć to, co wywołało ból, który nosimy w sobie. To jedyny sposób, żeby go uwolnić. Wyzwanie jest niemałe: nasza dorosła część ma zaopiekować się żyjącym w nas dzieckiem i dać mu to, czego nie dostało. Pomocne mogą być grupy wsparcia, terapeuci, przyjaciele. Jedno jest pewne: tego, czego tak nam brakuje, u rodziców nie znajdziemy. To, co mieli, dali. Lepiej oszczędzić sobie kolejnych frustracji…

Tommy Hellsten podkreśla, że również związek partnerski nie jest dobrym terytorium do uzupełniania deficytów. „Można śmiało powiedzieć, że większość małżeństw bywa zawierana z cichą nadzieją na to, że druga strona przyjmie rolę matki lub ojca” – twierdzi. Owszem, wsparcie partnera jest niezwykle pomocne, ale „małżeństwo jest małżeństwem – układem opartym na porozumieniu dorosłych, odpowiedzialnych za siebie ludzi. W partnerze nie powinno się szukać rodzica”.

Pierwszy etap uzdrawiania DDA rozpoczyna się, gdy uda się takiej osobie złamać zakaz „nic nie mówić”. Kiedy przebije się przez pierwszą warstwę wstydu i zacznie dzielić się swoim doświadczeniem. To pozwoli jej oswoić się z myślą, że nie jest złym człowiekiem – po prostu spotkało ją coś trudnego. Tak naprawdę jednak nie o wspominanie i analizowanie tu chodzi. Ważniejsze jest poczucie tego, co zostało zamknięte na cztery spusty, ponowne doświadczenie własnego dzieciństwa. Dopuszczenie do głosu emocji, które kiedyś wydawały się tak wielkie, wszechogarniające, nie do udźwignięcia… Nikt nie obiecuje, że teraz kontakt z nimi będzie łatwy. Ale trzeba znaleźć w sobie siłę, żeby przez to przejść.

DDA są bardzo samodzielne – niezwykle trudno im prosić o pomoc. A ona jest dostępna (również nieodpłatnie). Grupy wsparcia (choćby w Internecie), mityngi, terapie… Terapeuci pracujący z DDA przyznają, że droga do uzdrowienia nie jest łatwa. Dla nich ta praca to też ogromne wyzwanie. Piękne wyzwanie. Bo osoby z syndromem DDA mają w sobie głębię. Siłę i uczciwość, empatię i wrażliwość. Tak, są perfekcjonistami, wiele od siebie wymagają. Ale to szansa, że postawią sobie wysoko poprzeczkę i zechcą zmienić dotychczasowe życie. Zaryzykować spotkanie z bólem. Nawet jeśli na początku miałaby nimi kierować nie miłość do siebie, a ambicja… A miłość przyjdzie – w swoim czasie. Trzeba tylko zrobić na nią miejsce.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »